Jaron Zepel Lanier to bardzo interesująca postać. Muzyk, kompozytor, autor, filozof, informatyk. W latach osiemdziesiątych jeden z popularyzatorów teminu “wirtualna rzeczywistość”. Założył firmę sprzedającą produkty związane z wirtualną rzeczywistością. W latach dziewiędziesiątych był ogromnym zwolennikiem wolnego dostępu do informacji, globalnej współpracy i dzielenia się swoją pracą. Wygląda na to, że ostatnio, podobnie jak wielu aktywnych twórców korzystających z dobrodziejstw globalnej sieci… zmienił zdanie.
Lanier wydał niedawno książkę p.t. “You Are Not a Gadget”, w której wprost krytykuje “cyfrowy Maoizm“, przez który rozumie wszechobecną gloryfikację otwartego oprogramowania, wolnej informacji oraz kolektywnej współpracy, za cenę kreatywności poszczególnych jednostek. Z jednej strony chwaląc przykłady takie jak Wikipedia, zauważa niepokojące zjawisko – swego rodzaju nowy “społeczny kontrakt”, polegający na tym, że twórca (muzyk, autor, itp.) zmuszony jest swoje dzieło, rezultat często wielu godzin intelektualnego wysiłku i pracy, poświęcić “dla dobra ogółu”. Jedyną formą rekompensaty stanowi auto-promocja wizerunku. Koncepcja ta jest bardzo popularna i wręcz uważana za coś normalnego. Tak funkcjonują przecież prawie wszystkie blogi. W rezultacie, cytując Laniera kultura zamieniła się w nic więcej tylko reklamę.
Interesujące jest usłyszeć takie słowa od człowieka, który jeszcze nie tak dawno wznosił peany na temat wolności i dostępności informacji. Dziś z żalem zauważa, że rewolucyjne zmiany, jakie nastąpiły w ostatniej dekadzie wyrządziły dużą krzywdę kreatywnej i twórczej części społeczeństwa, która zamieniła się w “chłopów pańszczyźnianych w pocie czoła tworzących darmowe materiały dla ‘władców w chmurach’ pokroju Google czy YouTube”. Stąd pojawiające się coraz częściej spięcia pomiędzy dostawcami materiału i dystrybutorami zarabiającymi na reklamie (np. Murdoch vs Google). Niestety wg Laniera obniżyła się też jakość tworzonych materiałów “jak gdyby kultura zamarła na moment przez otwarciem się na cyfrową dystrybucję i wszystko co teraz możemy zrobić to grzebać w przeszłości jak śmieciarze przekopujący wysypiska” (myśli tu przede wszystkim o muzyce).
Aby powstrzymać postępującą degrengoladę Lanier rozważa różne możliwości m.in. proponuje głębsze zastanowienie się na formą dostępu do informacji w sieci, np. wprowadzenia mikropłatności za udostępniany w internecie materiał. Może byłoby lepiej gdyby zamiast wszechobecnych reklam, funkcjonowałby system małych kwot uiszczanych za dostęp do materiałów (np. do nowego wydania gazety, itp.)? Ciekawe…
Jak na ten problem patrzą Amerykanie można dowiedzieć się z komentarzy pod “Should You Pay to Read This?” (Tierney’s Lab @NYT).
Na podstawie artykułu Johna Tierney “The Madness of Crowds and an Internet Delusion” (@New York Times). Polecam także zajrzenie do wcześniejszego tekstu tego samego autora, opublikowanego w 1997 roku “Technology Makes Us Better; Our Old Computers Upgraded”.
Artykuły o podobnej tematyce:
- Czas się zdrzemnąć
- Google przewiduje rozwój nauki
- Dwie najważniejsze zasady przemyślanego treningu
- Wirtualny spacer po CERN
- Abakus – licz w pamięci jak matematyczny geniusz
- Darvaza
- Fisher Files


Mandos napisał(a),
Styczeń 17, 2010 @ 2:19 pm
Nie do końca rozumiem tytuł. Sugeruje, że może zrobić rebot internetu w nowej na nowo przemyślanej formie, a w tym momencie możliwa jest tylko ewolucja ;)
Co do Jaron Zepel Lanier zwłaszcza fragmentu “Niestety wg Laniera obniżyła się też jakość tworzonych materiałów “jak gdyby kultura zamarła na moment przez otwarciem się na cyfrową dystrybucję i wszystko co teraz możemy zrobić to grzebać w przeszłości jak śmieciarze przekopujący wysypiska” (myśli tu przede wszystkim o muzyce).”.
