12 lipca 2010
Haruki Murakami o systematyczności

Haruki Murakami to jeden z najpopularniejszych współczesnych pisarzy. Japończyk, którego książki zdobyły ogromną sławę i pochlebne opinie krytyków na całym świecie (także w Polsce). Moją uwagę zwróciła jednak nie jego twórczość, ale jego największa pasja. Haruki Murakami jest zapamiętałym biegaczem, maratończykiem, ultra maratończykiem i triatlonistą. Napisał na ten temat książkę, która (wg krytyków) nie należy do najlepszych, ale na pewno przemówi do każdego, kto choć raz założył na nogi buty do biegania…

Książka „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” to pamiętnik biegacza, który może znudzić i zniechęcić zwolenników „stacjonarnego trybu życia”. Murakami pisze bowiem o determinacji, o wysiłku, o bólu z którym trzeba się pogodzić, a więc o rzeczach raczej mało popularnych. Na szczęście opowiada też o satysfakcji oraz olbrzymiej energii, którą zawdzięcza bieganiu, a którą potem wykorzystuje podczas pracy nad kolejnym tekstem.

„”Często się zdarza, że dopiero przyszłość pokazuje nam, ile coś było warte.”"

– Haruki Murakami

Poniżej przytaczam krótki fragment poświęcony systematyczności treningu – coś od czego nie można uciec, jeśli poważnie myśli się o osiągnięciu jakiegokolwiek sukcesu. Warto zauważyć, że po zamianie słowa mięśnie na umysł, tekst wcale nie zatraca sensu. Zapraszam…

„(…) nie odstępuję od kardynalnej zasady treningu: nigdy nie mam więcej niż dwóch dni przerwy w bieganiu. Mięśnie są pojętne jak woły robocze. Jeśli ostrożnie, krok po kroku, zwiększa się obciążenie, uczą się je znosić. Jeśli zdoła się wyjaśnić im własne oczekiwania – najlepiej na przykładzie pracy, jaka są w stanie wykonać – mięśnie będą posłuszne, a stopniowo staną się mocniejsze To nie wydarzy się, rzecz jasna, z dnia na dzień. Lecz o ile nie będziemy się śpieszyć i przyzwyczaimy je do pracy etapami, nie będą się skarżyć (choć od czasu do czasu będą mieć skrzywione miny) i bardzo cierpliwie oraz posłusznie zaczną rosnąć w siłę. Poprzez powtórzenia przekazuje się mięśniom komunikat, że będą musiały wykonać tyle i tyle pracy. Nasze mięśnie są bardzo sumienne. Dopóki przestrzegamy właściwych procedur, nie będą narzekać.”

„Jeśli jednakże wstrzymamy na kilka dni załadunek obciążeń, mięśnie naturalną koleją rzeczy dojdą do wniosku, że nie muszą już tak ciężko pracować, i obniżą sobie wymagania. Mięśnie naprawdę są jak zwierzęta i chcą maksymalnie ułatwiać sobie życie. Jeśli się ich nie przyciśnie, wpadają w błogie lenistwo i zapominają o wykonywanej pracy. A gdy się im o tej pracy przypomni, całą procedurę trzeba zaczynać od nowa, od samego początku.”

„Oczywiście trzeba dawać im od czasu do czasu wolne, ale w tak krytycznym okresie jak ten – kiedy trenuję do biegu – muszę im pokazać, kto tu rządzi. Muszę utrzymywać mięśnie w napięciu, żadnej taryfy ulgowej, choć nie wolno mi ich przetrenować. Wszyscy doświadczeni biegacze uczą się z czasem tej taktyki.”

Zacytowany fragment pochodzi z książki Harukiego Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” w przekładzie Jędrzeja Polaka, którą w Polsce opublikowało Wydawnictwo Literackie Muza (tę jak i wszystkie pozostałe książki tego autora).Więcej informacji na stronie księgarni internetowej wydawnictwa.

Dla zainteresowanych twórczością Murakamiego, polecam fragment jego najpopularniejszej powieści „Norwegian Wood”, który ukazał się jakiś czas temu w Polityce.

Warto także rzucić okiem na dość specyficzną oficjalną stronę autora HarukiMurakami.com.


Artykuły o podobnej tematyce:




4 komentarzy »

  1. Robert Drózd

    Lipiec 12, 2010 @ 11:39 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Przeczytałem Twój wpis – a przypadkowo dziś myślałem o tym samym. Zacząłem biegać miesiąc temu, trzymając się też zasady „maksimum 2 dni przerwy”, no i już po miesiącu widzę efekty tego co może przynieść bieganie, no i systematyczność… :-) Zastanawiam się teraz, jak odkrycie tego co daje upór w bieganiu przełożyć na inne dziedziny życia. :)

  2. Ania

    Lipiec 25, 2010 @ 9:59 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    A czy autor poruszył temat, w jaki sposób podejmuje się decyzję o bieganiu?
    Myślę, że to równie interesujący obszar do przemyśleń. Osobiście wierzę, że wiele osób nabrałoby systematyczności w bieganiu, gdyby tylko zechciało spróbować.
    Tymczasem dla wielu pierwszy trening zdaje się być czymś równie trudnym jak, powiedzmy, zdanie egzaminu maturalnego.
    Może w całej zabawie z bieganiem ważniejsze jest pokonanie własnych barier, jak obawa, że się nie wytrwa w wysiłku, że się „wszyscy” będą patrzeć, że na czas biegu trzeba zrezygnować z innych przyjemności (telewizor?)…
    Takie obudowywanie się, gdzie trzeba nic więcej, a tylko buty założyć i biec przed siebie.

  3. Dr Ragan

    Sierpień 15, 2010 @ 2:18 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Systematyczność jest jedną z najważniejszych rzeczy jeżeli chcemy wprowadzić trwałe zmiany. Cały tydzień ćwiczyłem systematycznie i trzymałem dietę. Niestety wczoraj pozwoliłem sobie na mały wyskok bo byłem na grillu i moje wysiłki zostały zniwelowane. Dlatego pamiętaj jeżeli sobie coś postanowisz, bądź systematyczny i wytrwały dopóki nie osiągniesz zamierzonego efektu:)

    Pozdrawiam Dr Ragan

  4. P.G.

    Sierpień 20, 2010 @ 9:11 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Przypadkiem tutaj zajrzałem, ale nie mogę nie skompletować wpisu o moim ulubionym autorze ostatnich miesięcy. Tak naprawdę rzadko się widuje by ktoś go w Polsce czytał, mi polecił go Tomek Lis, co ciekawe też w temacie biegania. Hard-boiled Wonderland to dla mnie najlepsza z jego pozycji książkowych, a w zasypanym śniegiem domu czytało mi się ją doskonale.



Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.