Strona główna O sobie Archiwum Linki Kontakt

Jaki jest Twój “cel na dziś”?

Codziennie na każdego z nas czeka tysiąc spraw, które trzeba załatwić. Praca, nauka, listy zakupów, rachunki, spotkania… i tak bez końca. Karuzela życia, z której tak trudno wysiąść raz się na niej znalazłszy. Ogrom zadań i problemów sprawia, że do pewnego stopnia tracimy kontrolę nad sytuacją. Kiedy zbliża się wieczór i zaczynamy zastanawiać się co tak naprawdę udało nam się dziś osiągnąć, może się okazać, że nawet po bardzo intensywnym dniu niespecjalnie mamy się czym pochwalić.

Wyznaczanie sobie “celów na dziś” to nie jest nowy pomysł, ale warto sobie o nim od czasu do czasu przypominać. Jestem przekonany, że w intuicyjny sposób nie raz już z tej metody korzystałeś. Być może znasz ją pod angielską nazwą Most Important Task (MIT) lub naszym swojskim Najważniejszym Zadaniem Dnia (NZD). O co właściwie chodzi?

Wieczorem, przygotowując się do dnia kolejnego, zastanów się przez moment co tak naprawdę planujesz jutro zrobić, a następnie zapisz te zadania w notesie. Nie śpiesz się i postaraj się wypisać wszystkie rzeczy, które przychodzą Ci do głowy. Kiedy skończysz jeszcze raz dokładnie przyjrzyj się swojej liście i wybierz jedną, dwie lub trzy najważniejsze sprawy, załatwienie których spowoduje, że cały jutrzejszy dzień będzie można uznać za zakończony sukcesem. Będą to Twoje Najważniejsze Zadania Dnia.

Rankiem jeszcze raz przejrzyj przygotowaną wcześniej listę… może będzie trzeba coś poprawić lub zmienić. Jak już uznasz, że dalsze korekty nie są potrzebne bez wahania zabierz się za realizację owych najważniejszych zadań.

Celem Najważniejszych Zadań Dnia, nie jest jeszcze bardziej efektywne zarządzanie listą spraw do załatwienia (acz bywają i w tym zakresie pomocne). Chodzi raczej o świadome wybranie kilku celów, których osiągnięcie pozwoli uznać mijający dzień za zwieńczony sukcesem. W rezultacie obniży się poziom Twojego stresu oraz bardzo pozytywnie wpłynie na Twoje dobre samopoczucie i poczucie własnej wartości.

Zwróć uwagę na następujące rzeczy:

  1. Nigdy nie decyduj się na więcej niż trzy Najważniejsze Zadania Dnia. Nie chodzi o to, aby pobijać rekordy produktywności. Jeśli wyznaczysz sobie zbyt wiele “najważniejszych” celów, wzrośnie prawdopodobieństwo, że nie uda Ci się ich wszystkich osiągnąć. Zamiast zadowolenia z sukcesu, ogarnie Cię poczucie porażki. Poza tym jeśli jesteś w stanie wskazać więcej NZD, to najprawdopodobniej źle definiujesz pojęcie ich ważności. W takich przypadkach jeszcze raz spokojnie się zastanów.
  2. Upewnij się, że wybrane NZD, są naprawdę najważniejsze. Jeśli zajmujesz się dorywczymi zadaniami lub nagłymi sprawami, które w żaden sposób nie przybliżają Cię do realizacji zaplanowanych długoterminowych działań lub celów, to w zasadzie tracisz czas. Nie jesteś produktywny, tylko zapracowany, a para ucieka w gwizdek. Pamiętaj też, że ważne sprawy to nie tylko praca… dobrze od czasu do czasu na pierwszym miejscu umieścić “wyjście do kina z ukochaną”, “posprzątanie balkonu” lub “odwiedziny u rodziców”.
  3. Zaczynaj dzień bez zwłoki zabierając się za NZD. Skoro już określiłeś które z zadań są dziś dla Ciebie szczególnie istotne, to raz dwa bierz się do roboty, aby uporać się z nimi tak szybko jak to tylko możliwe (np. zaraz po przyjściu do pracy). Chyba, że można je zrealizować w określonym punkcie czasu, np. wczesnym popołudniem. W każdym razie kiedy już będziesz je miał za sobą, zawładnie Tobą poczucie spełnionego obowiązku i dobrze wykonanej roboty, które nastroi Cię pozytywnie na pozostałą część dnia.
  4. Zaczynaj od tego co sprawia Ci najwięcej trudności. Za szczególnie wymagające zadania i problemy najłatwiej zabierać się wtedy, kiedy Twój umysł ma najwyższą sprawność. Optymalne godziny pracy zależą od indywidualnych predyspozycji, ale są spore szanse, że tak jak w przypadku większości ludzi również Twój mózg jest najsprawniejszy rankiem. Dlatego w pierwszej kolejności staraj się realizować te zadania, które pochłaniają najwięcej Twojej energii. Nie zawsze musi być to problem realnej trudności zadania… czasami może chodzić o przełamanie się np. o spotkanie z kimś nielubianym, albo zrobienie czegoś co wręcz napawa Cię obrzydzeniem. Świetną metaforę takich trudnych spraw wymyślił Brian Tracy. Wyobraź sobie, że Twoim zadaniem na dziś jest zjedzenie wielkiej, śliskiej, obrzydliwej ropuchy. Bez względu na to jak długo będziesz się jej przyglądać… nie zrobi się smaczniejsza (źródło: Brian Tracy “Eat That Frog! 21 Great Ways to Stop Procrastinating and Get More Done in Less Time”). Jeśli mimo wszystko nie możesz zacząć powinieneś zrobić coś prostego “na rozruch” - mały sukces doda Ci skrzydeł przed większym wyzwaniem.
“Wydaje się, że w przyszłości najlepsze jest to, że przychodzi tylko po jednym dniu na raz.”

