13 marca 2009
O nauce i naukowcach

Na czym polega praca naukowca, kim jest człowiek w „białym fartuchu” oraz jak przebiega i jakie mechanizmy mają wpływ na karierę naukową. Kto decyduje o tym na jakie badania zostają przeznaczone pieniądze. Wbrew pozorom odpowiedzi na wszystkie te pytania nie są takie oczywiste dla osób nie zajmujących się nauką jako zawodem.

Co ciekawe część społeczeństwa (w przytaczanym przykładzie… brytyjskiego) wciąż postrzega naukowców przez pryzmat starych stereotypów. Proste zapytanie skierowane do przedszkolaków pokazało, że w ich opinii typowy naukowiec nosi fartuch i okulary, ma naelektryzowane sterczące na boki włosy i przede wszystkim jest „szalony”, a czasami także „zły”. Zwykle jednak jest to „pozytywny wartiat” robiący odkrycie, które „o mało co” nie niszczy świata takiego jaki znamy… Zresztą lektura anegdot z życia najwybitniejszych naukowców zdaje się potwierdzać wszelkie doniesienia o ich, delikatnie mówiąc, ekscentryczności… a już na pewno specyficznym poczuciu humoru. Tak na serio, choć wielu ma pewne własne wyobrażenie o pracy ludzi nauki, większość nie zdaje sobie sprawy co tak naprawdę dzieje się w świecie naukowych tytułów i eksperymentów.

BBC jakiś czas temu wyprodukowało bardzo interesujący dokument, który szeroko, acz z przymrużeniem oka opowiada o tym na czym polega praca naukowców. Dr Daniel Glaser, neurobiolog z University College London, na co dzień zajmujący się badaniem tajników ludzkiego mózgu, będzie Twoim narratorem w tej podróży po laboratoriach, uniwersytetach i konferencjach, do odbycia której zachęcam i zapraszam.

Homo Scientificus

Nauka stała się swego rodzaju współczesną religią. Z jej pomocą poszukujemy odpowiedzi na fundamentalne pytania i obwiniamy ją kiedy coś pójdzie nie tak. Aby jednak zrozumieć czym tak naprawdę jest nauka, trzeba zrozumieć ludzi którzy ją uprawiają – naukowców. Jak tak naprawdę działa nauka? O tym właśnie traktuje, delikatnie przyprawiony brytyjskim poczuciem humoru, poniższy film.

Niestety film nie jest już dostępny.

Oto niektóre myśli zawarte w filmie… dość przebrane, aby nie odbierać Wam przyjemności oglądania.

Nagroda Nobla

Badania naukowe są zajęciem monotonnym i długotrwałym, bywa że dość osamotnionym. Zdarzają się jednak momenty (Eureka!), które sprawiają, że chce się więcej i więcej. Chwile sukcesu w których myślisz tylko o tym, żeby podzielić się nim z całym światem. Momenty w których nagle staje się jasne, że odkryłeś coś o czym nikt inny wcześniej nie wiedział – jedno z najcudowniejszych przeżyć jakich może doznać naukowiec. A nie przydarzają się często… czasem raz, czasem kilka razy w ciągu całej naukowej kariery.

Rzeczą, która motywuje tysiące naukowców na całym świecie jest sława i chwała odkrywcy nowej teorii, nowego prawa, nowej technologii, a także towarzyszące tej sławie nagrody. Szczególnie ta jedna, najbardziej elitarna – Nagroda Nobla. Otrzymanie tego najbardziej prestiżowego z wyróżnień oznacza znalezienie się w gronie takich ludzi jak Einstein, Bohr, Planck, Curie i wielu innych wybitnych umysłów, których odkrycia zdefiniowały świat jaki znamy. Niejeden zastanawia się jak to by było odebrać telefon, w którym ktoś o silnym szwedzkim akcencie powie… „I’m secretary of Nobel Committee. I have some very good news for you!”, tak jak zaprezentowanemu w powyższym filmie Dr. Timowi Huntowi w 2001 roku (zobacz też wykład Dr. Hunta, wygłoszony w Sztokholmie po odbiorze nagrody).

