ciekawe nauka organizacja rozwój osobisty zdrowie
8 lutego 2010
Dwie najważniejsze zasady przemyślanego treningu

O przemyślanym treningu (ang. “deliberate practice”) już zdarzyło mi się wspominać i zapewne niejeden raz do tego tematu powrócę. Uważam, że jest to jedyny realistyczny, naukowo potwierdzony sposób na osiągniecie ponadprzeciętnych wyników w dowolnej dziedzinie. Znanych jest wiele dobrze udokumentowanych dowodów potwierdzających jego skuteczność. Można śmiało stwierdzić, że największe talenty w historii rozwijały się (mniej lub bardziej świadomie) wg założeń przemyślanego treningu poprzez tysiące godzin wytężonej pracy.

Nie lubię literatury motywacyjnej, która sugeruje, że można osiągnąć wszystko o czym się marzy bez specjalnego wysiłku. Tego typu pozycje mówią ludziom to co większość z nich chciałaby usłyszeć. Niekoniecznie to co usłyszeć powinna. Szereg przeprowadzonych badań naukowych (przede wszystkim publikacja: “The Role of Deliberate Practice in the Acquisition of Expert Performance” Ericssona i in.) wykazał, że to nie jest i prawdopodobnie nigdy nie była prawda. Osiągnięcie ponadprzeciętnych wyników w jakiejkolwiek dziedzinie jest zawsze związane z wytężonym wysiłkiem i poświęceniem.

Założenia “deliberate practice” szczególnie do mnie przemawiają, ponieważ teoria ta zakłada również, że każdy, kto bez względu na posiadane wrodzone talenty i predyspozycje poświęci odpowiednio dużo czasu i energii, może osiągnąć olbrzymi, często nawet światowy sukces. Teoria przemyślanego treningu odbiera genom i ślepemu losowi władzę nad losem człowieka i oddaje go z powrotem w jego własne ręce.

Zawsze, ale to zawsze przychodzi moment w którym trzeba zakasać rękawy i uczciwie wziąć się do roboty. Jeśli ten moment nie nadejdzie to bez względu na snute plany, marzenia, życzenia i pozytywne podejście do życia – to się nie stanie. Co gorsze, świat jest tak poukładany, że prawdziwa praca jest zawsze ciężka. Prawdziwa, czyli taka która ma znaczenie, przynosi rezultaty i rozwija.

1. Bez planu się nie obędzie

Trening musi być przemyślany i zaplanowany ponieważ musi bardzo precyzyjnie rozwijać te z umiejętności, które w największym stopniu przyczynią się do osiągnięcia sukcesu. Nie może być ani zbyt łatwy, ani zbyt trudny, ale dopasowany do indywidualnych celów i zdolności.

Prof. Noel Tichy z University of Michigan (a także były dyrektor d.s. rozwoju w General Electric) zilustrował ten koncept za pomocą trzech koncentrycznych okręgów. Najmniejszy reprezentuje naszą strefę komfortu – tu czujemy się dobrze, ponieważ wykorzystujemy już posiadane umiejętności. Rozwiązywanie problemów, które nie zmuszają do opuszczenia strefy komfortu jest łatwe i przyjemne.

Na drugim końcu jest obszar paniki – największy czerwony okrąg. Są to te problemy, które tak dalece wykraczają poza posiadane umiejętności, że nie ma najmniejszych szans na osiągnięcie sukcesu. To tak jakby ważący 65kg “szczypior” próbował wycisnąć 200kg sztangę.

Cel przemyślanego treningu znajduje się dokładnie pomiędzy – w zaznaczonym na żółto obszarze efektywnej nauki. Nie może być on zbyt łatwy, ale też nie może być niemożliwy do osiągnięcia. Powinien stanowić realne wyzwanie, któremu można podołać jeśli się odpowiednio do tego przyłoży. Co więcej wraz z postępami, stawiane sobie cele powinny być coraz bardziej ambitne. Tylko w ten sposób można zagwarantować sobie stały rozwój umiejętności.

