Laptop na zajęciach - pomaga czy przeszkadza?
Zwykle w okolicach września i października na wielu anglojęzycznych blogach (w szczególności tych prowadzonych przez studentów) pojawiają się porady z serii “back to school”. Każdy znajdzie coś dla siebie, moją uwagę zwrócił jednak artykuł Julii na blogu Unclutterer, która wprost radzi: zainwestuj w laptop, bo to najlepszy sposób prowadzenia i organizowania notatek z zajęć.
Aż dziw ogarnia, kiedy tak pomyślę jak bardzo świat zmienił się w ciągu ostatniej dekady. Kiedy zaczynałem studia na całe piętro akademika przypadało ledwie kilka komputerów stacjonarnych, poskładanych ze zdobytych tu i ówdzie części. Monitory były wypukłe, jeszcze nie wszyscy wiedzieli co to Pentium, a myszy miały kulki. Internet raczkował, sieć w budynku była na tzw. “benckach”, a ludzie uczyli się wyłącznie z książek, zeszytów lub kserokopii. A laptop… o tym się tylko słyszało.
Z czasem sprzęt potaniał, a internet się upowszechnił na tyle, że możemy pisać jego nazwę z małej litery. Teraz mało kto wyobraża sobie studia bez komputera (cały czas wypowiadam się w kontekście politechnik, ale nie sądzę aby na uczelniach o innym profilu sprawy przedstawiały się inaczej). Najpierw rządziły komputery stacjonarne… teraz ile razy nie przejdę przez korytarz spotykam kilka osób z komputerem na kolanach.
No i właśnie. Technologia wkroczyła pod strzechy. Ludzie coraz częściej chcą korzystać z laptopów podczas zajęć, choć do tego co się dzieje w Stanach jeszcze nam trochę brakuje…
Zaprzęganie laptopa jako notatnika ma wiele niezaprzeczalnych zalet, ale odnoszę wrażenie że pomiędzy mną a słuchaczem wyrasta nieprzyjemna bariera w postaci ekranu komputera. Zresztą nie dotyczy to tylko studentów… byłem na kilku konferencjach i warsztatach, gdzie pojawił się ten sam problem. Bez względu na to, jakie intencje miał student/słuchacz, wykładowca/prelegent zawsze czuł się nieswojo, nigdy nie będąc pewnym czy jest słuchany i skrzętnie notowany, czy ignorowany na rzecz… pasjansa.
Jestem zwolennikiem notowania odręcznego także dlatego, że zmusza do koncentracji na zagadnieniu i aktywizuje dodatkowe obszary mózgu (te odpowiedzialne za pamięć kinetyczną). Kiedy studenci prowadzą notatki na papierze wiem, że pomaga im to w zapamiętaniu materiału. W ten sposób obecność i zaangażowanie na zajęciach dodatkowo procentuje i w dłuższym okresie obraca się na korzyść słuchacza.
Nie proponuję bynajmniej zawracać kijem Wisły. Na Zachodzie laptop na wykładzie lub w klasie to obowiązujący standard. Tak samo wkrótce będzie i u nas. Sam też jestem od niego uzależniony. Rzecz w tym, że porównując swoje obecne doświadczenia z epoką dominacji ołówka i długopisu odnoszę wrażenie, że nauka z komputerem przychodzi jakoś trudniej. Tak wiele rzeczy w nim rozprasza uwagę i przeszkadza w koncentracji.
Wiem, że zaglądają tu osoby z bardzo różnych przedziałów wiekowych, w tym uczniowie, obecni i byli studenci oraz stojący po drugiej stronie katedry wykładowcy. Jestem ciekaw czy mieliście podobne obserwacje, dlatego chciałbym poprosić Was o podzielenie się swoją opinią. Jak sądzicie, czy intelektualnie na upowszechnieniu się laptopów wyszliśmy lepiej, czy może gorzej?
