3 marca 2009
Piękny umysł – Marc Yu

Marc Yu jest tzw. „cudownym dzieckiem” posiadającym niezwykłe umiejętności – idealny słuch, który umiejętnie wykorzystuje rozwijając swoje umiejętności gry na pianinie. Poznaj kilkulatka, który potrafi zagrać „Nocturne” Fryderyka Chopina oraz dowiedz się jaki wpływ na rozwój dzieci mają czynniki zewnętrzne. Czy cudowne dziecko jest efektem szczęśliwego układu genów, wytężonej pracy, czy może obydwu. Jakie są socjalne konsekwencje bycia „przedwcześnie dorosłym”, ale także jaki faktyczny wpływ na rozwój jego mózgu ma pasja, której się oddał.

Zapraszam do obejrzenia kolejnego filmu w serii Piękny Umysł

W powyższym dokumencie przewija się wiele interesujących informacji i wniosków. Poniżej postanowiłem przytoczyć kilka wybranych…

Jedną z ciekawszych obserwacji zaprezentowanych w filmie jest to co dzieje się z dziećmi, które w szkole zaczynają zostawać nieco z tyłu (z różnych powodów), a nauka zaczyna sprawiać im trudności. Bardzo szybko przez nauczycieli i opiekunów, a czasem też rodziców, zaczynają być traktowane w inny sposób. Ludzie obniżają swoje oczekiwania względem takiego dziecka, a wkrótce potem bez odpowiednio wysoko postawionej poprzeczki, jak to metaforycznie ujął Prof. Craig Ramey, „w oczach dziecka gaśnie blask”. Przykład ten pokazuje jak istotne dla rozwoju młodego człowieka jest odpowiednie podejście ze strony rodziców, nauczycieli i wychowawców, którzy nie powinni opierać się na powierzchownych osądach oraz stereotypach, a ich zachowanie, stosunek oraz sygnały wysyłane swoim wychowankom nie mogą być przypadkowe. Sprawdza się powiedzenie… traktuj człowieka tak jakim powinien być, a nie jakim wydaje Ci się że jest.

Kolejna wskazówka, to taka, aby dawać się dziecku prowadzić zamiast na siłę nim kierować. Można podsuwać subtelne sugestie, ale kiedy pojawi się iskra zainteresowania, to dopiero wtedy tak naprawdę objawia się gotowość do nauki. Uogólniając trzeba zaobserwować co dziecku się w danej chwili podoba, co chce robić… a następnie tylko odrobinę „popchnąć” w odpowiednim kierunku. Przykład doskonale potwierdzający tę tezę został zaprezentowany w filmie o Suzan Polgar. Jako pasję wybrała sobie grę w szachy, a jej ojciec podtrzymał i umiejętnie rozwinął to zainteresowanie.

Dzieci, których umysły były poddawane intensywnej stymulacji we wczesnej młodości (poprzez rozwijające gry i zabawy), rozwijały się szybciej oraz zachowały intelektualną przewagę nad rówieśnikami, bez względu na to w jakim później systemie szkolnictwa się znalazły (w jak dobrej szkole). Co ciekawe nie chodzi tu wcale o większe IQ, ale przede wszystkim o chęć i ciekawość motywujące do nauki. Dzieci, które przyzwyczajono, że uczenie się to frajda i przyjemność, przez całe dalsze życie uczyły się lepiej i lepiej radziły sobie w trudnych sytuacjach niż ich rówieśnicy.

Co było dalej?

Oczywiście powyższy film ma już swoje lata. Minęło trochę czasu i Marc zdecydowanie rozwinął swoje umiejętności. Oto on grający w Filharmonii Kalifornijskiej I koncert Fortepianowy Beethovena:

Marc Yu – I Koncert Fortepianowy Beethovena – 16/02/2008


Artykuły o podobnej tematyce:




13 komentarzy »

  1. Orest Tabaka

    Marzec 3, 2009 @ 2:02 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Mnie zadziwia, jak wśród znajomych mam osoby, u których kiedyś stwierdzono „dys”… -ortografie, -grafię, -kalkulię, ” -mózgowie” itd. Obecnie są dorosłymi osobami, które tak się zżyły z tym „dys’em”, że nawet nie chcą korzystać z Worda by poprawnie pisać maile, czy w sieci. Uważają, że takie już są, że mają „dys’a” i że im wolno.

    Jak ja się cieszę, że nie dałem sobie przykleić takiej łatki „dys’a”. Choć sam robiłem potworne błędy ortograficzne, gramatyczne i to losowo – raz miałem 1 czy 2 ze sprawdzianu ortograficznego, a raz niemal nie wygrałem szkolnego konkursu (pisałem nieoficjalnie, tak mi się wydawało, i nie stawiałem wogóle przecinków) :D

    Obecnie podobnoż mam niezłe zdolności pisarskie :D Kwestia wprawy i treningu.