“Trenuj palcami, a zajmie ci to cały dzień. Trenuj głową, a osiągniesz to samo w półtorej godziny”

– Leopold Auer, skrzypek i pedagog

Ta forma treningu wraz z kontrolą jego efektów i wprowadzaniem modyfikacji, wymaga dogłębnego przemyślenia i drobiazgowego zaplanowania. Najczęściej nie da się tego zrobić samodzielnie i trzeba skorzystać z pomocy wykwalifikowanego trenera. Doświadczony mentor nie tylko wytknie nasze słabe punkty, ale także pomoże przygotować właściwy plan treningowy. Będzie też potrafił odpowiednio zmotywować i dodać otuchy w chwilach zwątpienia.

Powyższe nie oznacza oczywiście, że samodzielne przygotowanie treningu jest niemożliwe. Jest jednak o wiele trudniejsze. Problemem jest jednak brak obiektywizmu i zewnętrznego spojrzenia. Dobry trener, mentor lub nauczyciel dostrzeże braki i pomoże skorygować plan ćwiczeń. Jego pomoc jest bardzo wartościowa, a do osiągnięcia poziomu mistrzostwa… wręcz bezcenna.

2. Krew, pot i łzy…

Zaplanowany przemyślany trening nie jest szczególnie przyjemny. Wymaga dyscypliny i determinacji, wysiłku psychicznego i fizycznego. Wielu godzin wytężonej pracy poza strefą komfortu, często do granic własnych możliwości. Ted Williams, słynny amerykański bejsbolista zwykł trenować uderzenia, do chwili aż jego dłonie zaplamiła krew z popękanych odcisków. “Moe” Norman legendarny golfista uderzał średnio osiemset piłek golfowych dziennie. Bill Gates kiedy rzucił studia i założył Microsoft, miał za sobą tysiące godzin programowania. W pewnym okresie swojego życia wstawał o trzeciej rano i szedł do pracowni komputerowej na pobliskim uniwersytecie, gdzie mógł swobodnie pracować do szóstej – tylko w tym czasie uczelniany komputer nie był używany przez nikogo innego.

Po doskonałe przykłady nie trzeba od razu zaglądać za ocean. Wystarczy przyjrzeć się bliżej treningowi naszej mistrzyni Justyny Kowalczyk. Cytując za Przekrojem: “Norma polskich biegaczek to średnio 600 godzin treningu rocznie, Justyny – 1400 godzin. (…) Gdy jest w domu, wstaje o piątej rano i do 8.30 na nartorolkach obiega wszystkie górki. Potem godzina ćwiczeń rozluźniających. Później lubi poczytać książkę. Je obiad, a po godzinie 16 biega drugi raz.”

To samo dotyczy biznesmenów, naukowców, programistów, lekarzy, szachistów… nie można zostać mistrzem w żadnej dziedzinie bez determinacji, poświęcenia i wielu wielu godzin treningu.

Zainteresowanym polecam obejrzenie bardzo dobrego filmu sci-fi p.t. “Gattaca” poruszającego tematykę wyższości ludzkiej determinacji nad genami (zobacz trailer). Mądre kino, nie tylko dla miłośników sci-fi.

O Ericssonie oraz “deliberate practice” pisałem także tutaj.


Podziel się ze znajomymi!

  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • Facebook
  • Wykop
  • del.icio.us
  • StumbleUpon

Artykuły o podobnej tematyce:


Oceń jednym kliknięciem!



Facebook




7 komentarzy »
  1. TesTeq napisał(a),

    Luty 8, 2010 @ 9:25 pm

    Piszesz: “Nie lubię literatury motywacyjnej, która sugeruje, że można osiągnąć wszystko o czym się marzy bez specjalnego wysiłku. Tego typu pozycje mówią ludziom to co większość z nich chciałaby usłyszeć.”

    I to jest powód, dlaczego taka literatura się sprzedaje. Tego, o czym piszesz nikt nie chce słyszeć.