Doktorat…

Nagroda Nobla jest szczytem naukowej kariery, ale wszystko tak naprawdę zaczyna się od doktoratu (PhD), który kończy się zdobyciem pierwszego stopnia naukowegodoktora. Trzy, cztery, pięć, a czasem i więcej lat, kiedy to decyduje się kształt przyszłej kariery naukowej. Jest to czas pierwszych badań pod okiem promotora, pierwszych publikacji, konferencji oraz seminariów naukowych. Jedną z najbardziej stresujących rzeczy z jakimi musi się mierzyć młody naukowiec są właśnie seminaria, podczas których prezentuje swoim kolegom po fachu rezultaty własnych badań. Szczególnie ważne jest to ostatnie, dopuszczające do obrony pracy doktorskiej oraz sama publiczna obrona dysertacji. Wbrew pozorom, wcale nie musi na nich być sennie i monotonnie… bywa, że na sali wywiązuje się bardzo gorąca dyskusja.

„Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.”

– Albert Einstein

Według filmu w Wielkiej Brytanii pracuje nad doktoratem jednocześnie około 35 tysięcy osób, ale zarówno uczelnie jak i firmy narzekają na zmniejszającą się ilość zainteresowanych robieniem doktoratu. W Polsce podobno daje się zaobserwować podobna tendencja. Co ciekawe, w zaprezentowanych wypowiedziach przyszłych brytyjskich doktorów w ogóle nie pojawiają się kwestie finansowe (u nas słyszy się o nich zdecydowanie częściej), za to częstym argumentem na „nie” jest frustracja towarzysząca błędnym, ciągle nie udającym się eksperymentom… Czytając o sukcesach, często nie dostrzega się dziesiątek godzin oraz setek nieudanych prób, a także ludzi, którzy nie wytrzymali presji i poddali się po drodze. Szczególnie, że aby zrobić doktorat trzeba często poświęcić cztery, pięć, a czasem siedem lub osiem lat życia (w zależności od dziedziny, dostępności laboratoriów, warunków finansowania, itp.).

W kwestii używania tytułu (a właściwie stopnia) doktora, przytoczę jeszcze ciekawostkę rodem z Wikipedii. Otóż na Węgrzech, zostaje on wpisany do dokumentów osobistych, staje się częścią nazwiska w podobny sposób jak tytuły arystokratyczne i może być używany także w sytuacjach niezwiązanych z wykonywaniem zawodu. I uwaga… żony mają prawo do używania tytułu męża.

Publikacje…

Kluczowym elementem pracy naukowej jest publikowanie wyników badań. Brak publikacji uznawany jest za śmiertelny grzech w świecie współczesnej nauki. Publikacje determinują rozpoznawalność i znaczenie naukowca. W zasadzie badania naukowe można uznać za zakończone dopiero po opublikowaniu wyników. Jeśli nie publikujesz… to w zasadzie nie istniejesz. Ze względu na stosowany sposób oceny pracy naukowej, ważne jest nie tylko jak duży wkład wnoszą w rozwój nauki, ale także ile ich jest.

W zasadzie każdy współczesny naukowiec posiadający swoją stronę internetową, umieszcza na niej pełną listę swoich publikacji. Nie trudno znaleźć też listy najwybitniejszych, acz nieżyjących już naukowców… oto na przykład lista publikacji Alberta Einsteina.

„Narodziny nowego zazwyczaj poprzedza jakieś banalne wydarzenie z życia. Newton spostrzegł spadające jabłko, James Watt zaobserwował jak kipi woda w kociołku, Roentgenowi zmętniała klisza fotograficzna. Ale wszyscy ci ludzie mieli wiedzę tak rozległą, że umieli z banalnych zdarzeń
wyciągnąć rewelacyjne wnioski.”