— Dean Acheson, polityk i dyplomata

Umiejętne planowanie i realizowanie dziennych celów w sposób uwzględniający dalekosiężne plany, zmieni Cię w człowieka sukcesu, który wie czego chce i konsekwentnie do tego zmierza.

Najważniejsze aby wieczorem, siedząc wygodnie w fotelu przed telewizorem lub z książką w ręku, móc powiedzieć sobie z zadowoleniem: “Ależ to był dobry dzień! Udało mi się dziś zrobić to, to i to…”.

Zobacz też:
Geek to Live: Control Your Workday (@Lifehacker)
Purpose Your Day: Most Important Task (@Zenhabits)

Wyraź swoją opinię

Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS               Wydrukuj Wydrukuj        Komentarze (5)

Bieg na tysiąc kilometrów!

Wiele osób marzy o tym aby zacząć się regularnie biegać. Ruch optymalizuje wagę, poprawia kondycję, przedłuża młodość. To czego im brakuje, to odpowiedniego bodźca, który zmotywowałby do regularności. Potrzeba im celu, ale konkretnego, a nie tak mgliście określonego i niejasnego jak “lepsza kondycja” czy “dłuższe życie”. Jeśli należysz do takich osób… to chciałbym zaproponować Ci taki właśnie cel.


 

Running Guy  Creative Commons by aarmono

Proponuję Ci start w biegu na 1000km (słownie: tysiąc kilometrów). Oczywiście nie chodzi o pokonanie takiego dystansu w jednym podejściu. Będziesz potrzebować wiele cierpliwości, determinacji i częstokroć siły woli. Jeśli sądzisz, że brak Ci powyższych cech, to bądź spokojny. Wyćwiczysz je po drodze!

I co o sądzisz o tej propozycji? Chcesz spróbować? Czytaj dalej!

Dlaczego akurat 1000km?

Dlatego, że liczba ta jest prawdziwym wyzwaniem, nawet dla wytrawnych biegaczy. Dlatego, że działa na wyobraźnię. Zobacz sam…

  • 1000km jest to odległość odpowiadająca w przybliżeniu 24 maratonom.
  • Jeśli jesteś amatorem i biegasz w weekend odcinek 10km, to przebiegnięcie 1000km zajmie Ci prawie dwa lata!
  • Jeżeli biegasz regularnie trzy razy w tygodniu po 10km, to przebiegnięcie 1000km zajmie Ci około 234 dni… mniej więcej 8 miesięcy.

1000km to akurat na tyle dużo, żeby stanowić poważne wyzwanie i zarazem na tyle mało, że każdy kto włoży odrobinę wysiłku i determinacji będzie w stanie temu wyzwaniu podołać. Zwykle największą trudność sprawia uwierzenie we własne możliwości.

