Archiwum dla kategorii: rozwój osobisty
Autor: Bartosz Zajaczkowski
Należy do kategorii: rozwój osobisty Tags: motywacja, szczescie
Zgodnie z tym co napisał autor poniższych słów, Matka Teresa była tak bardzo nimi poruszona, że powiesiła je na ścianie swojego sierocińca w Kalkucie…
“Ludzie często bywają nierozsądni, nielogiczni i zapatrzeni w siebie;
Tak czy owak, wybaczaj im.
Kiedy jesteś miły, ludzie mogą oskarżyć cię o samolubne, ukryte motywy;
Tak czy owak, bądź miły.
Sukces w życiu może zyskać Ci fałszywych przyjaciół i przysporzyć prawdziwych wrogów;
Tak czy owak, dąż do sukcesu.
Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać i Cię oszukać;
Tak czy owak, bądź szczery i otwarty.
Coś, czego zbudowanie zajęło Ci lata, ktoś może zniszczyć z dnia na dzień;
Tak czy owak, buduj.
Jeśli odnajdziesz spokój i szczęście, znajdą się zazdrośnicy;
Tak czy owak, bądź szczęśliwy.
Dobro które czynisz dziś, jutro przez większość zostanie zapomniane;
Tak czy owak, czyń dobro.
Daj światu to co masz najlepszego, choć nigdy nie będziesz w stanie dać wystarczająco dużo;
Tak czy owak, daj światu to co masz najlepszego.”
Na podstawie Kent M. Keith “Do It Anyway: The Handbook for Finding Personal Meaning and Deep Happiness in a Crazy World” (tłumaczenie własne).
Wyraź swoją opinię
To może Cię zainteresować...
Subskrybuj RSS
Wydrukuj
Autor: Bartosz Zajaczkowski
Należy do kategorii: rozwój osobisty Tags: motywacja, pewnosc siebie, sukces
Zadowolenie i pewność siebie są cechami charakterystycznymi osób, które zaakceptowały swoje wady, ale też znają i umieją docenić swoje mocne strony. Świadomość posiadanych wad i zalet pozwala im dążyć do sukcesu wykorzystując posiadane przewagi, jednocześnie pracując nas słabościami. Niestety pewność siebie w wielu sytuacjach nie przychodzi łatwo i większość ludzi ma z nią mniejszy lub większy problem.
Na początek należy uświadomić sobie, że większość problemów związanych z pewnością siebie jest efektem szeregu mentalnych ograniczeń, które sami na siebie nakładamy, jak np. strachu przez krytyką ze strony innych osób. Istoty problemu nie stanowi negatywny wpływ środowiska (krytyka od zawsze była, jest i zawsze będzie się pojawiać), ale to jak się na nią reaguje, jakie wyciąga się wnioski oraz jakie podejmuje się w związku z nią działania. Przykładowo, jeśli przygotowujesz się do prezentacji własnych dokonań (na seminarium lub firmowym spotkaniu) z przeświadczeniem, że to co zrobiłeś jest raczej słabe i niewiele warte… to Twoja prelekcja będzie właśnie taka, nawet jeśli przedstawisz rewelacyjne wyniki. Będziesz mówić bez przekonania, a słuchacze wyczują, że coś jest nie w porządku…
Uwierzyć w siebie
Jeśli czujesz, że brak Ci pewności siebie, wypróbuj poniższe metody na jej stopniowe budowanie i umacnianie. Są to pewne zachowania, kultywowanie których może umocnić Twoją wiarę we własne siły i przekonanie co do wartościowości posiadanych umiejętności.
- Nie rozpamiętuj porażek.. Rozpamiętywanie porażek i chowanie urazy do innych ludzi nie zaprowadzi Cię do niczego dobrego. Zaakceptuj to co się stało, wyciągnij wnioski i zrób co musisz, aby nie dopuścić więcej do takich sytuacji… ale nie pozwalaj aby poczucie bezradności, winy, czy wręcz irracjonalnej “własnej bezużyteczności” ważyło na Twoim życiu. Jeśli coś poszło nie tak, pamiętaj, że co się stało to się stało i nie można już niczego cofnąć, a jedynie radzić sobie z konsekwencjami. Dlatego wyciągnij wnioski, działaj i nie rozpamiętuj przeszłości.