Wyraź swoją opinię
Nauczanie “for dummies”
Największą różnicę pomiędzy drugim, a trzecim etapem kształcenia (czyli pomiędzy studiami magisterskimi, a doktoratem) stanowi obowiązek prowadzenia zajęć dydaktycznych. Może on obowiązywać od razu od pierwszego roku studiów doktoranckich, zwykle jednak świeżo upieczeni przyszli doktorzy, przez pierwszy rok realizują tzw. współudział dydaktyczny, pomagając doświadczonym wykładowcom np. poprzez przygotowywanie materiałów lub prezentacji na wykłady. Potem nie ma zmiłuj. Każdy musi stawić czoła tabunowi przyszłych inżynierów i magistrów. A stres jest ogromny… zwłaszcza na pierwszych latach, kiedy często zdarza się, że prowadzący są niewiele mądrzejsi, a bywa że i młodsi od swoich podopiecznych.
Pewien problem polega na tym, że startując z doktoratem często nie ma się żadnego przygotowania dydaktycznego. Rzadko ma się możliwość odbycia formalnego treningu w tym zakresie. Gorzej, często nawet młodzi doktoranci nie wiedzą czego się właściwie od nich oczekuje. Bo prowadzenie zajęć to tak naprawdę nie jest wyświetlanie slajdów, dyktowanie zadań i sprawdzanie “domówek”. Trzeba nawiązać kontakt na linii prowadzący - studenci. W przypadku np. zahukanych introwertyków, sytuacja może zrobić się doprawdy niewesoła. Dla studentów zresztą też…
Kto by nie chciał, aby po latach wspominano go w ten sposób jak Josh Waitzkin pisze w książce “Art of Learning” o swoim pierwszym nauczycielu szachów Bruce Pandolfinim:
“Bruce (…) nie stawiał się w pozycji wszechwiedzącego, ale raczej próbował przyjmować rolę przewodnika w procesie mojego rozwoju, niźli autorytetu. Jeśli nie zgadzałem się z nim, różnica zdań przeradzała się w dyskusję, a nie w kazanie.
Bruce powstrzymywał moje zapędy zadając pytania. Kiedykolwiek podjąłem istotną decyzję, dobrą lub złą, zawsze nalegał abym omówił swój cały proces myślowy. Czy były inne drogi do osiągnięcia tego celu? Czy przyjrzałem się zagrożeniom stwarzanym przez przeciwnika? Czy rozważyłem inną kolejność wykonania czynności? Bruce nie traktował mnie protekcjonalnie - niektórzy nauczyciele potrafią tak bardzo unikać autorytaryzmu, że chwalą wszystkie decyzje ich małych graczy, dobre i złe. Ich intencją jest budowanie fundamentów pewności siebie, ale zamiast tego zniechęcają do obiektywności, zachęcają do pobłażania samemu sobie oraz, co jest chyba najbardziej destruktywnym zjawiskiem, budują nieszczerą relację pomiędzy instruktorem i uczniem, którą każdy bystry dzieciak potrafi bezbłędnie wyczuć. (…)
Większość naszych lekcji przebiegała w ciszy, w której obaj siedzieliśmy w zamyśleniu. Bruce nie chciał karmić mnie wiedzą, ale wspomóc rozwój mojego umysłu na drodze do dojrzałości.”
Wielu obarczonych obowiązkiem dydaktycznym, podobnie jak miało to miejsce w moim przypadku, poszukuje w bibliotekach i internecie wszelakich wskazówek. Chciałbym tu przedstawić kilka wskazówek, zainspirowanych przez “How to be a good teacher” (@Educated Being), które od dłuższego czasu stanowią dla mnie swoisty drogowskaz. Zawodowym nauczycielom poniższa lista może wydać się zbyt ogólna lub wręcz pocieszna, ale nawiązując do tytułu popularnej serii książkowej, została przygotowana raczej “for dummies”. Sądzę, że mi pomogła i chciałbym wierzyć, że pomoże innym postawionym znienacka w obliczu dydaktycznego obowiązku, po kilku latach stwierdzam zresztą, że całkiem, całkiem przyjemnego.
