21 marca 2010
Pechowiec z pod znaku Wenus

Historia odkryć i badań naukowych obfituje w różne niesamowite opowieści. Człowiek którego sylwetkę chciałbym dziś przybliżyć zapamiętany został jako wyjątkowy pechowiec. Choć koniec końców żył długo (i miejmy nadzieję szczęśliwie), to wielka wyprawa w której brał udział naznaczona była olbrzymim niefartem. Guillaume Le Gentil francuski badacz i podróżnik, był jednym z naukowców, których zadaniem było przeprowadzenie obserwacji tranzytu Wenus w 1761 roku.

Transit of Venus 2004/06/08

Tranzyt Wenus

Na pomysł zbadania odległości Ziemi od Słońca wpadł Edmond Halley. Ten sam, którego imię nosi dziś nasłynniejsza z komet. W 1716 roku Halley opublikował pracę na temat metody precyzyjnego pomiaru odległości od naszej rodzimej gwiazdy poprzez obserwację tranzytu Wenus i triangulację. Niestety z tranzytem Wenus jest taki problem, że przydarza się on dość rzadko. Raz na kilkaset lat Wenus dwukrotnie przechodzi pomiędzy Ziemią, a Słońcem. Każde przejście trwa zwykle kilka godzin, a odstęp pomiędzy dwoma następującymi razem przejściami to około 8 lat. Najbliższe takie przejście miało się odbyć dopiero w 1761 roku (i kolejne w 1769), więc Halley nie dożył niestety realizacji swojego pomysłu – zmarł dwie dekady wcześniej, w 1742 roku.

Realizacja koncepcji Halley’a wymagała przeprowadzenia dokładnych pomiarów w punktach rozproszonych po całej Ziemi. Współcześnie, przeprowadzenie jakichkolwiek obserwacji z prawie dowolnego obszaru naszego globu nie stanowi większego problemu. Praktycznie wszystkie kraje mają mniejsze lub większe obserwatoria astronomiczne lub radioteleskopy. Stosunkowo szybkie przeskoczenie na druga półkulę dzięki połączeniom lotniczym, również nie sprawia większych trudności.

Jednak w drugiej połowie osiemnastego wieku przemieszczanie się naszej planecie nie była takie proste. Obserwacja tranzytu Wenus była więc zadaniem niebanalnym i wymagającym przygotowań. Ostatecznie wyruszyła nieco ponad setka naukowców z Anglii, Francji, Niemiec, Włoch, Rosji, Irlandii, Szwecji i jeszcze kilku innych krajów. Większość z tych wypraw kierowała się w stronę dzikich, wtedy jeszcze mało poznanych lądów (Ameryka Północna i Południowa, Afryka, Azja) i miała naprawdę niesamowite przygody. Była to bardziej rywalizacja niż współpraca, coś na kształt „osiemnastowiecznego wyścigu w kosmos„.

Jedna z tych wypraw, właśnie ta Le Gentil’a była szczególnie pechowa i to o niej chciałbym opowiedzieć więcej.

Pechowiec…

Guillaume Le Gentil miał przeprowadzić obserwację tranzytu Wenus z Puducherry (franc. Pondichéry) – miasta położonego w kolonii francuskiej w Indiach. Droga była daleka. Nikomu jeszcze się nie marzył się, zbudowany ponad wiek później kanał Sueski, więc aby dotrzeć do Indii trzeba było opłynąć Afrykę. Le Gentil wyruszył więc odpowiednio wcześniej, w marcu 1760 roku, aby już w czerwcu znaleźć się na Mauritiusie. Niestety w międzyczasie wybuchła wojna pomiędzy Anglią i Francją, przez co żeglowanie po Oceanie Indyjskim stało się wyjątkowo niebezpieczne. Ostatecznie Le Gentil wyruszył z Mauritiusa do Indii w marcu 1761 roku, aby dotarłszy do Pondichéry przekonać się, że miasto przejęli Anglicy. Musiał zawrócić. 6 czerwca, kiedy Wenus przechodziła przez tarczę słońca, pomimo doskonałych warunków pogodowych, Le Gentilowi nie udało się przeprowadzić z niestabilnego pokładu statku żadnych obserwacji.

W zaistniałej sytuacji zamiast wracać Le Gentil postanowił poczekać na kolejny tranzyt w 1769 roku. Spędził trochę czasu na Magadaskarze, i po braku zgody na przeprowadzenie pomiarów z Filipin (znajdowały się wtedy pod kontrolą Hiszpanii), w marcu 1768 roku ponownie znalazł się w Pondichéry (które w międzyczasie wróciło z powrotem pod kontrolę francuską). Mając sporo czasu, przygotował się bardzo skrupulatnie i niecierpliwie oczekiwał 4-go czerwca 1769 roku. Przez cały maj pogoda była doskonała i wszystko zapowiadało sukces.

Niestety wiszące nad Le Gentilem fatum nie opuściło go i tym razem. Dokładnie w dniu pomiaru na niebie pojawiło się kilka chmur, które zasłoniły słońce niemal na cały czas przejścia Wenus – trzy godziny, czternaście minut i siedem sekund. Ogromnie rozczarowany Le Gentil znowu nie zaobserwował niczego i tym razem dotarło do niego, że kolejnej szansy już mieć nie będzie.

Nie mając innego wyjścia postanowił wrócić do domu. Pech jednak wciąż go prześladował i podróż powrotna okazała się nie być wcale łatwa. Najpierw nabawił się dyzenterii i musiał przerwać podróż aby dojść do siebie (nie leczona czerwonka mogła była śmiertelna). Kiedy wyruszył ponownie, jego statek wpadł w sztorm. Ostatecznie utknął na wyspie Reunion. Minęło wiele miesięcy zanim załapał się na płynącą do Europy hiszpańska fregatę. Ostatecznie w domu znalazł się 1771 roku – jedenaście lat po wyruszeniu w podróż wrócił praktycznie z niczym.

Czekały na niego same niespodzianki. Został uznany za zmarłego. Jego żona poślubiła innego, a jego stanowisko w Królewskiej Akademii Nauk zostało przekazane następcy. Pozostawionym majątkiem troskliwie „zaopiekowała się” bliższa i dalsza rodzina. Le Gentilowi zajęło sporo czasu poukładanie wszystkiego na nowo. Konieczna była nawet interwencja samego króla. Ostatecznie jednak dopisało mu trochę szczęścia. Odzyskał pozycję, odbudował majątek, zajął należną mu pozycję w Akademii. Ponownie się ożenił i (prawdopodobnie) szczęśliwie przeżył jeszcze dwadzieścia jeden lat. W każdym razie nie wiadomo nic o tym, żeby wypuszczał się na jakiekolwiek wielkie wyprawy.

Jako ciekawostkę warto jeszcze dodać, że w 1992 roku powstała sztuka o przygodach Le Gentil’a zatytułowana „Transit of Venus”, a w 2007 roku także opera (zobacz plakat).

Na podstawie: Bill Bryson „A Short Story of Nearly Everything” uzupełnione faktami z Wikipedii.

Spragnionych większej ilości anegdot z życia naukowców zapraszam tutaj.

Postscriptum

Średnia odległość Ziemi od Słońca wynosi 149597871 kilometrów i nosi nazwę jednostki astronomicznej AU.

Najbliższy tranzyt Wenus będzie miał miejsce 5-6 czerwca 2012 roku. To będzie ostatnia okazja do obserwacji w tym stuleciu. Kolejne przejście nastąpi dopiero w 2117 roku.


Artykuły o podobnej tematyce:




Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.