Jeśli Ty też uważasz, że zadanie to przekracza Twoje możliwości, może powinieneś uświadomić sobie, że osiąganie celów nierealnych, jest wbrew pozorom o wiele prostsze niż realnych. Zastanów się przez chwilę… czy gdybym zaproponował Ci regularne bieganie trzy razy w tygodniu przez najbliższe pół roku, zareagowałbyś tak samo jak na propozycję przebiegnięcia tysiąca kilometrów? Przecież, aby zaliczyć ten tysiąc tak czy owak będziesz musiał uprawiać systematyczny jogging przez przynajmniej sześć miesięcy, skąd więc ta różnica?

Z poczucia realności zadania. Dla większości z nas bieganie kilku lub kilkunastu kilometrów kilka razy w tygodniu jest czymś całkowicie osiągalnym przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy. Rzeczy przeciętne znajdujące się w zasięgu ręki, nigdy nie będą stanowić inspiracji do wytężonego wysiłku i poświęcenia. Natomiast 1000km to już coś wielkiego. Cel, który działa na wyobraźnię… który naprawdę chce się osiągnąć! Cel, który zmotywuje Cię do dalszej pracy i wysiłku, kiedy nadejdzie niechęć i zwątpienie.

Ujmując to jeszcze prościej. Każdy może regularnie biegać, ale nie każdy będzie w stanie przebiec 1000km. To właśnie ta wyjątkowość stanowi bodziec, który pomoże Ci osiągnąć to co wydaje się być na pierwszy rzut oka całkiem nierealne.

Klub 1000km

Zachęcam wszystkich, którzy tylko mają ochotę i chcą pokonać własne słabości, do przyłączenia się do Klubu 1000km - ludzi którzy przebiegli tysiąc kilometrów. Wszystkich którzy już biegają oraz tych, którzy myślą o tym aby zacząć. Bez względu na wiek (który przecież o niczym nie przesądza) oraz posiadaną kondycję.

Na koncept Klubu 1000km trafiłem, jak to zwykle bywa, całkowicie przypadkowo odkrywając blog “Bald Runner” autorstwa Jovenal “Jovie” Narcise’a. Pomysł urzekł mnie od razu, podobnie jak wcześniej Korona Gór Polski. Po następnym treningu zapisałem swój dystans i czas, rozpoczynając tym samym własny “bieg na 1000km”.

Jak się w to bawić?

Jednorazowo biegaj tyle ile jesteś w stanie. Nie ma znaczenia ile czasu zajmie Ci przebiegnięcie całego tysiąca. Jeśli wolisz krótkie dystanse, biegaj po 2-3km. Jeśli preferujesz dłuższe odcinki, biegaj po 10km lub więcej. Dopasuj długość i częstotliwość biegów do swoich fizycznych możliwości. Znajdź sobie w internecie jakiś dogodny plan treningowy. Bez względu na wszystko pamiętaj, że masz czerpać z biegania przyjemność… a nim się obejrzysz pierwsza setka kilometrów będzie już za Tobą.

“Każdego ranka w Afryce budzi się gazela, która wie, że musi biec szybciej niż najszybszy lew, albo zostanie zabita.

Każdego ranka w Afryce budzi się lew, który wie, że musi biec szybciej niż najwolniejsza gazela, albo umrze z głodu.

Nie ma znaczenia czy jesteś lwem, czy gazelą - kiedy wstanie słońce, lepiej żebyś już biegł.”

– Anonim

Pamiętaj aby nigdy nie eksperymentować na własnym organizmie! Zanim zaczniesz poddawać go wzmożonemu wysiłkowi, powinieneś skonsultować się z własnym lekarzem!

Załóż sobie dziennik biegowy, albo jeszcze lepiej blog lub stronę internetową i zapisuj tam wszystkie swoje biegi… notuj datę, miejsce, pokonaną odległość oraz uzyskany czas. W dodatkowej kolumnie zapisuj łączną pokonaną jak dotąd odległość. Będziesz w stanie kontrolować postępy oraz w każdej chwili ocenić ile jeszcze zostało do docelowego tysiąca. Publiczny charakter strony internetowej doda Ci motywacji do pracy… w końcu każdy będzie mógł zajrzeć aby ocenić Twoje postępy.

Jeśli potrzebujesz wzoru zobacz imponującą stronę 1000km Jovenal “Jovie” Narcise’a, albo dużo skromniejszą moją listę 1000km. Świetny przykład papierowego dziennika biegowego opisuje Krzysztof Wysocki.