    Więc wszystkie „dys’e” wrzucam do jednego worka… dysmózgowie, bo jeśli ktoś tak się chce usprawiedliwiać to faktycznie w życiu dużo nie osiągnie.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  2. Michał

    Marzec 3, 2009 @ 4:04 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Orest: „Uważają, że takie już są, że mają “dys’a” i że im wolno. ”
    Według Ciebie jest to jakiś wymysł, który ma usprawiedliwić lenistwo? Dysleksja ma podłoże genetyczne, były prowadzone badania, nie widzę powodu, aby oskarżać tych ludzi o oszustwo.
    „Więc wszystkie “dys’e” wrzucam do jednego worka… dysmózgowie”
    Brzmi to jak oskarżenie o bycie osobą upośledzoną. Są oni normalnymi ludźmi, nie wiem jakie masz podstawy, żeby pisać w ten sposób. Może kiedyś ucierpiałeś przez jedną z nich, próbujesz więc udowodnić, że wszystkie są nienormalne i pasożytują na reszcie społeczeństwa (zwykłych porządnych obywateli).

    Pozdrawiam.

  3. Orest Tabaka

    Marzec 3, 2009 @ 7:33 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Michał:
    Masz rację… każdemu wolno pisać niepoprawnie, gryzmolić, liczyć błędnie :) Ja „oburzam” się na traktowanie takiego papierka jako wymówki, żeby czegoś nie robić – dokładnie tak jak piszesz: o lenistwo. Ja sam raczej nie pamiętam liczb, przeważnie przekręcam, ale mogę się tego nauczyć. Nawet jakby mi genetycznie znaleźli, że jest jakieś podłoże to i tak mogę się nauczyć zapamiętywać poprawnie… jeśli bym chciał.

    Nikogo nie oskarżyłem o oszustwo… raczej o zżycie się z łatką osoby, która nie może czegoś robić: pisać poprawnie, liczyć, myśleć…

    Piszę to poniekąd z własnego doświadczenia. Gdybym w podstawówce dał sobie przykleić łatkę „nieuka” to bym dziś tak chętnie się nie pochłaniał wiedzy, a w liceum nie miałbym czerwonych pasków. Da się? Da. Tylko dbajmy o nie przyklejanie łatek „dys’ów” do co drugiego dziecka (poprawnie: dbajmy o to, by w każdym dziecku widzieć możliwości). Przecież ci młodzi ludzie wkrótce będą dorośli i z nimi będziemy na co dzień przebywać.

    A na wyniki badań „amerykańskich naukowców” patrzę coraz bardziej sceptycznie. Nie chciałbym zasiewać jakiś teorii spiskowych, ale mam wrażenie, że te „ustawiane” badania służą pewnym grupom interesów – w omawianym przypadku grupie pedagogów, socjologów, psychologów itd. Nie szczególnie mi się to podoba.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  4. Michał

    Marzec 3, 2009 @ 10:33 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Orest: Nie wszystkim wolno popełniać błędy, ja zawsze musiałem ponieść konsekwencje. Była to informacja, na co muszę zwrócić uwagę. Gryzmolę do dzisiaj, według większości osób, które widziały moje odręczne pismo. Uważam jednak, że nie jest najgorzej- charakter pisma wynika z pośpiechu, ja po prostu, nie lubię tego. Zdecydowanie wolę klawiaturę, wtedy ręce mi się nie męczą.

    „Tylko dbajmy o nie przyklejanie łatek “dys’ów” do co drugiego dziecka”

    Według mnie, jakiś problem jest. Jeżeli ktoś faktycznie ma dysleksję, powinno się zwrócić uwagę na to (łatka jest konieczna), i pomóc dorównać jego rówieśnikom. Niestety, pozostawia się takie osoby same. Są one uprzywilejowane, zawsze mogą się wymigać, nawet wtedy gdy nie powinny. Dyslektycy muszą pracować nad sobą, podobnie jak robią to osoby po wypadkach, podczas rehabilitacji. Mniej osób czułoby pokusę, stania się osobą dysfunkcyjną.

    Czytałem, że Einstein był dyslektykiem- nauczył się mówić później niż inne dzieci. Myślę, że jego rodzicom, ani Albertowi nie zależało na tym, żeby myślano, że jest niedorozwinięty i opóźniony. To, że miał problemy np. z komunikacją, miało wpływ na sposób rozumowania, i późniejsze sukcesy naukowe.

    Pozdrawiam.

  5. Orest Tabaka

    Marzec 4, 2009 @ 4:07 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Michał:
    Jak sobie nie pozwalasz popełniać błędów, to ja nie pomogę. Ja sobie dałem takie przyzwolenie i rozumiem, że inni też mogą.
    Twoje gryzmolenie jest kwestią Twojego wyboru. Skupiasz się na innych rzeczach niż na ładnym kaligrafowaniu. Ale chyba nie tłumaczysz swojego pisma papierkiem o dysgrafii czy podłożem genetycznym?

    Przyjęło się, że jak ktoś ma „dys’a” to to jest jak wyrok. Można pracować, dbać, ale i tak będzie pisał koślawo, z błędami, źle liczył itd. Z drugiej strony działa jak usprawiedliwienie… on ma „dys’a” to może. Mówmy uczestnikom wypadków, że nie będą chodzić… a pewnie niewielu zada sobie trud rehabilitacji.

