16 czerwca 2010
Dobre kino – Siła spokoju

Dawno już nic nie polecałem w „Dobrym Kinie”, bo szczerze mówiąc ostatnimi czasy nie mogłem znaleźć nic jakoś szczególnie porywającego. Tymczasem w ostatnich dniach znalazłem aż dwa ciekawe filmy. Dziś chciałbym, krótko przedstawić i zachęcić do obejrzenia pierwszego z nich. Oto mająca już kilka lat na karku (premiera w 2006 roku) opowieść o „spokojnym wojowniku”…

The Peaceful Warrior

Polski tytuł jak zwykle musiał być oryginalny, więc w naszym kraju film jest rozpowszechniany jako „Siła spokoju”. W rolach głównych wystąpili Scott Mechlowicz (który ma jeszcze przed sobą niejeden film) oraz utytułowany i na pewno wszystkim znany Nick Nolte.

Oto Dan Millman (Scott Mechlowicz), który właśnie rozpoczął swój pierwszy rok studiów na University of California. Generalnie Dan ma wszystko (jest przystojny, wysportowany, ma pieniądze, dziewczyny, popularność, sukcesy sportowe…) i prowadzi życie, którego niejeden mógłby mu pozazdrościć. Rzecz w tym, że pod tą zewnętrzną maską zadowolenia i spełnienia, kryje się niepewny, zakłopotany umysł. Trapiony koszmarami, podczas jednej z bezsennych nocy Dan trafia na stację benzynową gdzie poznaje Sokratesa (w tej roli Nick Nolte) – mechanika z nocnej zmiany, który okazuje się być postacią dość tajemniczą i na dodatek obdarzoną nadprzyrodzonymi zdolnościami. Sokrates zostaje mistrzem i mentorem młodego Millmana, próbując nauczyć go, że życie to nie tylko ślepa pogoń za pragnieniami… że jest coś jeszcze. Oto opowieść o poszukiwaniu sensu i celu…

Peaceful Warrior Movie Trailer

Film jest adaptacją książki Dana Millmana „Way of the Peaceful Warrior. A Book that Changes Lives.” Fabuła zawiera elementy autobiograficzne z życia autora, wzbogacone dużą dawką literackiej fikcji. Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to dobrze się stało, że producent filmu zdecydował się na znaczące uproszczenia. W przeciwieństwie do filmu powieść jest o wiele bardziej „ezoteryczna” i obfituje w o wiele większą liczbę zdarzeń, nazwijmy to, nadprzyrodzonych. Coś co mogłoby być nie do przełknięcia dla przeciętnego widza. Wizje, teleportacje, różne „out-of-a-body-experiences”, wymazywanie pamięci, motywy New Age itp. elementy nadają książce cięższy mistyczny klimat. Nie każdemu może się to spodobać. Twórcy filmu wybrneli z tego dylematu bardzo elegancko zamieszczając komunikat „Inspired by true events” zamiast „Based on…”.

Co jeszcze oprócz tego można znaleźć w książce, a czego nie ma w filmie? Generalnie tematyka i fabuła obydwu pokrywa się ze sobą, ale powieść ciągnie wątki o wiele, wiele dalej. Tworzy to ciekawą, rzadko spotykaną sytuację, kiedy to lepiej zacząć od filmu, a potem przejść do książki. Lektura nie będzie nudzić, bo ekranizacja obejmuje tylko wycinek treści powieści. Choć bardzo okrojony, film wiernie przekazuje podstawowe przesłanie i stanowi kompletną historię, która ogląda się przyjemnie i która zaspokoi potrzeby wystarczy większości widzów. Wszyscy, którzy chcą/oczekują czegoś więcej, mogą wtedy skierować się ku kartom powieści. Kinowy „wojownik” pomija także prawie wszystkie książkowe „kontrowersje”. Generalnie życie głównego bohatera w filmie jest zdecydowanie mniej skomplikowane niż w książce. Chcąc napisać więcej, zepsułbym zainteresowanym przyjemność oglądania lub lektury. Poprzestanę więc na powyższym.

Bardzo pozytywnie motywująca, godna uwagi pozycja. Polecam.

Zobacz także:
Oficjalna strona filmu.
Peaceful Warrior @IMDB
Strona Dana Millmana – The Peaceful Warriors Bay


Artykuły o podobnej tematyce:




2 komentarzy »

  1. Adrian

    Sierpień 8, 2010 @ 10:24 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Takie właśnie filmy dają człowiekowi do myślenia. Prawdę powiedziawszy, niewiele jest takich dzieł, które sprawiają, iż człowiek zmienia się pod ich wpływem. Genialne, proste lecz jakże trudne refleksje. Fantastyczna lekcja życia – oto czym jest dla mnie ten film. Dziękuję za tę pozycję. Czekam na dalsze propozycje z nieukrywaną ciekawością i niecierpliwością. Pozdrawiam. :)

  2. Maciej Lasota

    Wrzesień 3, 2010 @ 6:51 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    POLECAM FILMY koreańskiego reżysera KI-DUK KIMA a w szczególności film „Pusty Dom”(Bin Jip). Jeden z najbardziej genialnych filmów jakie w życiu widziałem. Film o miłości ale przedstawiony w piękny i nietuzinkowy sposób (raczej nie znajdziemy tu schematu). Nadaje się świetnie do wieczoru z sympatią przy świecach i kinie :)



Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.