ciekawe nauka organizacja rozwój osobisty zdrowie
15 października 2009
O tym jak przebiegłem 1000km i czego nauczyłem sie po drodze

Od pamiętnego wpisu, w którym zaproponowałem wszystkim chętnym podjęcie próby przebiegnięcia 1000km minął rok. Moja propozycja nie była jednak rzucona na wiatr, ponieważ sam podjąłem to wyzwanie i teraz, dwanaście miesięcy i sto jeden treningów później z przyjemnością mogę ogłosić, że udało mi się przebiec tysiąc kilometrów.

Jak to było…

Co tu dużo mówić – pierwsze sto kilometrów to łatwizna. Zasilany olbrzymią dawką zewnętrznej motywacji (przydał się blog i publiczna deklaracja) pokonywałem kolejne kilometry jak na skrzydłach. Jednak już po kilku tygodniach zaczęło się robić nieco trudniej. Coraz większe znaczenie zaczęła mieć samodyscyplina, tym bardziej, że listopad nie jest najlepszą porą dla biegaczy (szybko robi się ciemno i nieraz zdarzyło mi się zmoknąć). Will Smith miał rację przekonując młodzież, że powinna biegać, aby nauczyć się mówić NIE temu wrednemu wewnętrznemu głosowi, który bezustannie szepcze “daj spokój, odpocznij sobie, po co się męczyć, i tak się nie uda…”. Kiedy minie pierwszy entuzjazm ów “wewnętrzny doradca” odzywa się prawie za każdym razem.

Potem niestety musiałem zrobić kilkutygodniową przerwę (odnowił mi się ból w dolnej części pleców – pozostałość po kontuzji sprzed kilku lat) w rezultacie prawie cały grudzień i kawałek stycznia bez biegania i jakiegokolwiek innego większego wysiłku fizycznego. Po tak długiej przerwie nie jest łatwo przywrócić treningowy reżim i w zasadzie trzeba wyrabiać nawyk na nowo. W kolejnych miesiącach bywało różnie. Z mniejszymi lub większymi przerwami, ale jednak stopniowo udawało mi się zapisywać kolejne kilometry w dzienniku biegowym.

Moje pierwsze zarejestrowane w dzienniku biegi miały po 7.5-10km, ale tak naprawdę kiedy zaczynałem swoją przygodę z joggingiem było to ledwie 1-2km. W październiku 2008 roku, kiedy podjąłem wyzwanie, 10km stanowiło szczyt moich możliwości. We wrześniu 2009 roku, przy ostatnich stu kilometrach prawie każdy bieg trwał już ponad 60 minut i bez specjalnych trudności pokonywałem dystans kilkunastu kilometrów (przy własnym rekordzie około 27km w nieco ponad dwie godziny). Zdecydowanie więc poprawiła mi się ogólna wydolność organizmu.

Ekscytacja oraz związana z nią dodatkowa motywacja powróciła dopiero po przekroczeniu dziewięciuset kilometrów, a więc “na ostatniej prostej”. Świadomość tego jak blisko jest cel dodaje skrzydeł, a przebiegnięcie linii mety, czyli ten ostatni “tysiąckilometrowy” bieg to prawdziwa przyjemność i olbrzymia satysfakcja.

Zapis wszystkich 101 biegów…

Porady techniczne

Tak duża ilość pokonanych kilometrów nauczyła mnie wiele o samym bieganiu. Technika biegu ma spore znaczenie, ale opanowuje się ją stopniowo i nie trzeba się za bardzo przejmować na samym początku.Na nabranie doświadczenia jeden pewny sposób – treningi, treningi, treningi. Organizm musi nauczyć się w racjonalny sposób korzystać z posiadanych zapasów energii, rozkładając je odpowiednio na dłuższym dystansie.