- Od czasu do czasu powiedz sobie “jestem w tym dobry”. Osoby o niskim poczuciu własnej wartości zwykle poddają w wątpliwość własne umiejętności. Dlatego od czasu do czasu przyjrzyj się swojej pracy i pogratuluj sobie dobrej roboty. Może nawet spraw sobie jakąś adekwatną nagrodę, np. w postaci tego o czym marzyłeś od dłuższego czasu. Przecież zasłużyłeś!
- Zaakceptuj komplement. Czasami ktoś powie Ci, że jesteś w czymś dobry. Pozwól mu na to i ciesz się z tej opinii! Nie zaczynaj się tłumaczyć w stylu “wcale nie, to nic trudnego… każdy by potrafił”, itp. (łatwo to zachowanie pomylić z fałszywą skromnością). Może tak, a może nie… jeśli ktoś chwali Twoją pracę, zaufaj mu i po prostu podziękuj! Zaakceptuj fakt, że ten komplement może Ci się zwyczajnie słusznie należeć!
- Podejmuj decyzje. Osoby pewne siebie nie mają problemów z podejmowaniem decyzji, dlatego powinieneś trenować tę umiejętność. Naucz się ufać swoim osądom i akceptować konsekwencje. Nie ma sensu zastanawiać się co będzie jeśli, albo co by było gdybym podjął inną decyzję. Natomiast utrzymywanie wszystkich opcji w zasięgu ręki, może być kosztowne. Dlatego naucz się podejmować decyzje zaczynając od rzeczy drobnych i mało istotnych, a stopniowo nabierzesz zdolności do zajmowania stanowiska w sprawach ważniejszych, mających kluczowe znaczenie w Twoim życiu. Dla przykładu: zapytany co chcesz się napić, nie odpowiadaj odruchowo “obojętnie”, tylko świadomie się na coś zdecyduj.
- Nie porównuj się do innych. To najszybszy sposób, żeby stracić całą pewność siebie. Kiedy zaczniesz porównywać się z kimś innym, zwykle będzie to osoba, której coś zazdrościsz… a więc z definicji zawsze ustawisz się w gorszej pozycji: “On ma lepszy samochód.”, “Ona ma ładniejszą figurę.” „On ma lepszą pracę”, “Ona ma…”, “On jest…” itd., bez końca. Zastanów się czy to w ogóle ma sens. Nie myśl o tym co mają inni. Pamiętaj o tym co Ty nasz lub chcesz mieć i postaraj się wypracować swój sukces.
- Poznaj swoje mocne strony. Bardzo łatwo o nich zapomnieć, zwłaszcza kiedy przechodzi się wyjątkowo trudny okres w życiu lub kiedy wszystkie Twoje wysiłki zdają się nie przynosić rezultatów. Warto wtedy odkurzyć wspomnienia dawnych sukcesów oraz odświeżyć umiejętności, które pozwoliły Ci je osiągnąć. Jak się dobrze zastanowisz, bez problemu odnajdziesz w sobie cechy z których jesteś dumny. Świadomość ta pomoże Ci przetrwać okresy zwątpienia w siebie i utraty wiary we własne zdolności.
- Zrób coś dla drugiego człowieka. Pewność siebie związana jest mocno z poczuciem bycia potrzebnym, dlatego wzmacnia się kiedy czujesz, że to co robisz ma znaczenie dla drugiego człowieka. Dlatego zrób coś bezinteresownie… podziel się wiedzą, pomóż nieść starszej pani zakupy, ustąp miejsca w autobusie, otwórz komuś drzwi, wyślij koledze z pracy interesujący materiał, itd. Nie oczekuj rekompensaty. Zrób to aby poczuć satysfakcję zrobienia czegoś pozytywnego.