A więc do rzeczy…
- Pamiętaj, że tu nie chodzi o Ciebie, tutaj chodzi o nich - jesteś tu tylko po to, aby pomóc studentom nauczyć się tego co już wiesz i odkryć czego jeszcze nie wiesz. Nikt nie wie wszystkiego dlatego prowadząc zajęcia Ty też stajesz się studentem. Spróbuj stworzyć w klasie atmosferę nauki, a nie “nauczania”.
- Poznaj swoich uczniów - Wiedza o swoich studentach jest bardzo ważna. Nie można podchodzić do wszystkich w ten sam sposób, zakładając że każdy z nich to swego rodzaju tabula rasa po której przyszło Ci pisać. Każdy student ma swój własny bagaż wiedzy i doświadczeń. Każdy spogląda na świat w odmienny sposób. Świadomość tego pomoże Ci zrozumieć ich oczekiwania względem Ciebie i prowadzonych przez Ciebie zajęć.
- Spraw, aby poczuli się swobodnie - Tylko jeśli Twoi studenci czują sie komfortowo, tylko wtedy zdobędą się na odwagę aby zadawać pytania i wykazywać inicjatywę. W niesprzyjającej atmosferze, żaden nie zaryzykuje wypowiedzi, aby uniknąć zakłopotania i wstydu. Musisz stworzyć poczucie bezpieczeństwa oraz swobody wyrażania swoich myśli.
- Okaż szczerą pasję - generalnie studenci doceniają wykładowców, którzy z pasją podchodzą do swojego przedmiotu (nawet jeśli są bardzo, bardzo wymagający). Nigdy nie popełnij błędu zakładając, że studenci są ślepi i nie zauważą, że udajesz że lubisz to co robisz. Mogą nie znać, nie interesować się, a nawet nie lubić Twojego przedmiotu, ale na pewno nie są głupi. Mają swoje własne kryteria oceny i raczej nie zainteresują się czymś, do czego nawet Ty podchodzisz z lekceważeniem.
- Wyjaśnij im co będą z tego mieli - Każde zajęcia mają swój cel. Jeśli na samym początku przestawisz swoim studentom, czego chcesz ich nauczyć oraz jakie przyniesie im to korzyści, będą bardziej zmotywowani i tym chętniej będą pochłaniać kolejne partie materiału.
- Wyrażaj się jasno - Nawet będąc wybitnym ekspertem w swojej dziedzinie, jeśli nie będziesz potrafić komunikować się w sposób jasny i zrozumiały dla ludzi, nie posiadających Twojej wiedzy, nie zdobędziesz uznania w ich oczach. Ktoś kto mówi niezrozumiale, zazwyczaj sam do końca nie rozumie tematu.
- Nie bój się przyznać do niewiedzy - niektórym wykładowcom przyznanie się do niewiedzy przychodzi z ogromnym trudem. Zrobią wszystko, aby uniknąć konieczności odpowiedzi lub odbić pytanie z powrotem do studenta. Prawda jest taka, że studenci są bardzo spostrzegawczy. Wymigiwanie się spowoduje jedynie utratę Twojej wiarygodności. Lepiej już powiedzieć “Nie wiem, ale dowiem się i odpowiem na następnym wykładzie”. Oczywiście nie można zapomnieć wywiązać się z tej obietnicy. Z przymrużeniem oka… w anegdotach o naukowcach jest historyjka o tym jak z trudnymi pytaniami radził sobie Niels Bohr.
- Nauczaj z głębi serca - tak jak prezentacja to nie tylko folie w rzutniku lub slajdy w Power Poincie, tak samo zwykłe odtwarzanie materiału nie jest jeszcze prawdziwym nauczaniem. Prezentacja staje się dobra, kiedy autor włoży w nią część siebie. To samo dotyczy prowadzenia zajęć.