Udzielając kilku porad dla osób chcących zacząć biegać, a może nawet zmierzyć się z tysiącem kilometrów, sugerowałbym:

  1. Startować spokojnie i powoli – kiedy zaczynasz bieg (lub kontynuujesz po krótkim odpoczynku), nie wrzucaj od razu wysokiego tempa. Nie przyśpieszaj zbyt gwałtownie, bo tylko niepotrzebnie się zmęczysz. Twój organizm potrzebuje czasu na przyzwyczajenie się do tempa. Przy biegach trwających ponad godzinę, zwykle dopiero po trzydziestu minutach udawało mi się wskoczyć na równe szybsze tempo (często nieświadomie).
  2. Oddychaj – kiedy zaczynałem biegać wydawało mi się, że istnieje jakiś odpowiedni, wydajny sposób oddychania podczas treningu, do którego trzeba się stosować. Teraz jestem pewien, że to fikcja. Nikt lepiej od Twojego mózgu nie wie jak masz oddychać. Stosowanie przedziwnych technik (np. wdech nos – wydech usta, itp.) zamiast poprawiać dotlenienie organizmu tylko je ogranicza. Nie ma więc sensu przejmować się sapaniem, krótkim oddechem itp. Organizm sam dopasuje sposób oddychania do swoich potrzeb. Najlepiej się rozluźnić i myśleć o czymś innym…
  3. Zdobądź dobre buty – odpowiedni sprzęt jest bardzo ważny. Dobre buty zmniejszą obciążenie kolan i mogą zapobiec kontuzjom. Nie warto jednak inwestować w wysokiej klasy obuwie drugiego dnia po rozpoczęciu treningów. Nie buty czynią biegacza. Zanim wydasz kilkaset złotych sprawdź czy ten sport jest dla Ciebie – jeśli po miesiącu lub dwóch nie zmienisz zdania – kupuj.
  4. Jeśli lubisz słuchaj muzyki – wiele osób lubi biegać słuchając muzyki, osobiście jednak wolę obcowanie z przyrodą. Zmieniający się rytm kolejnych utworów często zakłócał mi tempo biegu. Próbowałem nawet raz biec w towarzystwie jednej piosenki puszczanej na okrągło, ale jeden utwór przez sześćdziesiąt minut to kiepski pomysł (dla psychiki). Ze swojej strony polecam więc ciszę bo pozwala się zrelaksować oraz swobodnie przepływać różnym myślom.
  5. Bieganie a odchudzanie Nie robiłem w tym zakresie pomiarów więc trudno mi się wypowiadać, ale zdecydowanie zeszczuplałem. Myślę, że w ciągu roku moja waga nie zmieniła się o więcej niż 5kg, a więc można powiedzieć w granicach błędu statystycznego (5kg/rok to niezbyt szczególne osiągnięcie). Zapewne jest to związane z faktem, że nie stosowałem żadnej specjalnej diety – nie przywiązywałem wagi do ilości pochłanianych kalorii. Jeśli chodzi o spalanie, to wg wskazań pulsometru (które na pewno są obarczone błędem) 10km bieg to wydatek energetyczny rzędu nieco poniżej 1000 kalorii. Dlatego jeśli planujesz biegać dla zrzucenia wagi, równolegle powinieneś zastanowić się nad odpowiednią dietą.

Co dalej?

Największą lekcją wyciągniętą z przebiegnięcia tysiąca kilometrów jest fakt, że w ogóle byłem w stanie to zrobić. Nigdy nie byłem sportowcem. W podstawówce zawsze przybiegałem jako jeden z ostatnich (w rezultacie niespecjalnie przepadałem za w-f’em). Teraz już wiem na ile mnie stać i nie mam wątpliwości, że przy odpowiedniej determinacji i systematycznym treningu bez problemu uda mi się przebiec maraton, co zresztą mam w planie uczynić w przyszłym roku.

Nie było łatwo. Długo to trwało. Zdecydowanie jednak było warto i dlatego polecam wszystkim zmierzenie się z własnymi możliwościami (jak nie biegając to może rowerem lub z kijkami). Tradycyjnie odradzam jednak nieprzemyślane eksperymenty z własnym organizmem i w przypadku jakichkolwiek wątpliwości, przed podjęciem wyzwania sugeruję wcześniejsze konsultacje z lekarzem! Powodzenia!


Podziel się ze znajomymi!

  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • Facebook
  • Wykop
  • del.icio.us
  • StumbleUpon

Artykuły o podobnej tematyce:


Wyraź swoją opinię jednym kliknięciem!


Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.


Subskrybuj RSS Subskrybuj RSS
Subskrybuj Email Subskrybuj Email
Śledź Twitter Śledź Twitter
Zostań fanem na Facebook Zostań Fanem
 
RSS Help Czym jest RSS?

Zarejestrowani czytelnicy