Co roku pod koniec sierpnia, kiedy kończy się noc polarna i słońce powraca nad niegościnną skutą lodem Antarktydę, wysoko ponad nią, w najwyższych warstwach atmosfery rozpoczynają się procesy, których konsekwencje odczuwa cała nasza planeta. Freony po raz kolejny rozpoczynają dewastację chroniącej nas warstwy ozonowej. Cykl ten trwa i trwa, powtarzając się wciąż i wciąż już od czterdziestu lat…
Kiedy Farman, Gardiner i Shanklin opublikowali w Nature swój alarmujący artykuł o olbrzymich szkodach wyrządzanych przez ludzkość warstwie ozonowej (Farman, J. C., Gardiner, B. G. & Shanklin, J. D., Large losses of total ozone in Antarctica reveal seasonal ClOx/NOx interaction, Nature 315, 1985, 207-210), cały cywilizowany świat został postawiony w stan najwyższej gotowości. Niecałe dwa lata później, dokładnie 16 września 1987 roku na międzynarodowym szczycie w Montrealu podjęto decyzję o globalnym ograniczeniu emisji szkodliwych substancji (tzw. Protokół Montrealski). Zabroniono stosowania najbardziej szkodliwych czynników chłodniczych i opracowano stopniowy plan wycofywania się z użycia wszystkich substancji o wysokich współczynnikach ODP (Ozone Depletion Potential) i GWP (Global Warming Potential), począwszy od najbardziej szkodliwych R-11, R-12. Ich współczynniki ODP i GWP wynoszą 1, a obie te substancje stanowiły w tamtym okresie jedne z najpowszechniej używanych w systemach chłodniczych i klimatyzacyjnych. Dziś stanowią prawdziwą rzadkość, w każdym razie w krajach cywilizowanych.
Konsekwencje polityczne i to czy i w jakim stopniu kraje wywiązały się z zawartej umowy to osobna długa historia. Najważniejsze jest, że ludzkość pokazała, że stać ją na wspólne działania dla dobra całej planety. Jak pokazuje poniższa symulacja przygotowana przez naukowców z NASA, nasza obecna sytuacja nie jest wcale najgorsza. Kolumna po lewej obrazuje co mogłoby się stać gdybyśmy trzy dekady temu zaniechali jakichkolwiek działań. Kolumna po prawej pokazuje stan na rok 2009 i przewidywania na przyszłość na podstawie stanu aktualnego… przyjemnie optymistyczne. Wygląda na to, że jeśli utrzymamy dyscyplinę, to niedługo będzie można powiedzieć, że poradziliśmy sobie z problemem emisji związków fluoru i konsekwencjami dla warstwy ozonowej.


Niestety, to jeszcze nie koniec problemów, bo wciąż pozostaje do rozwiązania kwestia efektu cieplarnianego. Wg artykułu Atmospheric science: Fixing the sky, Nature 460, 792-795 (2009), oba zjawiska w dużym stopniu są ze sobą współzależne i jak twierdzą autorzy sytuacja może jeszcze nas zaskoczyć.
Znalezione przez Everyday Scientist Blog („Ozone hole and global weirding”). Natrafiłem na ten artykuł poszukując materiałów do wykładu i pomyślałem, że warto napisać o tym na blogu. Wszystkim nam się przyda nieco optymizmu w świetle widocznych gołych okiem efektów globalnych zmian klimatycznych.
Artykuły o podobnej tematyce:
- Na chilijskim niebie, czyli rzut oka ponad Very Large Telescope
- Raymond Kurzweil i jego wizja przyszłości
- O nauce i naukowcach
- Blogday 2008
- Ig Noble 2009
- The Grand Design
- Aurora borealis


Piotr
Wrzesień 8, 2010 @ 11:15 am (LINK DO KOMENTARZA)
Ciekawa informacja, trzeba jednak wierzyć w człowieka :)