Archiwum dla kategorii: ciekawe

Historia narodzin kina popularnonaukowego

“The First Science Films” by British Film Institute National Archive

Czy wiecie, że jeden z pierwszych filmów, który można zakwalifikować do kategorii popularnonaukowych powstał już osiem lat po wynalezieniu kinematografu? Ludzie właściwie jeszcze nie otrząsnęli się po obejrzeniu pierwszych nagrań wynalazku braci Lumiere, kiedy inny wizjoner, amerykanin Charles Urban, postanowił zaszokować świat jeszcze bardziej. W 1903 roku założył firmę (o dość banalnej nazwie Charles Urban Trading Company), której celem była właśnie produkcja filmów popularnonaukowych. Wyprodukowane wspólnie z Francisem Martinem Duncanem za pomocą mikroskopu nagranie zachowania się roztoczy w kawałku sera było olbrzymim sukcesem. Choć Urban nie był tak naprawdę pionierem filmu popularnonaukowego (różne nagrania powstawały już wcześniej w zaciszu laboratoriów niektórych bardziej ambitnych naukowców), można śmiało powiedzieć, że premiera Cheese Mites (Rozkruszka mącznego) w londyńskim Alhambra Theatre w sierpniu 1903 roku, w praktyce ogłosiła narodziny kina popularnonaukowego skierowanego do masowego odbiorcy. Spowodowała także, co chyba nie dziwi, zdecydowane protesty producentów serów!

Urban zdobywał kolejnych współpracowników i realizował różne jak na tamte czasy niewiarygodne produkcje. Prawdziwy przebój powstał w 1911 roku, a jego autorem był Percy Smith. Trudno w tej chwili wyobrazić sobie szok jaki przeżywali widzowie The Strength and Agility of Insects. Zobaczyć tamtych czasach muchę żonglującą korkiem lub zapałką… albo leżącą na plecach i obracającą kulkę po której chodzi druga mucha (sic!). Coś niewyobrażalnego i trudno się dziwić, że ówczesna prasa dostała szału, a czytelnicy i widzowie zachodzili w głowę, w jaki sposób można tak wytrenować owada. Wszyscy doszukiwali się oszustwa. Tymczasem sekret Smitha polegał na wykorzystaniu jedwabnych nici do unieruchomienia muchy…

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu (po prawej), w którym można zobaczyć fragmenty wymienionych powyżej tytułów oraz kilku innych pionierskich produkcji popularnonaukowych…

Dowiedz się więcej na temat historii kina naukowego czytając Microscopic stars of the silver screen (@New Scientist) oraz na stronie poświęconej Charlesowi Urbanowi i jego pracom.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Naturkundemuseum

Zupełnie nieoczekiwanie dłuższy weekend zaprowadził mnie w gościnne progi Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie. W tym mogłoby się wydawać niepozornym obiekcie (w porównaniu do innych, bardziej znanych muzeów zlokalizowanych w stolicy Niemiec), można odnaleźć naprawdę wyjątkowe i godne uwagi eksponaty. Museum für Naturkunde jest największym muzeum historii naturalnej w Niemczech i co ciekawe historycznie pierwszym państwowym muzeum na świecie. Co ważniejsze, tutaj właśnie znajduje się największy na świecie, zrekonstruowany i złożony szkielet dinozaura, konkretnie Brachiozaura (zobacz także zdjęcie nr 6 poniżej). Okaz został wykopany w latach 1909-1913 w Tanzanii i prawie w całości (z wyjątkiem kilku kości ogonowych) pochodzi z jednego dinozaura. Brachiozaur nie jest jedynym okazem… w głównej sali stoi jeszcze kilka innych m.in. Allozaur, Kentrozaur, Diplodok, Dikreozaur i kilka innych.

Zrekonstruowane szkielety dinozaurów w Muzemum Historii Naturalnej (Museum für Naturkunde) w Berlinie. Kliknij w miniaturę zdjęcia, aby powiększyć.

Interaktywny panel “The Tree of Life” w Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie

Oprócz tego dostępnych jest wiele innych ciekawych ekspozycji. Są tu rekonstrukcje wymarłych gatunków, ale także tych nam współczesnych. W osobnej sali można dowiedzieć się sporo o naszym układzie słonecznym, a także przyjrzeć się fragmentom meteorytów znalezionych w różnych częściach świata, np. z okolic Pułtuska z 30 stycznia 1868 roku. Jest osobna sekcja poświęcona budowie naszej planety, rozmaitym procesom geologicznym oraz dryfowi kontynentów. Praktycznie w każdej sali znajdują sie interaktywne panele, na których można uruchamiać prezentacje multimedialne za pomocą wrażliwych na dotyk hyperlinków. Gwarantowane kilka godzin ciekawej zabawy.