Spróbuj zachęcić do biegania innych w swoim otoczeniu! Propaguj bieganie i pomysł włączenia się do Klubu 1000km wśród swoich znajomych i przyjaciół. Napisz o tym na swojej stronie internetowej lub blogu. Promujmy sport i zdrowy tryb życia, bo warto!

Wyraź swoją opinię

Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS               Wydrukuj Wydrukuj        Komentarze (12)

Wiek to przecież tylko liczba

Nigdy nie jest za późno na to aby zmienić coś w swoim życiu lub po prostu zrobić coś interesującego.

Legendarny amerykański kolarz, Lance Armstrong, postanowił po trzech latach przerwać swoją sportową emeryturę (ma 36 lat) i zadeklarował chęć startu w ponownego startu w Tour de France (w 2009 roku). Zapytany czy nie sądzi, że w tym wieku może swoje najlepsze lata mieć już za sobą, Armstrong zaprzeczył i wskazał osoby, które swoją postawą i determinacją zmotywowały go do dalszej pracy: pływaczkę Darę Torres, która udowodniła, że nawet 41 letnia matka może dać radę na dystansie 50m stylem dowolnym (z Pekinu przywiozła łącznie trzy srebra!) oraz rumuńską biegaczkę Constantinę Tomescu, która wygrała pekiński maraton mając 38 lat!

Trzeba pamiętać, że historii kolarstwa tylko raz zdarzyło się, że Tour de France wygrał zawodnik w wieku powyżej 34 lat. Był to Firmin Lambot w 1922 roku. W dodatku trener zespołu kolarzy zapowiedział, że nie planuje stosować wobec Armstronga żadnej taryfy ulgowej. Wygląda więc na to, że bądź co bądź utytułowanemu kolarzowi nie będzie lekko. Nie powstrzymuje go to jednak przed intensywnymi treningami.

Na podstawie Armstrong coming out of retirement for Tour (@Yahoo Sports) via Marathon: You Can Do It!


 

Runner Creative Commons by Anthony Grimley

Za stary jestem na to!

Jakoś tak jest, że wiek stanowi jedną z najczęściej stosowanych wymówek: “Za stary jestem na to…” albo “Nie nauczysz starego psa nowych sztuczek.”, itp. Nie da się ukryć, że każdym upływającym rokiem koleiny, którymi podąża nasze życie są głębsze i coraz trudniej zmieniać kierunek. Nie znaczy to jednak, że się nie da!

Warto w miarę wcześnie uświadomić sobie, że tak naprawdę Twoim największym wrogiem na drodze do sukcesu wcale nie jest liczba lat. Są to lenistwo, wewnętrzne obawy i wątpliwości, a czasem także strach przed porażką oraz przed przyznaniem się do braku wiedzy lub umiejętności.

Nie pozwól, aby którakolwiek z tych rzeczy stanęła Ci na przeszkodzie. Przecież nigdy nie jest za późno, aby:

…i co tylko jeszcze przyjdzie Ci do głowy!

Osiemdziesięciolatkowie biegają maratony (patrz zdjęcie)! Ponad stuletnia (niestety już nieżyjąca) Australijka przez kilka lat prowadziła internetowy pamiętnik! Znane są przypadki trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy wracają na studia, często całkowicie zmieniając branżę. Znam kilka osób, które jeszcze zanim ukończyły studia, zaczynały drugi zupełnie nie związany z pierwszym kierunek… bo chciały robić to co naprawdę lubią, a nie to co wybrał im los.

Nigdy nie jest za późno, aby zrobić coś ciekawego ze swoim życiem. Wiek to przecież tylko orientacyjna liczba, która tak naprawdę o niczym nie przesądza. Słyszałem anegdotkę, jak to zapytano starszą panią w dniu jej setnych urodzin, czy jest coś czego żałuje, że w życiu nie zrobiła… odpowiedziała, “Mam do siebie żal o to, że mając sześćdziesiąt lat nie zaczęłam grać na wiolonczeli. Dziś grałabym już od czterdziestu.”. Dlatego nie ma na co czekać. Najlepiej zacząć od razu!

Zastanów się przez chwilę czy masz taką wymarzoną rzecz, której realizację ciągle odkładasz na potem, albo taką o której myślisz że już trochę na nią za późno? Może jednak da się coś z tym zrobić?