- Ćwicz regularnie. Regularny trening fizyczny jest chyba najlepszym sposobem zbudowania podwalin pewności siebie, przy okazji pozwalając zachować dobre zdrowie, kondycję i wagę. Łatwo w nim mierzyć postępy, a zdobywanie kolejnych stopni zaawansowania i coraz lepszych rezultatów ogromnie wzmacnia także ten mentalny kręgosłup. Przypomnę też, że regularne ćwiczenie powoduje uwalnianie się endorfiny (słynny hormon szczęścia), która poprawia nastrój, dodaje energii i zmniejsza stres. Wspominałem o regularnym treningu wielokrotnie i napiszę o tym raz jeszcze… jeśli jeszcze ruch nie ma stałego miejsca w Twoim kalendarzu, już czas go tam umieścić.
Powyższe czynności może nie uczynią Cię od razu pewnym siebie, zuchwałym, wytrwale walczącym o swoje przekonania człowiekiem sukcesu, ale na pewno pomogą Ci odzyskać wiarę we własne siły, dostrzec w sobie posiadane zalety i zaakceptować własne słabości.
To jak potężne wewnętrzne bariery trzeba czasem przełamać w poszukiwaniu pewności siebie, pokazał jeden z młodych uczestników programu “Mam Talent”. Czy śpiewał dobrze? Delikatnie mówiąc, niezbyt… ale powiedział coś, co sprawiło, że jury nie zdobyło się na żaden przytyk ani złośliwość… “Przyjechałem tu po to, aby pokonać własną nieśmiałość.”. Życzę wszystkim borykającym się z brakiem pewności siebie takiej odwagi, jaką wykazał się ten chłopak.
Jeśli poszukujesz dodatkowych informacji rzuć okiem na:
10 Ways to Instantly Build Self Confidence (@Pick the Brain) Building Confidence Podcast (@Steve Pavlina)
Jak zwiększyć własną samoocenę i pewność siebie? (@bliżej sukcesu)
25 Killer Actions to Boost Your Self-Confidence (@Zen Habits)
Wyraź swoją opinię
To może Cię zainteresować...
Subskrybuj RSS
Wydrukuj
Autor: Bartosz Zajaczkowski
Należy do kategorii: rozwój osobisty Tags: cele, motywacja, sukces
Nigdy nie jest za późno na to aby zmienić coś w swoim życiu lub po prostu zrobić coś interesującego.
Legendarny amerykański kolarz, Lance Armstrong, postanowił po trzech latach przerwać swoją sportową emeryturę (ma 36 lat) i zadeklarował chęć startu w ponownego startu w Tour de France (w 2009 roku). Zapytany czy nie sądzi, że w tym wieku może swoje najlepsze lata mieć już za sobą, Armstrong zaprzeczył i wskazał osoby, które swoją postawą i determinacją zmotywowały go do dalszej pracy: pływaczkę Darę Torres, która udowodniła, że nawet 41 letnia matka może dać radę na dystansie 50m stylem dowolnym (z Pekinu przywiozła łącznie trzy srebra!) oraz rumuńską biegaczkę Constantinę Tomescu, która wygrała pekiński maraton mając 38 lat!
Trzeba pamiętać, że historii kolarstwa tylko raz zdarzyło się, że Tour de France wygrał zawodnik w wieku powyżej 34 lat. Był to Firmin Lambot w 1922 roku. W dodatku trener zespołu kolarzy zapowiedział, że nie planuje stosować wobec Armstronga żadnej taryfy ulgowej. Wygląda więc na to, że bądź co bądź utytułowanemu kolarzowi nie będzie lekko. Nie powstrzymuje go to jednak przed intensywnymi treningami.
Na podstawie Armstrong coming out of retirement for Tour (@Yahoo Sports) via Marathon: You Can Do It!
Za stary jestem na to!
Jakoś tak jest, że wiek stanowi jedną z najczęściej stosowanych wymówek: “Za stary jestem na to…” albo “Nie nauczysz starego psa nowych sztuczek.”, itp. Nie da się ukryć, że każdym upływającym rokiem koleiny, którymi podąża nasze życie są głębsze i coraz trudniej zmieniać kierunek. Nie znaczy to jednak, że się nie da!
Warto w miarę wcześnie uświadomić sobie, że tak naprawdę Twoim największym wrogiem na drodze do sukcesu wcale nie jest liczba lat. Są to lenistwo, wewnętrzne obawy i wątpliwości, a czasem także strach przed porażką oraz przed przyznaniem się do braku wiedzy lub umiejętności.