- Powtórz najważniejsze zagadnienia - Za każdym razem kończąc zajęcia zrób krótkie podsumowanie i wskaż studentom, które punkty z wykładu są Twoim zdaniem najważniejsze. Zwykłe zrzucenie na ich głowy tony materiału, bez wyraźnego ukierunkowania na to co jest ważne raczej nie spowoduje, że studenci będą się dobrze uczyć. Wszyscy wiedzą, że w pierwszej kolejności trzeba nauczyć się tego co prowadzący zaznaczył jako ważne (wg zasady “bo to na pewno będzie na teście/egzaminie”).
- Zadawaj właściwe pytania - Zadawaj takie pytania, aby można w nich było poczuć szczere zainteresowanie tym co myślą Twoi podopieczni i jak wiele się nauczyli. Takie pytania mogą odnosić się bezpośrednio do kluczowych zagadnień omawianych na zajęciach, ewentualnie prowadzić do otwartej dyskusji na dany temat.
- Ucz myśleć - Nauczanie nie polega na prostym przekazywaniu wiedzy. Do tego można wykorzystać książki lub inne materiały instruktażowe. Aby być lepszym nauczycielem, musisz postarać się zapewnić swoim studentom trochę intelektualnej przestrzeni, nauczyć ich samodzielnie myśleć i rozwiązywać problemy. Muszą nabyć umiejętność formułowania mających znaczenie wniosków oraz podejmować oparte na tych wnioskach właściwe decyzje.
- Doceń nakład pracy - Pamiętaj, że niektóre z Twoich poleceń mogą wymagać od studentów wielu godzin pracy. Zwracaj na to uwagę i kiedy trzeba doceń, ale tylko w tych przypadkach kiedy to była praca mądra, która przyniosła mądre, prawidłowe rezultaty. Zbyt często studenci oczekują zaliczenia tylko dlatego, że wykonanie danego rysunku lub napisanie artykułu zajęło im kilka dni.
- Słuchaj swoich podopiecznych - Słuchanie tego co mają do powiedzenia, pomoże Ci ich lepiej zrozumieć. Nie zgaduj, nie domyślaj się co siedzi w ich głowach. Nie przeszkadzaj im i pozwól samodzielnie to wyrazić.
- Zwracaj uwagę na emocje - Bardzo ważnym jest nauczyć się obserwować emocje skrywające się za przekazywaną treścią. To pozwala lepiej zrozumieć i współpracować ze studentami. Tylko wtedy można dowiedzieć się co naprawdę myślą o Twoim przedmiocie i jak dobrze się w nim czują.
- Każdy student jest inny - Ma inne przewagi i inne braki. Nigdy nie generalizuj w stylu “dzisiejsza młodzież się nie uczy”! Poznając lepiej swoich studentów, będziesz w stanie odnaleźć najlepszy sposób nauczania każdego z nich. Twoje zajęcia zawsze powinny zawierać coś odpowiadającego sposobowi nauki każdego studenta.
- Nie wykorzystuj swojej pozycji - Kontrolując warunki zaliczenia przedmiotu masz de facto władzę nad studentami. Nie wykorzystuj jej do udowadniania swoich racji. W ten sposób być może osiągniesz chwilowe posłuszeństwo, ale utracisz cały szacunek. Odbudowanie straconej reputacji może trwać całe lata.
- Nigdy nie przestawaj (się) uczyć - Tak jak nigdy nie przestawaj się uczyć, tak nigdy nie przestawaj uczyć innych. Kto zostaje nauczycielem raz, zostaje nim na całe życie. Tylko nie zapomnij nauczyć się nauczać.
- Szanuj swój podpis - wpisując ocenę do indeksu, zapisujesz ją na kartach historii. W ten sposób niejako ręczysz, że student posiada wiedzę na poziomie jej odpowiadającym. Bądź obiektywny i uczciwy, bo każda wystawiona ocena świadczy też o Tobie.