Uzupełnienie 08/11/2008:

Zbigniew Ryżak na swoim blogu Energia Wewnętrzna opublikował niedawno bardzo ciekawy artykuł, którego bohaterem jest Pablo Casals, nieżyjący już hiszpański wiolonczelista, kompozytor i dyrygent, który u kresu życia, mając 95 lat, każdego dnia spędzał 6 godzin ćwicząc grę na swoim ukochanym instrumencie. Zapytany dlaczego tak robi odpowiedział “bo mam wrażenie, że ciągle robię postępy”. Inspirująca postać. Zachęcam do lektury!

Wyraź swoją opinię

Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS               Wydrukuj Wydrukuj        Komentarze (4)

Co jest celem “Twojego biznesu”?

Wg jednej z koncepcji rozwoju osobistego, każdy z nas jest właścicielem, prezesem, CEO swojego własnego, prywatnego przedsiębiorstwa: SIEBIE. Bez względu na to, czy na co dzień jesteś etatowym pracownikiem korporacji, właścicielem firmy, czy też może uczniem lub studentem, tak naprawdę całe życie pracujesz i podejmujesz decyzje, które zaważą przede wszystkim na Twojej przyszłości. Zarówno Ty, ja, jak i wszyscy dookoła staramy się dbać o “swoje biznesy” inwestując w siebie i bezustannie się rozwijając. Jednak prawdziwie skuteczne zarządzanie nimi wymaga jednoznacznego określenia co tak naprawdę chce się osiągnąć. Trzeba zdefiniować swój życiowy cel.

Jason Jennings o celach biznesu

Przyjrzyjmy się jak to wygląda w przypadku rzeczywistych firm i korporacji. Panuje powszechne przekonanie, że celem każdego biznesu jest robienie pieniędzy. Jason Jennings, autor książki “Less is More” dowodzi, że niekoniecznie jest to prawdą. Właściciele i zarządy opisywanych przez niego firm, uważają że pieniądze są produktem ubocznym funkcjonowania firmy. Wg tej koncepcji zyski z działalności (choć niezwykle ważne), są wypracowywane niejako przy okazji zaspokajania potrzeb klientów, a nie stanowią istoty istnienia firmy samej w sobie. Jennings, opierając się na analizach przeprowadzonych na potrzeby swojej książki oraz wcześniejszych pracach m.in. Petera Druckera oraz Therodora Lewitta, zaproponował więc taką oto ogólną definicję:

“Celem biznesu jest zdobycie, utrzymanie i wspomaganie rozwoju klienta.”

Wróćmy więc do idei ja = “moja własna firma”. Określenie i nabranie przekonania do własnego życiowego celu może zabrać trochę czasu. Nie zawsze też wybór będzie trafny. Może jednak będzie Ci łatwiej jeśli spojrzysz na siebie jak na jednoosobowe przedsiębiorstwo? Idąc tym tropem, na potrzeby rozwoju osobistego sparafrazowałbym powyższą definicję celu biznesu, w następujący sposób:

“Celem ‘Twojego osobistego biznesu’ powinno być poznanie, zrozumienie i wspomaganie rozwoju drugiego człowieka”.

W takim razie zadając raz jeszcze tytułowe pytanie… “co jest celem ‘Twojego biznesu’?”.

Wyraź swoją opinię

Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS               Wydrukuj Wydrukuj        Komentarze (1)

“Laserowa” koncentracja

O tym jak ważne jest skupienie uczył już Sun Tzu w słynnej “Sztuce wojny”: Przed decydującym uderzeniem skoncentruj swoje siły w jednym punkcie. Podobnych wskazówek udziela nam fizyka… rozproszone światło jest całkowicie niegroźne, ale skupiona pod postacią lasera wiązka jest w stanie przeciąć najtwardszy materiał. Osobiście uważam, że umiejętność koncentracji stanowi jeden z warunków osiągnięcia sukcesu w dowolnej dziedzinie, dlatego choć pisałem już o niej kilkukrotnie, ponownie wracam do tego tematu.