Nie pozwól, aby którakolwiek z tych rzeczy stanęła Ci na przeszkodzie. Przecież nigdy nie jest za późno, aby:
…i co tylko jeszcze przyjdzie Ci do głowy!
Osiemdziesięciolatkowie biegają maratony (patrz zdjęcie)! Ponad stuletnia (niestety już nieżyjąca) Australijka przez kilka lat prowadziła internetowy pamiętnik! Znane są przypadki trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy wracają na studia, często całkowicie zmieniając branżę. Znam kilka osób, które jeszcze zanim ukończyły studia, zaczynały drugi zupełnie nie związany z pierwszym kierunek… bo chciały robić to co naprawdę lubią, a nie to co wybrał im los.
Nigdy nie jest za późno, aby zrobić coś ciekawego ze swoim życiem. Wiek to przecież tylko orientacyjna liczba, która tak naprawdę o niczym nie przesądza. Słyszałem anegdotkę, jak to zapytano starszą panią w dniu jej setnych urodzin, czy jest coś czego żałuje, że w życiu nie zrobiła… odpowiedziała, “Mam do siebie żal o to, że mając sześćdziesiąt lat nie zaczęłam grać na wiolonczeli. Dziś grałabym już od czterdziestu.”. Dlatego nie ma na co czekać. Najlepiej zacząć od razu!
Zastanów się przez chwilę czy masz taką wymarzoną rzecz, której realizację ciągle odkładasz na potem, albo taką o której myślisz że już trochę na nią za późno? Może jednak da się coś z tym zrobić?
Uzupełnienie 08/11/2008:
Zbigniew Ryżak na swoim blogu Energia Wewnętrzna opublikował niedawno bardzo ciekawy artykuł, którego bohaterem jest Pablo Casals, nieżyjący już hiszpański wiolonczelista, kompozytor i dyrygent, który u kresu życia, mając 95 lat, każdego dnia spędzał 6 godzin ćwicząc grę na swoim ukochanym instrumencie. Zapytany dlaczego tak robi odpowiedział “bo mam wrażenie, że ciągle robię postępy”. Inspirująca postać. Zachęcam do lektury!
Wyraź swoją opinię
To może Cię zainteresować...
Subskrybuj RSS
Wydrukuj
Autor: Bartosz Zajaczkowski
Należy do kategorii: rozwój osobisty Tags: cytat, ludzie
Bywa, że tak mocno pożądamy różnych rzeczy, że zapominamy o ocenie ich rzeczywistej wartości. Gdy emocje biorą górę nad rozumem, poniesiony koszt często znacznie przewyższa uczciwą cenę. Dlatego od czasu do czasu warto przystanąć na moment i oddać się refleksji…
Kiedy Benjamin Franklin miał siedem lat, popełnił błąd, który pozostał w jego pamięci przez kolejne siedemdziesiąt. Będąc siedmioletnim młodzieńcem, zapragnął posiadać gwizdek. Wpadł do sklepu z zabawkami, wysypał wszystkie posiadane miedziaki na ladę i zażądał owego gwizdka. Był tak bardzo rozentuzjazmowany, że nie zapytał nawet o cenę. Siedemdziesiąt lat później, w liście do przyjaciela opisał jak to uradowany wrócił do domu i gwiżdżąc biegał z pokoju do pokoju. Niestety, kiedy jego starsze rodzeństwo dowiedziało się, że zapłacił za swoją zabawkę o wiele więcej niż była naprawdę warta, stał się obiektem upokarzających docinek i kpin. Jak ujął to potem “Popłakałem się z irytacji i utrapienia.”
Wiele lat później, będąc już uznanym światowym autorytetem, uczonym i ambasadorem we Francji, Benjamin Franklin wciąż pamiętał, że fakt przepłacenia za ów nieszczęsny wymarzony gwizdek przyniósł mu więcej przykrości i wstydu, niż miał przyjemności z jego posiadania. Była to dla niego ważna życiowa lekcja. “Kiedy dorosłem”, napisał później, “obserwowałem działania różnych ludzi, i sądzę, że poznałem wielu, bardzo wielu, którzy mocno przepłacili za swoje wymarzone gwizdki.”
