5 maja 2010
Sztuka podróżowania wg Rolfa Pottsa

Skończyłem właśnie lekturę ciekawej, acz nietypowej książki podróżniczej. Nietypowej, bo nie opowiada ona o żadnym konkretnym miejscu ani wyprawie, ale raczej proponuje zastanowienie się nad pojęciem podróżowania „w ogóle”. Co więcej jej autorowi obrazowo udało się przedstawić na czym polega różnica między hotelową turystyką (a więc najczęściej hotel, plaża i zorganizowane wycieczki do kilku zabytków), a wyprawami zorientowanymi na bliskie obcowanie z kulturą obcych krajów. Choć „Vagabonding…” dotyczy przede wszystkim wielomiesięcznej lub wieloletniej włóczęgi po świecie, to zawiera też pożyteczne wskazówki, które nawet dwutygodniowy wypad na wczasy nad morze pomogą przekształcić w ciekawą przygodę. Bo „Vagabonding…” to tak naprawdę książka o filozoficznej stronie włóczęgi…

Pełny tytuł omawianej tu pozycji brzmi „Vagabondng, An uncommon guide to the art of long-term travel”, a jej autorem jest Rolf Potts – podróżnik, który z wypraw po całym świecie uczynił swoją pasję oraz źródło utrzymania.

„Świat jest książką, a ci którzy nie podróżują, na okrągło czytają tylko pierwszą stronę.”

– Św. Augustyn

Tak jak to zwykle bywa w podobnych przypadkach, trudno zaklasyfikować tę książkę jednoznacznie do konkretnej kategorii. Na pewno nie jest typowym podręcznikiem rozwoju osobistego jakich ostatnio wiele. Określiłbym ją raczej jako praktyczny poradnik dla podróżników, który przy okazji próbuje przemycić kilka niegłupich życiowych prawd. Jest ich tu sporo, a kilka z nich przytaczam poniżej.

  • Wyrusz w drogę… – życie to w metaforycznym sensie ciągła podróż i każdy sam musi postarać się uczynić je fascynującą przygodą. Najprostszym sposobem uatrakcyjnienia szarej codzienności jest wyruszenie w jakąś podróż do nowych nieznanych miejsc… daleko czy blisko, naprawdę lub poprzez karty fascynujących książek – nie ma różnicy. Każda wyprawa wywiera na nas ogromny wpływ, poszerza horyzonty, otwiera oczy na świat. Dzięki podróżom ludzie stają się bardziej tolerancyjni dla innych, bardziej wrażliwi na ich potrzeby. Często właśnie podróż jest niezbędna aby nabrać odpowiedniej perspektywy i po powrocie do domu znaleźć tam właśnie odpowiedzi na wszystkie pytania.
  • Zwolnij… – kiedy już jest się „na drugim końcu świata”, pojawia się ta irytująca myśl, że „to przecież może być moja jedyna okazja”. W efekcie, jako że czas jest ograniczony, próbuje się zobaczyć wszystko, a wyjazd zmienia się w maraton z punktu A do B do C itd. połączony z szybkim zrobieniem kilku zdjęć i przejściem do kolejnego zaplanowanego punktu wycieczki. A gdyby tak zwolnić? Bez pośpiechu obcować z otoczeniem. Powiedzieć sobie, że wcale nie trzeba „odhaczyć” wszystkiego, i że o wiele lepiej w większym stopniu skoncentrować się na tym co znajduje się w zasięgu ręki.
  • Bądź tu i teraz… – kiedy podróżujesz, niech Twojej głowy nie zaprzątają myśli o domu i pozostawionych sprawach, o pracy lub o tym, że czas goni, a tyle jeszcze jest do zobaczenia. Tego typu zamartwianie się zwykle odbiera całą przyjemność z podróży. Zostaw tamte sprawy i skoncentruj się na tym co przed Tobą. Krótko mówiąc… tu i teraz.
  • Czasem warto się (odrobinę) zgubić… – oczywiście nie mam tu na myśli wystawiania się na jakiekolwiek niepotrzebne niebezpieczeństwo. Chodzi o to, aby nie bać się porzucenia pierwotnego planu. Czasem o wiele większą przygodę może stanowić zatrzymanie się i porozmawianie z miejscowymi niż „przebiegnięcie” przez miasto i zrobienie kilku zdjęć w kluczowych punktach. Bywa, że krok w bok z deptaku którym poruszają się wszystkie wycieczki, zaprowadzi do atrakcji niedostępnych dla „seryjnego turysty’. Często tam, gdzie nie prowadzą oficjalne przewodniki czekają prawdziwe nieodkryte skarby.
    UWAGA! Ten punkt dotyczy w zasadzie tylko turystycznych ośrodków miejskich. W górach i lasach bezwzględnie należy trzymać się szlaków!
  • Pozbądź się nadmiaru bagażu… – w podróży minimalizm jest bardzo istotny. Objętość i waga plecaka wyznaczają praktyczny limit tego co można ze sobą zabrać. Nagle okazuje się jak wiele rzeczy jest tak naprawdę niepotrzebnych. Przenosząc tę zależność do życia codziennego, łatwo zauważyć im więcej spraw dźwiga się na plecach, tym trudniej jest czerpać z niego przyjemność. Długi, zobowiązania, ale także rzeczy materialne (nadmierna konsumpcja) mogą skutecznie podciąć skrzydła niejednemu podróżnikowi.

