| 1 komentarz | Kategoria: ciekawe Tagi: język obcy |
Czyżby szkoły języków obcych powinny zacząć się bać o klientów? Przyglądając się najnowszemu dziecku firmy NEC, można zacząć się nad tym zastanawiać. Oto okulary, które pozwolą porozmawiać z obcokrajowcem, nawet jeśli nie znamy ani jednego obcego słowa.
Na razie mowa przede wszystkim o japońskim i angielskim, ale kto wie do czego doprowadzi dalszy rozwój tej technologii. Okulary o których mowa to zmyślny gadżet nazwany Tele Scouter. Działanie można opisać następująco… Mikrofon nagrywa wypowiedź, która po naciśnięciu guzika w pilocie, przesyłana jest do serwera. Ten zajmuje się tłumaczeniem, po czym odsyła rezultat w formie tekstu. Tekst ten pojawia się przed oczami użytkownika dzięki specjalnemu ekranowi (swego rodzaju HUD) stąd forma okularów. Więcej można przeczytać w serwisie World Bulletin, z którego zaczerpnąłem tę informację. Dodatkowo wczoraj (17/11/09), Reuters opublikował materiał filmowy, dzięki czemu możecie sami zobaczyć jak to cacko wygląda i działa.
|
Japanese Translation Glasses |
Na wyrzucanie słowników i podręczników do nauki języków obcych jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Cena też jest na razie zaporowa… ponad 80 tysięcy dolarów. Póki co jest to więc głównie interesujący gadżet. W pewnym sensie jest to też zapowiedź technologii po której można się spodziewać, że w przyszłości trafi pod nasze strzechy (mam przeczucie, że zapotrzebowanie będzie duże). Producent już zapowiada kolejne lepsze i szybsze wersje…
A szkoły językowe? Bez obaw. Ten biznes zawsze będzie się kręcił. Sądzę, że jeszcze bardzo, bardzo, bardzo długo nie pojawi się tłumacz będący w stanie zinterpretować niuanse, gry słowne, podteksty i metafory oraz przetłumaczyć je na inny język w sposób umożliwiający ich wychwycenie przez adresata wypowiedzi (do czegoś tego potrzeba chyba najpierw wynalezienia sztucznej inteligencji).
Tak więc jeszcze długo będziemy kiwać z politowaniem głowami oglądając kolejny film science-fiction, w którym przybysze z odległych galaktyk posługują się płynną angielszczyzną z akcentem kalifornijskim (co bynajmniej nie przeszkadza mi być miłośnikiem sci-fi).
Brak podobnych wpisów.



Mateusz napisał(a),
Listopad 19, 2009 @ 8:51 am
W sumie to żadna nowość – Kurt Vonnegut w połowie lat osiemdziesiątych pisał o podobnym kieszonkowym urządzeniu, zdolnym do tłumaczenia wielu mówionych języków. O ile pamiętam, komputer nazywał się Mandrax i posiadał wiele dodatkowych funkcji – potrafił między innymi uczyć ikebany czy przytaczać cytaty dzieł literatury na każdą okazję :-)