Taki wykładowca, to ideał w osiemnastu punktach, ale ideały są właśnie po to aby do nich aspirować. Z tego co widzę, to przede mną też jeszcze jest daleka droga. Tak na marginesie, to powyższe wskazówki odnoszą się nie tylko do wykładowców i studentów, ale także innych relacji mistrz-uczeń. Przy odrobinie wysiłku można je przenieść na grunt zarządzania ludźmi i coachingu. Tutaj można znaleźć więcej interesujących informacji na ten temat, przedstawionych w ujęciu bardziej biznesowym.
Obowiązek dydaktyczny, choć może być bardzo przyjemny, jest też bardzo czaso- i pracochłonny. Choć ciągłe obcowanie z młodymi ludźmi zapobiega psychicznemu “zramoleniu”, to zwykle trzeba odstawić na bok własną naukę, prowadzone badania i wiele innych spraw. Do tego łatwo się pomylić, pogubić, speszyć, wygłupić… Dlatego na koniec mam taką prośbę, do wszystkich obecnie studiujących, abyście dali doktorantom trochę fory… zwłaszcza, że wielu naprawdę mocno stara się wypaść przed wami jak najlepiej.
Wyraź swoją opinię
- Co to znaczy “mieć klasę”?
- Japonia
To może Cię zainteresować...
O potrzebie formowania właściwych nawyków
Poniższy tekst ma już ponad wiek, ale sądzę, że nic nie stracił ze swojej aktualności. Perełka, którą znalazłem w starym podręczniku o nauce, a którą mam nadzieję przeczytacie z przyjemnością.
“Badania fizjologiczne stanów mentalnych stały się najpotężniejszym sojusznikiem tradycyjnych napominających kazań. Męki piekielne, które grożą nam po śmierci, a o których tak wiele opowiada teologia, nie są gorsze niż piekło które sami tworzymy sobie jeszcze za życia, kształtując swój charakter w niewłaściwy sposób. Gdybyż tylko młodzi ludzie zdawali sobie sprawę jak szybko staną się niczym więcej jak tylko chodzącym kłębkiem własnych, uformowanych nawyków. Być może mieliby wtedy większy wzgląd na swoje zachowanie, będąc jeszcze w bardziej plastycznym, młodzieńczym stanie.
Każdy z nas jest kowalem swojego losu, dobrego czy złego. Cokolwiek uczynimy nie będzie już można tego cofnąć. Każdy, najmniejszy nawet dobry uczynek lub niecny występek pozostawia po sobie znak lub bliznę. Grany przez Jeffersona, pijany Rip Van Winkle (przyp. bohater opowiadania Irvinga), usprawiedliwia przed sobą każde kolejne poddanie się nałogowi mówiąc: „Tego razu nie liczę!”. Cóż, on może sobie nie liczyć, litościwe niebiosa mogą mu nie tego policzyć; ale chcąc nie chcąc i tak zostanie mu policzone. Gdzieś tam, wśród komórek i włókien nerwowych molekuły liczą, rejestrują i zapamiętują wszystko, a gdy pojawi się kolejna pokusa, wykorzystają to przeciwko niemu. Nic cokolwiek robimy, w swojej ściśle naukowej literalności, nie zostanie wymazane. Tak jak zostaje się alkoholikiem pijąc zbyt wiele drinków, tak samo zostaje się świętym poprzez moralne czyny, a autorytetem i ekspertem w sferach naukowych i technicznych poprzez naukę i godziny ciężkiej pracy. Młody człowiek nie powinien niepokoić się o rezultaty swojej nauki, jakakolwiek ścieżką by ona nie podążała. Z zaangażowaniem poświęcając każdą godzinę dnia pracy, może bezpiecznie pozostawić efekty samym sobie. Z absolutną pewnością któregoś pięknego dnia obudzi się jako jeden z wysoce kompetentnych przedstawicieli swojego pokolenia, jakiejkolwiek kategorii wiedzy by nie wybrał. Cichcem, pośród szczegółów prowadzonych spraw, w jego umyśle narodzi się i już na zawsze już pozostanie ta specyficzna umiejętność „właściwego osądu”. Młodzi ludzie powinni zdawać sobie z tego sprawę. Ignorancja w tym zakresie rodzi więcej zniechęcenia i obaw w młodzieży stojącej u progu swoich żmudnych ścieżek kariery, niż wszystkie inne powody razem wzięte.”