Zawsze kiedy widzę tego typu teksty to mam wrażenie, że dużo mówią o ich autorze. Im człowiek bardziej sfrustrowany (sobą), im większy kryzys twórczy przechodzi tym łatwiej mu szafować opiniami o upadku poziomu sztuki. Być może mylę się co do Laniera ale tak to wygląda. Swoją drogą, czy ma świadomość, że łatwość dostępu do publikowania w internecie wiąże się właśnie z obniżeniem ŚREDNIEGO poziomu? Ale ilość dobrych twórców jest taka sama, a może nawet większa, po prostu trochę trudniej ich wyłuskać.
Bartosz Zajaczkowski napisał(a),
Styczeń 17, 2010 @ 9:40 pm
@MANDOS: Nie czytałem “You Are Not a Gadget”, a powyższy artykuł oparłem na przekazie z NYT, dlatego raczej nie będę rozwodził się na temat “co dokładnie autor ma na myśli i dlaczego”, żeby czegoś nie przeinaczyć. Zdecydowałem się na opublikowanie takiego tekstu ponieważ wszystko wskazuje na to, że Lanier nie należy jednak do kategorii osób o których wspominasz (tj. “sfrustrowany sobą w kryzysie twórczym”) i naprawdę ma coś do powiedzenia. Fakt, że był kiedyś ogromnym zwolennikiem “internetowej wolności” sprawia, że jego obecne poglądy są tym bardziej interesujące.
Przejrzałem kilka recenzji jego książki, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o jej zawartości i wygląda na to, że Lanier postawił kilka ciekawych tez. Zwrócił np. uwagę, że współcześni użytkownicy sieci zwykle nie zastanawiają się nad tym, że to w jaki sposób funkcjonuje dzisiejszy internet jest konsekwencją decyzji podejmowanych kilkadziesiat lat temu przez grupę inżynierów i programistów. Decyzji, które na skutek szalenie dynamicznego rozwoju sieci mają obecnie olbrzymie znaczenie dla całej naszej rodzimej planety. Pada tu przykład anonimowości w sieci, jako rezultat strachu przed wszechobecną rządową inwigilacją, cechującego Stany Zjednoczone przełomu lat 60-tych i 70-tych, a więc czasy w których rodził się internet. Lanier proponuje zastanowienie się nad tym czy sieć da sie zhumanizować na tyle, aby w większym stopniu szanować prawa i twórczość jednostki. Opieranie się na grupie, a wręcz “tłumie” (podstawa działania serwisów społecznościowych) nie zawsze musi być słuszne. Tłum i poczucie anonimowości wyzwala z ludzi raczej tę ciemniejszą stronę ich natury. Lem powiedział kiedyś, że dopóki nie skorzystał z sieci, nie zdawał sobie sprawy z tego ilu na świecie jest idiotów. Trochę w tym racji…
Piszesz, całkiem słusznie, że “łatwość dostępu do publikowania w internecie wiąże się właśnie z obniżeniem ŚREDNIEGO poziomu”. Sądzę jednak, że uwagi Laniera nie dotyczą obniżenia się poziomu dostępnych materiałów (co wynika z masowości i było do przewidzenia), ale raczej z obniżeniem się poziomu nowo tworzonych treści z wyższej półki. I nawet jeśli ilość dobrych twórców jest taka sama, to konkurują oni teraz na większym i o wiele trudniejszym rynku. Przebija się niewielu, wielu rezygnuje. W rezultacie, wg Laniera, spadła ilość nowych dzieł, tych najbardziej wartościowych.
Nie mówię, że się że wszystkim zgadzam, ale to są ciekawe pytania i warte zastanowienia. Samej książki nie przeczytam, chyba że kiedyś przypadkiem wpadnie mi w ręce. Nie spodziewam się tam jednak znaleźć żadnych konkretnych odpowiedzi, bo wątpię czy ktokolwiek ma w dzisiejszych czasach pomysł na to co dalej.