To kilka z poruszanych w książce tematów. Jest tego o wiele więcej. Zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej o Rolfie i jego książce dzięki poniższej prezentacji dla The Do Lectures.

Rolf Potts o swoich podróżach i książce…

Powyższe nagranie znalazłem na blogu Tima Ferrisa razem z artykułem Rolfa Pottsa „5 Travel Lessons You Can Use at Home”. Zresztą wszytkim fanom Tima Ferrisa nazwisko Potts na pewno obiło się już o uszy, bo autor „4-godzinnego tygodnia pracy” niejednokrotnie wskazywał na „Vagabonding…” jako źródło swojej inspiracji. Biorąc obie książki do ręki widać to bardzo wyraźnie. Obie pozycje są przygotowane w podobnym stylu i można powiedzieć że się wzajemnie uzupełniają. W jednym i drugim przypadku mamy rózne case studies, szereg cytatów, anegdot (jedną z nich przytoczyłem tutaj) oraz zestawy odnośników do mniej lub bardziej przydatnych stron internetowych z opisem ich zawartości.

Gdybym miał w jednym zdaniu przedstawić różnicę pomiędzy nimi, to Rolf Potts snuje przed nami wizję pełnych przygód i niesamowitych doświadczeń podróży po świecie za niewielkie pieniądze i poddaje pod rozwagę szereg praktycznych propozycji jak takie marzenie zrealizować. Tim Ferris próbuje udowodnić, że bez względu na to kim jesteśmy i co robimy, możemy tak przeorganizować swoje życie, aby przeżywać przygody jak Rolf Potts i w międzyczasie jeszcze zarabiać na tym (duże) pieniądze. Na ile jest to prawda, każdy musi ocenić ze swojego punktu widzenia. Osobiście mam w tym temacie dość mieszane uczucia, nie znaczy to jednak, że nie warto skorzystać z niektórych, całkiem niezłych pomysłów.

Podsumowując, „Vagabonding…” to pozycja może nie obowiązkowa, ale na pewno godna uwagi.


Artykuły o podobnej tematyce:




2 komentarzy »

  1. Barbara napisał(a),

    Maj 6, 2010 @ 8:40 am

    Polacy też potrafią. Oto informacja z „Rynku Zdrowia”
    „Tomasz Manikowski przebiegł po drogach Irlandii przez 21 dni ponad 1028 km. Dzień po dniu przemierzył łącznie ponad 23 dystanse maratonów. Technik ogrodnik spod Gorzowa Wielkopolskiego, pracujący obecnie w irlandzkiej piekarni, postawił sobie za cel wsparcie Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Przy okazji zrobił ważny krok w kierunku integracji Polaków mieszkających na Zielonej Wyspie… „

  2. Bartosz Zajaczkowski napisał(a),

    Maj 6, 2010 @ 7:21 pm

    @BARBARA: Imponujące osiągnięcie. Na dodatek cieszy podwójnie, bo po pierwsze nasz rodak, a po drugie w szczytnym celu.

RSS feed dla komentarzy do tego wpisu · TrackBack URI



Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.