Franklin doszedł do wniosku, że większość krzywd i cierpień, które ludzkość sprowadza na swoje głowy bierze się z niewłaściwej oceny wartości rzeczy.
Na podstawie Dale Carnegie, How to Stop Worrying and Start Living (tłumaczenie własne).
Powstaje pytanie, jak określić prawdziwą wartość rzeczy (zarówno materialnych jak i niematerialnych) wypełniających nasze życie, tak aby nie przepłacić? Kiedy, bez względu na wszystko i wszystkich, powiedzieć sobie dość i najzwyczajniej w świecie odpuścić?
Taki dość akuratny przykład z ostatnich lat stanowią kredyty konsumpcyjne, które jak donoszą media, coraz częściej zaciągane są celem pokrycia kosztów chwilowych przyjemności, technicznych nowinek, itp. Z jakiegoś powodu wiele osób uważa, że radość posiadania “modnego gadżetu” zrównoważy, gorycz wynikającą z konieczności zwrotu pożyczki, bywa że z niemałymi odsetkami. Niestety, często kończy się to także spłacaniem kolejnych rat za przedmioty, którymi już dawno przestaliśmy się interesować. Można powiedzieć, że to żądza posiadania zawyżyła cenę, którą musieliśmy zapłacić.
Zresztą nie chodzi tylko o przedmioty, ale także, jeśli nie przede wszystkim, o rozmaite niematerialne aspekty naszego życia. Wystarczy przyjrzeć się swoim zobowiązaniom i zadać pytanie: Czy to co obecnie robię ma sens, czy może nadszedł czas na konkretną zmianę? Jeśli nie odpowiada Ci obecna sytuacja, może już czas przestać “dopłacać”?
Jeśli nie wiesz od czego zacząć swoje przemyślenia, sprawdź czy nie odnosi się do Ciebie któraś z opisanych poniżej przykładowych sytuacji. Na pewnym etapie życia mogą przydarzyć się każdemu z nas…
- obietnica, że coś się zmieni na lepsze - trwasz w jakimś układzie (może w pracy, a może w życiu prywatnym) i choć obecna sytuacja Cię nie satysfakcjonuje to wytrzymujesz bo na horyzoncie wisi perspektywa zmian na lepsze. Obietnica czegoś co całkowicie odmieni sytuację na na Twoją korzyść. Może to być np. perspektywa podwyżki lub awansu, itp. Rzecz w tym, że mija dzień za dniem, a owa zmiana zdaje się nie nadchodzić… tkwisz w marazmie pomiędzy stanem który Ci nie do końca odpowiada, a obiecanym nadchodzącym (podobno) przełomem. Tylko jak długo tak można? Każdy dzień to dodatkowy koszt w postaci nasilającego się psychicznego dyskomfortu oraz kumulującego się stresu. Czy ten awans lub podwyżka są warte Twojego poświęcenia?
- stary nierozstrzygnięty spór - pokłóciłeś się z kimś bliższym lub dalszym i nie rozmawiacie ze sobą od tygodni, miesięcy lub lat? Czy pamiętasz jeszcze o co poszło? Czy sprawa była naprawdę tak ważna, że teraz po tak długim czasie warto żywić urazę? Czy to co Was podzieliło ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Może obroniłeś swoją rację wtedy, ale płacisz za nią do dziś utraconą przyjaźnią…
|
“Wartość każdej rzeczy odpowiada pewnej określonej ilości tego co nazywam życiem, która musi zostać na tą rzecz wymieniona natychmiast bądź w dłuższym okresie.”
– Henry Thoreau, pisarz, poeta i filozof |
Niestety nikt tak na prawdę nie jest w stanie obiektywnie Ci doradzić co powinieneś zrobić w takiej niejasnej sytuacji, ponieważ Ty sam wyznaczasz sobie cenę, którą chcesz i jesteś w stanie zapłacić. Zawsze też można się wycofać. Jest to jedna z tych decyzji, które wszyscy podejmujemy samodzielnie i musimy potem żyć z konsekwencjami. Jedno jest pewne. Tak długo, jak będziesz udawać, że nad Twoją głową nie wiszą żadne problemy, tak długo będziesz do nich dopłacać… pieniędzmi, ale najczęściej swoim czasem, zdrowiem, psychicznym spokojem, tudzież jak to ujął Thoreau: pewną ilością swojego życia.