Niestety pomimo dostępności specjalnych darmowych zestawów audio (koszmarnie nieporęcznych, przypominających niewielką “maczugę”) zawierających szczegółowe opisy wszystkich eksponatów, szybko okazuje się, że opis anglojęzyczny jest bardzo ubogi. Dlatego dobrze jest mieć ze sobą własny przewodnik, albo po prostu znać język niemiecki.

Zobacz także oficjalną stronę muzeum.

Uzupełnienie 27/05/2008:
W jednej z poświęconych ewolucji sal Museum für Naturkunde, można znaleźć prezentację “The Tree of Life”. Na sporym stole wyświetlana jest wizualizacja swego rodzaju trójwymiarowego “gatunkowego drzewa genealogicznego”. Nie byłoby to w sumie nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jest ona interaktywna! Może ją obsługiwać kilka osób jednocześnie, czytając, przewijając, włączając lub wyłączając różne informacje. Piszę o tym, ponieważ odnalazłem wczoraj na YouTube nagranie na którym można zobaczyć jak to działa. Nie jest może najwyższej jakości, ale i tak warto rzucić okiem.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

To samo o tym samym…

Kiedy czasami zarzucano Nielsowi Bohrowi, że w jego artykułach znajduje się wiele powtórzeń (a napisał ich ponad 100), ten uśmiechał się i opowiadał następującą anegdotę:

Pewien grecki filozof wyjechał z Aten w długą podróż. Gdy wrócił zastał Sokratesa na rynku, pogrążonego w rozmowie z uczniami.
“Sokratesie, stoisz tu i mówisz ciągle to samo o tym samym.” - powiedział.
“A ty, który jesteś taki mądry, prawdopodobnie nigdy nie mówisz tego samego o tym samym.” - odrzekł Sokrates.

Na podstawie Abraham Pais - Czas Nielsa Bohra.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

O języku prac naukowych

Język stosowany w pracach naukowych jest nierzadko bardzo skomplikowany i zawiły. Dla wygody czytelników poniżej przedstawione jest rzeczywiste znaczenie kilku częściej spotykanych sformułowań…

Zgodnie z posiadaną przez autora wiedzą…
“Ponieważ byłem zbyt leniwy, aby zrobić odpowiednio dokładny i szeroki przegląd literaturowy…”

Rezultaty zostały uzyskane w sposób eksperymentalny…
“Dłubałem w aparaturze tak długo, aż w końcu zadziałała…”

Wyniki zgodziły się z przewidywaniami modelu…
“Jak obróci się stronę do góry nogami i zrobi zeza, nie widać żadnej różnicy…”

Należy zwrócić uwagę na fakt, że…
“Ok, ok… nie wyszło idealnie, ale…”

Wyniki sugerują, że…
“Jak zrobi się olbrzymi skrót myślowy, to wtedy z tych rezultatów wynika…”

Przyszłe prace powinny dotyczyć…
“Zdaję sobie sprawę, że jeszcze sporo tu brakuje, ale obiecuję, że kiedyś się tym zajmę…”

…pozostaje sprawą otwartą.
“Ja też nie mam pojęcia…”

Na podstawie prześmiewczego Piled, Higher and Deeper (odcinek 405).

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Czyżby nadszedł koniec dodawania jabłek i gruszek?

W bibliotece

2nd order differential equation by recurrence

W ostatnim numerze Science (25 kwietnia 2008, vol. 320. no. 5875, pp. 454 - 455) pojawiła się interesująca publikacja, której autorzy twierdzą, że podczas studiowania zagadnień matematycznych, „rzeczywistość” lepiej zostawić w spokoju, a skoncentrować się na abstrakcyjnych symbolach. Wyniki ich badań dowodzą, że skuteczność powszechnie stosowanej metody tłumaczenia abstrakcyjnych zagadnień na bazie na życiowych przykładów, jest jedynie mitem.

Generalnie uważa się, że abstrakcyjne problemy najłatwiej przekazać korzystając z rzeczywistych powszechnie rozumianych przykładów. Aby wyjaśnić teorię prawdopodobieństwa większość nauczycieli sięga po sześcienną kostkę. Dzieci uczą się dodawać licząc jabłka i gruszki. Ułamki w amerykańskich szkołach tłumaczy się (podobno) na przykładzie krojenia pizzy na kawałki. Wszystko z założenia, że intuicyjnie rozumiejąc zasady obowiązujące w przypadku rzeczywistych sytuacji i obiektów, student będzie w stanie zrozumieć i zastosować tą samą zależność do rozwiązania innego podobnego zagadnienia.