 

Laser Creative Commons by Orsorama

Jakiś czas temu wspominałem o przykładowych ćwiczeniach rozwijających koncentrację. Rzecz w tym, że są one bardzo specyficzne i wymagają regularnego poświęcania im czasu, przy czym ich rezultaty nie tą tak do końca mierzalne. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy pomogły czy nie. Stąd powstał pomysł tego artykułu, w którym poruszam kilka dodatkowych zagadnień związanych z koncentracją, ale takich, które nadają się do szybkiego zastosowania w różnych dziedzinach życia, czy to pracy, czy to nauce. Kilka spraw, pamiętanie o których powinno pomóc skoncentrować się na tym co akurat masz do zrobienia.

Łap za ogon tylko tą jedną srokę

Generalnie koncentracja polega na skupieniu się na jednym zadaniu. Może to być jakiś przedmiot, zadanie matematyczne, książka lub artykuł. Bez względu na to czym się zajmujemy koncentracja polega na poświęceniu wszystkich zasobów umysłu wykonywanej czynności. Nie ma mowy o skupieniu, jednocześnie starając się robić kilka innych rzeczy w tym samym czasie (np. czytać książkę oglądając telewizję). Stąd pierwszym krokiem powinno być wyrobienie sobie nawyku wykonywania w danym momencie tylko jednej rzeczy. Pozorna zdolność do wykonywania wielu zadań w tym samym czasie, w rzeczywistości mocno ogranicza możliwości przetwarzania i zapamiętywania informacji przez nasz mózg, a wręcz obniża IQ! Dlatego potrzebny jest pewien system kontroli… najzwyklejsza w świecie lista zadań. Może być to kartka, program komputerowy albo nawet strona www. Najważniejsze aby Tobie się z nim wygodnie pracowało. Skoncentruj się na pierwszym punkcie z listy i nie rozpraszaj się myśleniem o pozostałych - one tam są i zapisane poczekają na swoją kolej. Jak tylko skończysz z pierwszym, wtedy dopiero się zajmiesz kolejnymi zadaniami. Nie wcześniej…

Zanim zaczniesz coś robić opanuj swoje myśli i skoncentruj się na celu

Nigdy wcześniej w dziejach ludzki umysł nie musiał znosić bombardowania tak olbrzymią ilością informacji, jak ma to miejsce teraz. Wystarczy włączyć telewizor, aby na dowolnym kanale informacyjnym oprócz emitowanego programu, ujrzeć szereg pasków informacyjnych i jeszcze notowania giełdowe. Telefony komórkowe, poczta elektroniczna, kanały rss, skype, gadu-gadu, kontakty na naszej-klasie… to wszystko domaga się od nas nieustannej uwagi, dlatego coraz trudniej nam skupić się na tym nad czym w danej chwili pracujemy. Do tego dochodzą wszystkie niedokończone sprawy zalegające w naszym umyśle… na pewno choć raz, czy to ucząc się, czy to pracując nad czymś ważnym, doświadczyłeś nagłej potrzeby zrobienia czegoś innego, być może równie istotnego, choć często całkowicie niezwiązanego z aktualnie wykonywaną czynnością.

“Pewnego razu Alicja stanęła na rozstaju dróg i zobaczyła na drzewie Kota z Cheshire.
- Którą drogą powinnam pójść? - zapytała.
- A dokąd pragniesz dotrzeć? - padło w odpowiedzi.
- Nie wiem. - odpowiedziała Alicja.
- Skoro tak - powiedział kot - To nie ma znaczenia dokąd pójdziesz.”

–Lewis Caroll, Alicja w Krainie Czarów

Bardzo dobrym, jeśli nie najlepszym sposobem okiełznania tych wszystkich chaotycznych myśli oraz skoncentrowania się na wykonywaniem zadaniu jest wcześniejsze wyznaczenie sobie konkretnego celu do osiągnięcia. Będzie on pełnił rolę soczewki, która skupi Twoją uwagę. Zastanów się dlaczego chcesz robić to robisz. Tak więc jeśli przygotowujesz się do nauki, sprecyzuj czego zamierzasz się nauczyć. Jaką dokładnie wiedzę lub umiejętność pragniesz zdobyć. Zanotuj to sobie! Określenie szczegółowego kryterium odniesienia sukcesu umożliwia skoncentrowanie się na istotnych, prowadzących do niego zadaniach, a w konsekwencji szybsze i lepsze ich wykonywanie. Jak w zamieszczonym obok cytacie - jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga Cię tam zaprowadzi. Z tym, że nie zawsze będzie to ta najlepsza i niekoniecznie polubisz to co znajdziesz na jej końcu. Jasno określony cel sprawi, że następnym razem gdy Twoje myśli gdzieś uciekną, szybko to sobie uświadomisz i będziesz mógł ponownie skoncentrować się na tym co jest istotne. Dlatego określając swoje cele bądź jak najbardziej precyzyjny.