Przyswój sobie lekcję Benjamina Franklina i jeśli czegoś bardzo mocno pragniesz bacz, abyś nie przepłacił za swój gwizdek.
Wyraź swoją opinię
To może Cię zainteresować...
Subskrybuj RSS
Wydrukuj
Autor: Bartosz Zajaczkowski
Należy do kategorii: rozwój osobisty Tags: ludzie, pisanie, produktywnosc
Dobry twórca przed przelaniem swoich pomysłów na papier, pozwala im odpowiednio długo dojrzewać w podświadomości, tak aby na poziom świadomości przedostawały się tylko te dobre i wartościowe.
Przy okazji wystąpienia na konferencji USENIX’03 amerykański pisarz science-fiction Neil Stephenson opowiedział interesującą i zabawną historię o tym jak napisał swoją pierwszą książkę. Zdarzyło się to w gorący, letni dzień w Iowa City. Neil miał wtedy regularną pracę, ale przeczuwał, że to właśnie pisarstwo może być dla niego tym właściwym zajęciem. Napisał próbkę - streszczenie fabuły, opis układu książki, biografie i opisy kilku przykładowych postaci - i zaczął wysyłać ją do wydawców, wyszukanych metodą chybił trafił w książce telefonicznej. Niestety przychodziło bardzo dużo odmów. W końcu, jeden z agentów stwierdził, że zaintrygowała go proponowana fabuła oraz postaci i poprosił o resztę powieści. Kiedy po krótkiej euforii powróciła rzeczywistość, Neil zdał sobie sprawę z faktu, nie było jeszcze żadnej powieści. Musiał ją dopiero napisać.
Wykorzystując cały przynależny mu urlop i wypadające akurat święto niepodległości (4 lipca), Neil miał w sumie do dyspozycji całe 10 dni na napisanie swojej powieści. Wypożyczył maszynę do pisania, zaszył się w swoim pokoju i zaczął stukać. Wkrótce pojawił się jednak pewien problem. Maszyna do pisania wykorzystywała plastikową taśmę, a był to lipiec i w pomieszczeniu było bardzo gorąco, dlatego plastik zmiękł i zrobił się lepki. Jedynym rozwiązaniem zapobiegającym sklejeniu i zablokowaniu się taśmy było utrzymywanie jej w ciągłym ruchu. A jedynym sposobem utrzymywania jej w ciągłym ruchu było bezustanne naciskanie klawiszy. Neil nie miał więc czasu na jakiekolwiek przemyślenia. Musiał ciągle stukać w klawisze i pisać pierwsze rzeczy, które przychodziły mu do głowy, co wpłynęło na jego produktywność w sposób wręcz niewiarygodny.
Skończony maszynopis wysłał do wydawcy. Odpowiedź była wprawdzie negatywna, ale wydawca stwierdził, że praca jest mimo wszystko interesująca i choć on nie może jej wydać, to ktoś inny na pewno to zrobi. Koniec końców Neal znalazł odpowiedniego agenta, potem wydawcę i wreszcie opublikował swoją pierwszą książkę: The Big U . Był to rok 1984.
I tak właśnie zaczęła się kariera Neila Stephensona. Został zawodowym pisarzem oraz zaczął myśleć o swojej kolejnej książce. Aby móc o sobie powiedzieć, że nie jest pierwszym lepszym obibokiem, ale rzetelnym produktywnym rzemieślnikiem, postanowił wykorzystać jakiś system pisania książek. Zdecydował się na “metodę destylacji”. Mówi ona, że aby napisać książkę musisz zacząć od dużego, bardzo obszernego brudnopisu. Następnie go destylujesz, czyli przepisujesz, przycinasz, wyrzucasz kiepskie i mało wartościowe elementy, aż pozbędziesz się wszystkich słabych lub niedobrych fragmentów, a sam szkic nabierze rozmiarów właściwych dla powieści. Koncepcyjnie proces ten przypomina metodę robienia dobrej whiskey, z dużej ilości kiepskiego piwa, stąd nazwa.