Okazuje się, że być może studenci szybciej są w stanie przyswoić sobie dane zagadnienie odnosząc je do wziętego z życia przykładu, niestety zdecydowanie trudniej przychodzi im zastosowanie tak zdobytej wiedzy do rozwiązywania całkowicie nowych problemów. Opanowując materiał uczniowie za bardzo koncentrują się na zbytecznej informacji dodatkowej, a istota przekazu (np. reguła matematyczna) często przepada w gąszczu dodatkowych nie związanych bezpośrednio z zagadnieniem informacji (pizza z szynką czy z salami?).

Jak zostały przeprowadzone badania? Autorzy zaprosili do „zabawy” grupę osiemdziesięciu studentów (ale jak sami sugerują ich wyniki mogą równie dobrze odnosić się do dzieci w szkołach podstawowych), których podzielono na cztery podgrupy uczące się na cztery różne sposoby. Do opanowania były reguły prostej zabawy w sumowanie. Pierwszy zespół opierał się wyłącznie na symbolach abstrakcyjnych (kółko + kółko = romb, romb + kółko = flaga, itd.). Drugi uczył się na podstawie jednego „życiowego” przykładu (kubek napełniony w jednej trzeciej + kubek napełniony w jednej trzeciej = kubek napełniony w dwóch trzecich, kubek napełniony w dwóch trzecich + kubek napełniony w jednej trzeciej = pełny kubek, itd.), kolejny zespół dwa różne „życiowe przykłady”, a ostatni czwarty – trzy.

Po etapie nauki i testowania, który trwał tyle samo dla wszystkich grup, uczestnicy eksperymentu otrzymali do rozwiązania problem (zobacz przykładowe reguły i zadanie do rozwiązania @New York Times). Podstawową informacją było, że problem należy rozwiązać w oparciu wcześniej opanowane reguły. I to właśnie wyniki tego drugiego zadania pokazały olbrzymie różnice. Grupa posługująca się symbolami abstrakcyjnymi miała o kilkanaście procent więcej poprawnych odpowiedzi niż pozostałe. Co więcej dodatkowy eksperyment pokazał, że wytłumaczenie zagadnienia za pomocą życiowego przykładu, a dopiero w drugiej kolejności w oparciu o symbole abstrakcyjne, poprawia wprawdzie ostateczny wynik testu, ale i tak taka grupa wypada gorzej od grupy, która od początku uczyła się wyłącznie na symbolach!

Sprawa jest ciekawa, ale trudno prorokować jak te wyniki przełożą się na programy nauczania lub na metody nauki własnej. Jeśli będą jakieś zmiany to pewnie nieznaczne. Czas pokaże.

Tych, którzy nie mają niestety dostępu do artykułu w Science, zachęcam do przeczytania:
Study Suggests Math Teachers Scrap Balls and Slices (@New York Times)

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Egzamin magisterski 100 lat temu

Czytając biografię Nielsa Bohra, noblisty i jednego z największych uczonych XX wieku, natknąłem się na bardzo ciekawy opis zdawanego przez niego egzaminu magisterskiego (na Uniwersytecie Kopenhaskim). Ponad wiek później egzaminy i obrona pracy magisterskiej wyglądają całkowicie odmiennie. Zobaczcie sami…

(…)
Liczba studentów, którzy otrzymywali tytuł magistra, była najwyraźniej bardzo mała. Od 1848 roku, kiedy to Uniwersytet zaczął przyznawać ten stopień, do 1916 roku, (…) zdawało konieczne egzaminy średnio trzech lub czterech studentów rocznie. W tych latach egzaminy magisterskie były sprawą poważną (…). Wiemy zatem, jakie zadanie stało przed Nielsem: trzy dni zajęć laboratoryjnych, osiem godzin każdego dnia, jeden dzień - doświadczenia chemiczne, dwa dni - doświadczenia fizyczne, to wszystko we wrześniu 1909 roku. W październiku trzydniowy egzamin pisemny, bez możliwości korzystania z książek - jeden problem dziennie, dwa problemy z matematyki, jeden z fizyki. (…) Przed przystąpieniem do egzaminu, pod koniec czerwca, Bohr musiał przedłożyć pracę, “store Opgave” (duży problem), czyli w istocie rozprawę magisterską, na której napisanie miał sześć tygodni. (…)

Na podstawie książki Abraham Pais - Czas Nielsa Bohra.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze


« Poprzednie wpisy