Pozdrawiam!
Mandos napisał(a),
Styczeń 17, 2010 @ 11:04 pm
@Bartosz Zajaczkowski
1. Anonimowość – z technicznego punktu widzenia to pseudoanonimowość ale niech będzie. Na prawdę nie wiem o co chodzi Lanierowi z tą całą większą humanizacją sieci. Jest duży odsetek osób nieanimowych, na przykład Pan czy wielu innych autorów puszczających efekty swojej pracy/hobby w odmęty internetu. Anonimowość jest związana z każdym tłumem ludzi i nie ma znaczenia czy jest to tłum użytkowników internetu, kibice na meczu, górnicy obrzucajacy kamieniami sejm czy fani zespołu przychodzący na koncert. Nikt jakoś do tej pory nie robił z tego problemu, zwłaszcza, że zawsze istnieją metody aby wyłowić niepokorne jednostki z grupy czy to realnego czy wirtualnego.
2. Szanowanie prawa i twórczość jednostki – tutaj jednym problem jaki widzę, jest łatwość z jaką można dzieło powielić czyli po prostu piractwo. Chociaż jest to problem raczej tańszej i lepszej techniki którą mamy do dyspozycji, a nie internetu jako takiego który co najwyżej ułatwia nam dostęp do pirackich kopii.
3. Serwisy społecznościowe – zauważ, że ta forma “dystrybucji treści” pojawiła się stosunkowo niedawno i była wynikiem zapotrzebowania ze strony użytkowników, a nie jakiejś zaplanowanej strategii. Do tego nie wyparła ona serwisów tworzonych przez wąską grupę ludzi, te twory współistnieją bo takie jest zapotrzebowanie. Serwisy społecznosciowe generują najczęściej treść słabszej jakości często anonimowych autorów, za to serwisy oparte o stały zespół osób zwykle tworzących pod swoimi nazwiskami prezentują wyższy poziom. Tak wiec dla każdego coś miłego.
4. Nowo tworzone treści – znowu ciężko mi się zgodzić. Nie wydaje mi się, aby internet (przynajmniej w tej chwili) był głównym medium publikacji dla poważnego twórcy. Ciągle najważniejsze dla pisarza jest wydanie papierowej książki, a dla muzyka wydanie płyty i koncertowanie. Sieć jest co najwyżej medium pomocnicznym aby się wypromować, co więcej daje większą na to szansę tak samo jak na polepszenie swojego warsztatu. W końcu zawsze można wrzucić swoje wypociny do pajeczynki i skonfrontować je z żywym odbiorcą co jeszcze 20 lat temu było znacznie trudniejsze.
Pozdrawiam
M.M
RobertP napisał(a),
Styczeń 17, 2010 @ 11:07 pm
Lanier wrzuca do jednego worka działalność artystyczną i pisanie oprogramowania. Dla studenta, który chce zdobyć doświadczenie i ładny wpis w CV, współpraca z jakimś znanym projektem Open Source to niezła inwestycja w zdobywanie doświadczenia i cennych kontaktów.
telemach napisał(a),
Styczeń 21, 2010 @ 2:51 pm
Jest dylemat. Bo ten wpis (najprawdopodobniej nigdy by nie powstał, gdyby za każdy z siedmiu zlinkowanych odnośników autor musiał uiścić stosowną opłatę leksykonom, encyklopediom i wydawcom. Nie można mieć ciastka i zjeść je.
Musiał by zatem albo zrezygnować, albo pisać inaczej, obszerniej. Tyle tylko, że pisał by dla siebie, bo czytelnik do wpisu by nie dotarł. Chyba że używając płatnej wyszukiwarki, która ze swej strony płaciła by autorowi za możliwość skatalogowania treści. Można też sobie wyobrazić model w którym to autor – aby zaistnieć – płaciłby wyszukiwarce.
Lanierowi łatwo utyskiwać na sieciowy maoizm po tym jak został Lanierem. Lanierem został dzięki sieci. Sieć stała się tym czym jest dzięki milionom hunwejbinów i nieopłacanych wyrobników. I jego utyskiwanie wzmacniane jest przy pomocy dokładnie tego co sam krytykuje:
http://www.jaronlanier.com/