– Aleksander Fleming, lekarz i mikrobiolog, odkrywca penicyliny

Miejscem publikowania są zwykle renomowane czasopisma naukowe… im lepsze czasopismo (wysoki wskaźnik Impact Factor) tym większa rozpoznawalność i znaczenie danej publikacji. Ciekawostka… w 1750 roku na świecie było około 10 czasopism naukowych. W 1800 było ich już 100. W 1850 roku liczba ta wynosiła już 1000, a po roku 1900 było ich już 10000… (liczby pochodzą z filmu). Pośród tych wszystkich mniej lub bardziej wyspecjalizowanych czasopism jest jednak jedynie garść takich, które naprawdę się liczą (i to liczą bardzo, ale to bardzo mocno) w świecie współczesnej nauki. Należą do nich takie czasopisma jak Science oraz Nature. Przykładowo w Nature właśnie, w kwietniu 1953 roku po raz pierwszy opublikowano artykuł na temat odkrycia struktury DNA (słynna i powszechnie znana dziś podwójna spirala). Zarówno w Science (w 1994r) jak i w Nature (w 1992r) ukazały się artykuły w których słynny polski astonom Aleksander Wolszczan napisał o odkryciu pierwszych planet poza naszym Układem Słonecznym (zobacz artykuł w Science: Confirmation of Earth-Mass Planets Orbiting the Millisecond Pulsar PSR B1257 + 12. Obecnie w zasadzie standardem jest publikowanie prac w języku angielskim – stał on się międzynarodową platformą wymiany informacji.

Najważniejsze w publikowaniu jest to, że standardowo każdy artykuł musi być pozytywnie zrecenzowany (tzw. peer review) przez osoby zajmujące się tym samym lub zbliżonym zagadnieniem (eksperci), co ma zapobiegać upowszechnianiu się informacji niesprawdzonych lub nieprawdziwych, tudzież plagiatów. System ten choć na pierwszy rzut oka spójny i logiczny, ma też swoje wady, z których jedną jest anonimowość recenzentów, która uniemożliwia dalszą polemikę i wymianę opinii. Z drugiej strony anonimowość jest też zaletą, bo pozwala wypowiadać się recenzentom bardziej obiektywnie, bez groźby takiej czy innej „zemsty” ze strony autora.
O peer review rozmawia się bardzo dużo… choćby w debatach podobnych do tej w NatureNature’s Peer Review Debate.

Zagadnienie publikowania wyników badań jest tematem wzbudzającym wiele kontrowersji w świecie naukowym i jest tematem ciągłej dyskusji (np. o znaczeniu i wpływie IF na ilość i jakość prac naukowych, itp.). Ostatnio doszła do tego debata na temat udostępniania wyników badań za darmo w internecie (szczególnie tych finansowanych przez budżety państw). Inicjatywa nazywa się Open Access i wprowadziła nieco zamieszania, szczególnie, że przyłączyły się do niej uczelnie ze światowej pierwszej dziesiątki (zobacz też „Harvard goes Open Access”)… Więcej o Open Access (w języku polskim) można poczytać na tematycznym blogu.

I jeszcze ciekawostka o której wspomina powyższy film, a którą sami możecie się pobawić. Naukowcy z MIT przygotowali efektowne narzędzie, umożliwiające szybkie generowanie publikacji naukowych z szeroko rozumianej computer science (także rysunków, wykresów i tabel!). Skrypt wykorzystujący elementy sztucznej inteligencji, jest tak dobry, że niektóre z tak wygenerowanych artykułów (będących czystym naukowo brzmiącym bełkotem) zostały zaakceptowane na konferencjach oraz przyjęte do publikacji w pismach naukowych! Zachęcam do samodzielnej zabawy SCIgen – An Automatic Computer Science Paper Generator.

To nie koniec!

Aby dowiedzieć się więcej… zachęcam do poświęcenia godziny i obejrzenia powyższego dokumentu. Jeśli natomiast urzeknie Was klimat filmu i odczujecie niedosyt, zapraszam do części drugiej poświęconej finansowaniu badań naukowych.

Niestety film nie jest już dostępny.


Artykuły o podobnej tematyce:




Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.