  2. Ania napisał(a),

    Luty 8, 2010 @ 10:57 pm

    @ TESTEQ:
    Może nie jest tak źle – wszak blog ma prawie 400 regularnych czytelników (RSS) oraz, jak podejrzewam, sporą grupę osób zainteresowanych “z doskoku”.

    Ponadto o wysiłku może nie chcą słyszeć ludzie wywodzący się z określonych społeczności.
    Na pewno w dużej mierze liczy się wychowanie, czy choćby narodowość. Dobrym przykładem głęboko zakorzenionej wiary nie tylko w Boga, lecz także w ciężką pracę są choćby protestanci.

    Ale to może będzie tematem kolejnego artykułu…?

  3. Arek napisał(a),

    Luty 9, 2010 @ 11:35 am

    Wśród tych 400 czytelników RSS jestem także ja:) Plan to oczywiście podstawa, ciężka praca też jest w większości przypadków konieczna. Rozumiem że ten artykuł z założenia jest dla kogoś kto już wie co chce trenować, ale mimo wszystko warto przypomnieć że najważniejsze jest dokładnie przemyśleć co chcemy osiągnąć aby zminimalizować prawdopodobieństwo że po latach ciężkiej pracy osiągniemy coś, co nie było dla nas warte tylu poświęceń.

  4. Adam T. Szczurowski napisał(a),

    Luty 9, 2010 @ 12:10 pm

    Dzieki za link do publikacji Ericssona. Postaram się to w tym tygodniu przeczytać, bo zapowiada się nader interesująco.

  5. Orest Tabaka napisał(a),

    Luty 10, 2010 @ 1:20 pm

    Myślę, że cały sęk w tym, aby tak ułożyć plan by obyło się bez krwi, potu i łez. Choć w sporcie ta “krew, pot i łzy” to bardzo często olbrzymia przyjemność (za sprawą dopaminy) :)

    PS: Post “uszczypnął” mnie, abym zastanowił się na ile sam czasem przesadzam z tymi motywacyjnymi sloganami co to ludzie chcieliby usłyszeć. Dzięki!

    Uśmiechy!
    Orest

  6. Martin napisał(a),

    Luty 10, 2010 @ 7:13 pm

    Ciekawy artykuł (jak inne z resztą), dzięki! Zmartwiła mnie tylko jedna sprawa, napisałeś Bartku “Po doskonałe przykłady nie trzeba od razu zaglądać za ocean. Wystarczy przyjrzeć się bliżej treningowi naszej mistrzyni Justyny Kowalczyk”. Chodziła o to, że biega 1400 a inne biegaczki ‘tylko’ 600. Szkoda, bo przykład strasznie nietrafiony dla osób zainteresowanych tematem, mi osobiście psuje cały artykuł. Przecież sam trener Wierietielny mówi, że Justyna jest tym lepsza im więcej biega. Czytający może mieć wrażenie, że czym więcej będzie trenował tym dla niego lepiej – otóż niekoniecznie. Zgodzę się z tezą, że ‘trening czyni mistrza’ ale też zgodzę się też co do tego, że ‘przesadny (zbyt duży) trening niweczy rezultat’. Pasowałoby więc wspomnieć, że niekoniecznie ‘zajechanie się’ będzie najlepszym treningiem – każdy powinien dochodzić do tego maksymalnego wysiłku który przybliża go do sukcesu, ale tego punktu nie przekraczać. Dlatego polecam po przeczytaniu tego newsa przypomnieć sobie inny:
    http://zajaczkowski.org/2009/09/29/zrob-sobie-przerwe-nawet-jesli-nie-czujesz-takiej-potrzeby/

    Przy okazji pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie artykuły!!!

  7. Łukasz napisał(a),

    Luty 24, 2010 @ 7:21 pm

    “Tego, o czym piszesz nikt nie chce słyszeć.”
    Ja chcę czytać i dziękuję za każdy wpis z osobna :-)

RSS feed dla komentarzy do tego wpisu · TrackBack URI

Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.


Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS
Subskrybuj Email Subskrybuj Email
Śledź Twitter Śledź Twitter
Zostań fanem na Facebook Zostań Fanem

Zarejestrowani czytelnicy