7 czerwca 2010
Katedra Lucasa, czyli o tradycjach akademickich

Środowiska akademickie na całym świecie praktycznie od zawsze starają się kultywować pewne określone tradycje. Przodują w tym przede wszystkim uczelnie brytyjskie i amerykańskie, które starają się w ten sposób podkreślić w swój prestiż i wiekowość. I co tu dużo mówić… to naprawdę działa.

Katedra Lucasa

Jedną z takich wielowiekowych tradycji na Uniwerytecie Cambridge jest stanowisko profesora na Katedrze Lucasa (Lucasian Professor of Mathematics). Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jest to najsłynniejsza katedra na świecie, a jej wszyscy jej kierownicy przechodzą do historii jako jedne z najwybitniejszych umysłów naukowych w historii. Ta sława i prestiż wynika przede wszystkim z wielkich poprzedników, do których należeli m.in. Isaac Newton (nie trzeba wyjaśniać kto zacz), George Gabriel Stokes (znany każdemu kto zetknął się mechaniką płynów), Paul Dirac, a do 2009 roku – Stephen Hawking (obecnie na emeryturze).

Katedra Lucasa powstała w grudniu 1663 roku, a swoją nazwę wzięła od nazwiska Henry’ego Lucasa, który z swojej ostatniej woli zapisał uniwersytetowi swoją kolekcję woluminów (ponad cztery tysiące książek) oraz zostawił instrukcje nabycia wystarczającej ilości ziemi, aby roczny dochód z jej wynajmu (sto funtów) wystarczył do sponsorowania stanowiska profesora matematyki. Król Karol II Stuart oficjalnie asygnował powstanie nowej katedry 18 stycznia 1664 roku, a pierwszym profesorem został Isaac Barrow (zapamiętany przez historię za swój wkład w rozwój rachunku różniczkowego i całkowego, na jego cześć nazwano jeden z kraterów na księżycu). Barrow rozpoczął pracę w lutym, a pierwszy wykład wygłosił 14 marca 1664 roku. Niedługo potem wszyscy studenci (trzeciego roku studiów i starsi) musieli obowiązkowo uczestniczyć w wykładach powadzonych na Katedrze Lucasa.

Jak nie trudno się domyślić, wykłady Barrowa związane były przede wszystkim z jego pracą nad rachunkiem różniczkowym. Kiedy pięć lat później w 1669 roku katedrę objął Isaac Newton w tematyce prowadzonych prac nastąpił dość zdecydowany zwrot w stronę fizyki. Jak się później okazało przejęcie katedry przez Newtona doprowadziło do drobnej poprawki w testamencie Henry’ego Lucasa. Otóż Lucas zastrzegł w swojej ostatniej woli, że profesor na Katedrze Matematyki nie może być „aktywny w kościele”. Początkowo nie stanowiło to problemu, ale później Newton wystąpił do króla o uchylenie tej reguły, bo uniemożliwiała mu ona przyjęcie święceń kapłańskich (Newton prowadził bardzo skomplikowane życie religijne i nawet nie będę próbował opisywać go tutaj. Bardziej zainteresowani powinni zacząć od tego artykułu w Wikipedii). Karol II Stuart przychylił się do jego prośby.

W swojej ponad trzystuletniej historii Katedra Lucasa (jako instytucja) była świadkiem przełomów naukowych, które ukształtowały oblicze współczesnego świata. Stanowi jeden z najbardziej ponadczasowych przykładów tradycji akademickich, a jej sława wykroczyła poza środowisko akademickie i trafiła do popkultury (głównie dzięki Stephenowi Hawkingowi). Pojawiła się nawet w jednym z epizodów serialu Star Trek: The Next Generation (sam Hawking zresztą też, choć nie w tym samym odcinku). Od 1-go listopada 2009 roku, kierownikiem Katerdy Lucasa jest Michael Green, fizyk teoretyczny znany ze swoich prac nad teorią strun.

Z bardzo szczegółową historią tej najsłynniejszej katedry można zapoznać się czytając artykuł na jej oficjalnej stronie.

Pozostaje nam tylko życzyć sobie, aby na naszych polskich uczelniach było jak najwięcej podobnych miejsc, katedr i obyczajów.

Dodam jeszcze, że moja własna alma mater, Politechnika Wrocławska obchodzi w tym roku stulecie swojego istnienia. Jeden wiek to niewiele w porównaniu do innych bardziej leciwych uczelni, ale zanim zacznie się świętować pięćsetlecie, trzeba najpierw zaliczyć wszystkie pośrednie setki.

Z przymrużeniem oka…

Żeby nie kończyć w tak poważnej atmosferze, przytoczę jeszcze żart blisko związany z tradycjami akademickimi:

„Na jednej z bardzo znanych i szanowanych brytyjskich uczelni odbywały się właśnie wiosenne egzaminy. Jeden ze studentów, po wyjątkowo ciężkim weekendzie, nie zdążył się odpowiednio przygotować do ustnego egzaminu z matematyki. Znalazł jednak pewien sposób…

Kiedy poproszono go o wejście i zajęcie miejsca, wszedł i powiedział:
- Chciałbym poprosić o kufel piwa.
Zaskoczeni profesorowie spojrzeli po sobie, a prowadzący egzamin zdołał wykrztusić tylko:
- Słucham?
Student nie zrażony ciągnął dalej.
- Zgodnie z poprawką senatu wprowadzoną do regulaminu uczelni w 1679 roku, każdy student zdający egzamin ustny ma prawo otrzymać kufel piwa, albo egzamin nie może się odbyć.
Grono profesorskie oburzyło się, ale nic nie mogło zrobić. Rzeczywiście istniał taki zapis. Wyznaczyli więc studentowi kolejny termin tydzień później, obiecując, że wtedy będą odpowiednio przygotowani.

Zadowolony student po siedmiu dniach intensywnej nauki stanął ponownie przed komisją… egzaminu jednak nie zdał. Został oblany za brak przepisowej szpady ceremonialnej.”


Artykuły o podobnej tematyce:




Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.