Neil spędził więc kolejny rok pracując nas swoim szkicem. Kiedy wreszcie zaczął go destylować, dokonał dość ponurego odkrycia. Dobre fragmenty, były tak bardzo powiązane z olbrzymimi porcjami kiepskiego tekstu, że w praktyce było niemożliwe ich oddzielenie. Neil wpadł w panikę i szybko przepisał całą powieść na nowo, a następnie szybko ją opublikował, już bez zbytnich korekt edycyjnych. Częściowo było to możliwe dlatego, że nie trzeba było nic przycinać. Rozmiar powieści od razu odpowiadał docelowemu.
W tym momencie Neil uznał, że znalazł właściwy dla siebie pracy, mianowicie, że należy pisać “dobrze” już za pierwszym razem. Przy okazji odkrył też, że lepsze fragmenty powstawały w godzinach porannych, a te gorsze po południu. Dlatego zaadaptował nowy regulamin pracy: zdecydował, że będzie pisał tylko rano. Natomiast aby produktywnie wypełnić resztę dnia, będzie pomagał przyjacielowi jako robotnik budowlany. Koncepcja sprawdziła się zaskakująco dobrze. Fizyczna praca na budowie stała się polem do działania podświadomości. To w tym czasie rodziły się nowe pomysły. Niektóre z nich kolejnego poranka osiągały stan świadomych koncepcji, dzięki czemu mogły zostać zapisane i wykorzystane w powieści.
Neil odkrył jeszcze inną, bardzo pomocną technikę, którą nazwał metodą wiecznego pióra. Największą zaletą wiecznego pióra jest to, że pisanie nim jest… powolne. Pomysły zwykle pojawiają się szybciej niż jesteśmy w stanie je rejestrować na papierze lub klawiaturze. Dlatego stopniowo akumulują się w buforze podświadomości. Oczekując tam, wchodzą ze sobą w interakcje i się oczyszczają. Jeśli opróżni się swój bufor zbyt szybko, wtedy nie pozostawia się nowym koncepcjom wystarczającej ilości czasu na dojrzewanie. W efekcie otrzymuje się niedojrzałą twórczość. To dlatego z punktu widzenia jakości tekstu, tak ważne jest powolne lub wręcz odręczne pisanie. Trzeba jeszcze dodać, że Neil w podobny sposób myśli o prowadzeniu prezentacji za pomocą przygotowanych slajdów. W jego opinii własnoręczne pisanie na tablicy daje zarówno nauczycielowi jak i uczniom jakże istotny czas na gruntowne przemyślenie i zrozumienie zagadnienia.
Jakie można wyciągnąć z tego wnioski?
- znaj swój cel - skoncentruj się od razu na pisaniu tego co powinieneś. Nie zakładaj, że jak napiszesz cokolwiek to potem coś się z tego wybierze. Zwykle cokolwiek jest słabej jakości i niewiele da się z tego wybrać.
- znajdź optymalny dla siebie czas pracy umysłowej - niektórzy wolą mysleć rano, innym nadogodniej poźnym wieczorem. Ustal jak to jest w Twoim przypadku.
- pozwalaj swoim pomysłom dojrzeć - wpadł Ci do głowy jakiś pomysł? Więc na jakiś czas “włóż go do szuflady” zanim podejmiesz akcję. Zdziwisz się, jak leżakowanie wpływa na sposób postrzegania. Nabierzesz dystansu, a przez to Twoje decyzje będą bardziej trafne.
- ruszaj się i ćwicz - jeśli Twoja praca jest w przeważającej części umysłowa, odpoczynek powinien być jak najbardziej fizyczny. Nie spodziewaj się, że po całym dniu siedzenia przed komputerem nad analizami, wieczorem zrelaksujesz się sięgając po Hemingwaya. Niekoniecznie musisz pracować na budowie, ale nie zaszkodzi rozruszać trochę mięśnie.
Na podstawie notatek z prelekcji Neil’a Stephenson’a wygłoszonej na konferencji USENIX’03, znalezionych przeze mnie via Lifehacker.
Zobacz także:
Neal Stephenson - oficjalna strona pisarza
Wyraź swoją opinię
To może Cię zainteresować...
Subskrybuj RSS
Wydrukuj
Dalsze wpisy » · « Poprzednie wpisy
|
|