Fragment William James “Talks to Teachers on Psychology, and to Students on Some of Life’s Ideals”, New York, 1899 (tłumaczenie własne).
Wyraź swoją opinię
- Zastanawiaj się trzy godziny dziennie
To może Cię zainteresować...
Studenci też mogą publikować
Każdemu komu przychodzi do głowy pójście na studia doktoranckie, staje wcześniej czy później przed problemem oceny dorobku naukowego. Jeszcze nie tak dawno, studenci, poza prawdziwymi wyjątkami, nie mieli specjalnych możliwości na publikowanie swoich prac. Chyba, że zostali zaangażowani w prace badawcze przez swoich profesorów lub promotorów, którzy uwzględnili ich współautorstwo.
Swego rodzaju przełomu w zakresie aktywnego angażowania studentów w pracę naukową z przełożeniem na dorobek naukowy dokonał Oxford University Press, tworząc całkiem nowe czasopismo Bioscience Horizons - The National Undergraduate Research Journal. To co wyróżnia je na tle innych czasopism naukowych to fakt, że publikacje w nim zawarte są w zasadzie zredagowanymi w formie artykułów pracami magisterskimi (final projects) wybranych studentów brytyjskich i irlandzkich uniwersytetów. Zgłoszone prace przechodzą pełną procedurę kwalifikacyjną typową dla czasopism naukowych i są w normalny sposób recenzowane. Celem całego projektu jest większe zaangażowanie studentów w rzeczywistą pracę naukową. Ukazał się właśnie pierwszy numer (Bioscience Horizons volume 1, number 1, March 2008) i jest w całości dostępny online (także pełne teksty).
Warto dodać, że my nie jesteśmy wcale gorsi. Podobną, choć nieco innej kategorii inicjatywę już jakiś czas temu podjęła Politechnika Wrocławska, tworząc Konferencję Naukową Studentów. Jest ona normalną, pełnowymiarową konferencją naukową, podczas której studenci mogą przedstawiać swoje projekty oraz wyniki swoich badań. W tym roku odbędzie się już jej szósta edycja, przygotowania do której właśnie trwają.
Oby więcej takich inicjatyw.
Informacje o Bioscience Horizons znalezione via zenSCI.
Wyraź swoją opinię
A może zostań inżynierem?
|
Zostań inżynierem! |
Kilka miesięcy temu portal Gazeta.pl doniósł o dramatycznym spadku zainteresowania młodych ludzi studiami technicznymi. Wygląda na to, że problem, który trapił głównie zachodnie kraje, teraz pojawia się i na naszym podwórku. A ponieważ bez inżynierów i naukowców współczesna cywilizacja długo nie pociągnie, trzeba będzie znaleźć jakieś rozwiązanie.
Tymczasem, można zacząć od kręcenia filmów promocyjnych, takich jak ten przygotowany przez CELSOC (Consulting Engineers and Land Surveyors of California), skierowany do uczniów amerykańskich szkół średnich, zachęcający do podjęcia studiów technicznych i zostania inżynierem…
So, what’s missing?
Zobacz także:
What engineers do? (@CELSOC)
Greatest Engineering Achievements of the 20th Century
Can you be an engineer? (@YouTube)
I jeszcze inżynier na wesoło:
The Knack (from Dilbert) (@YouTube)
Code Blue (from Dilbert) (@YouTube)
Wyraź swoją opinię
- Japonia
To może Cię zainteresować...
« Poprzednie wpisy