Medytacja, jako forma treningu koncentracji

Świetnym sposobem treningu koncentracji jest medytacja. Poświęcenie kilku/kilkunastu minut swojego czasu na medytację może przynieść ukojenie skołatanym nerwom i przywrócić równowagę umysłu. Technika jest prosta, np. skupienie na płomieniu świecy lub na rytmie oddechu (o wiele łatwiej bo ma się zamknięte oczy). Wystarczy nawet dziesięć minut! Nie przejmuj się tym, że po chwili zaczniesz myśleć o czymś innym. To całkowicie normalne zjawisko, które u wielu osób potrafi objawić się już po kilkunastu sekundach! Za każdym razem gdy uświadomisz sobie, że Twój umysł uciekł myślami do jakichś innych spraw, najzwyczajniej w świecie przestań o nich myśleć i ponownie skup się na oddechu. Jest to zupełnie normalne i wcale nie oznacza, że nie potrafisz medytować - po prostu umiejętność pozostawania w skupieniu przez dłuższy czas jest efektem długiego treningu, a przecież “nie od razu Kraków zbudowano”. Dlatego właśnie medytacja jest świetną formą treningu koncentracji i siły woli. Gdzie można medytować? Najlepiej w cichym odosobnionym miejscu… w domu jest najwygodniej, ale może to być też odosobnione miejsce w parku lub lesie. Bardzo przyjemnie jest pomedytować w przerwie rowerowej wycieczki lub joggingu. Usiądź wygodnie, ale niekoniecznie w znanej z jogi formie kwiatu lotosu - wystarczy po turecku. Najważniejsze, abyś mógł w tej pozycji pozostać przez dłuższy czas bez poczucia dyskomfortu. Nie kładź się jednak, bo możesz najzwyczajniej w świecie zasnąć!
I to w zasadzie cała wiedza, niezbędna, aby rozpocząć samodzielną medytację. Jeśli masz ochotę, spróbuj!

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o medytacji, możesz zacząć od techniki Vipassana.

Pamiętaj o odpoczynku oraz o tym czego nie należy robić podczas przerwy

Bardzo trudno jest pozostać skoncentrowanym na jednym zadaniu przez dłuższy okres czasu. Nasz mózg zużywa na ten cel sporo energii, dlatego tak ważne jest okresowe robienie przerw. Pierwszym objawem zmęczenia jest ucieczka myśli. Jeśli nagle ucząc się albo czytając książkę zorientujesz się, że w zasadzie nie potrafisz powiedzieć o czym był ostatni akapit, to znaczy, że Twój umysł “wybrał się na wagary” i najwyższy czas zrobić sobie przerwę. W tym momencie powinieneś zrobić sobie krótką przerwę (np. 10 minut), ale w jej trakcie nie należy podejmować żadnej innej czynności wymagającej większego skupienia! Mówiąc krótko… nie włączaj komputera, żeby sprawdzić czy nie przyszła nowa poczta itp., nie dzwoń ani nie wysyłaj sms’ów do znajomych, nie sprawdzaj co dziś w telewizji, nie przeglądaj prasy, nie sięgaj do ulubionej książki itp. Zamiast tego przespaceruj się po pokoju, wyjdź na balkon albo otwórz okno aby złapać oddech, napij się wody (Twój mózg też jej potrzebuje), jeśli musisz skorzystaj z łazienki… Świetnym pomysłem jest krótki trening fizyczny. Rozciągnij się (plecy, szyja, ramiona i nogi), zrób kilka przysiadów, pompek lub brzuszków. Jeśli masz taką możliwość podciągnij się na drążku. Ćwiczenia fizyczne pobudzają krążenie krwi, a to oznacza świeże dostawy tlenu do mózgu, co ułatwia i poprawia koncentrację. Powtarzając za Joshem Waitzkinem “Stan napięcia oraz relaks powinny stanowić elementy naszego codziennego rytmu, a trening fizyczny może być doskonałym narzędziem ułatwiającym wypoczynek umysłowy.”

Wyraź swoją opinię

Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS               Wydrukuj Wydrukuj        Komentarze