    Czy widzisz już, że nie liczy się papier, łatka, wymówka? Ludzie mający jedną półkulę mózgu ruszają wszystkimi kończynami, a powinny tylko tymi z jednej strony ciała. Jak człowiek chce to może. Wymówki są dla słabych.

    Odnośnie przykładu z Eisteinem to brak jakiejś umiejętności czy wolniejszy jej rozwój nie musi być dysfunkcyjny. Umiesz jeździć na rowerze cyrkowym czy po prostu pływać?:> Ja nie i jakoś nie czuję się gorzej. A moja nieumiejętność spamiętania liczb czy konkretów przekłada się na dużą kreatywność… a ją sobie bardzo cenię :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  6. Michał

    Marzec 4, 2009 @ 7:00 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Witam

    Problem polega na tym, że ciężko jest nam uwierzyć w coś, czego nie widać. Jeżeli kwestionujemy istnienie chorób genetycznych, możemy poddać w wątpliwość istnienie genów, których nigdy nie widziałem, mimo to, nie mam wątpliwości, że istnieją. Jeżeli ktoś odziedziczył po swoich przodkach niski wzrost, nie możemy powiedzieć, żeby wziął się do pracy, bo „wymówki są dla słabych”, że ma podrosnąć.

    Podobnie z dysleksją, mukowiscydozą, lub innymi przypadłościami genetycznymi. Są one faktem, udowodnionym przez genetyków. Nie możemy patrzeć z góry, na osoby nimi dotknięte, dlatego, że z nami jest wszystko dobrze, i nie może wyobrazić sobie o co im chodzi.

    A co z chorobami psychicznymi? Wiele osób nie wierzy w ich istnienie, ponieważ żadne objawy fizyczne nie są widoczne. Dla nich np. depresja to jakaś wymówka: osoba młoda która wygląda normalnie- uczy się lub pracuje, jej to, pozornie, nie może dotyczyć. Problem polega na niewiedzy otoczenia, które kojarzy chorobę psychiczną z kimś, kto nie ma kontaktu z rzeczywistością. Ktoś powie, że to są słabe osoby robiące wymówki, lepiej żeby wzięły się w garść. Ale to tak, jakbyśmy chcieli powiedzieć do osoby z połamanymi nogami: „weź się w garść, i jedź na narty”.

    W każdym z tych przypadków jest potrzebna pomoc specjalistów.

    Jeżeli chodzi o jazdę na rowerze cyrkowym i pływanie, nie są to umiejętności umożliwiające normalne funkcjonowanie wśród ludzi, w przeciwieństwie do zdolności komunikacyjnych. Jak mogłoby wyglądać życie Alberta Einstaina gdyby nauka mówienia trwała dwa lata dłużej, lub nie nauczył się mówić nigdy?

    Pozdrawiam.

  7. Orest Tabaka

    Marzec 4, 2009 @ 9:47 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Michał:
    Nie kwestionuje uwarunkowań genetycznych czy też samych genów. Raczej to co sobie wmawiamy mając takie rozpoznanie. Ja niby nie powinienem uprawiać sportu intensywnie… a uprawiając sport mam lepsze wyniki badań :) Może za sceptycznie podchodzę do tych wszystkich naukowych rewelacji, a mam dużo wiary w ludzki organizm, w jego możliwości, zwłaszcza gdy są napędzane przez optymizm i wewnętrzną motywację.

    Co do depresji też mam szalone stanowisko. Po mojemu depresja bierze się z zaśmiecenia sobie umysłu pesymizmem. Może osoby, które mają jakiś wspólny gen są bardziej podatne na zaśmiecanie umysłu i wpadanie w depresję. Tego nie wiem. Z obserwacji i według mojej najlepszej wiedzy wnioskuję, że większość chorób psychicznych nabywamy przez wychowanie, zachowanie, stany myślowe a nie fizyczne uszkodzenia mózgu. Nawet gdy tak nie jest, to wolę tkwić w tym błędzie i w przyszłości czynić cuda sprawiając, że osoby z depresyjnymi obciążeniami genetycznymi będą szalenie zadowolone ze swojego życia :)

    Pozdrawiam Cię radośnie,
    Orest

  8. dysleksja...

    Marzec 18, 2009 @ 1:36 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Orest, jeżeli sam miałeś kiedyś problemy z nauką i udało Ci się z tym uporać, to użyj całego swojego „wdzięku”, aby pomóc w tym innym. Nazywanie kogoś „dysmózgowcem” nie jest chyba właściwą formą pomocy, huh? :)

    Co do stanowiska naukowców i „promowania” dysleksji, to zgadza się, nauka nieco błądzi jeszcze w tym temacie. Mówi się o uwarunkowaniach genetycznych, o opóźnionym dojrzewaniu układu nerwowego… Tych przyczyn i teorii możnaby wymieniać i wymieniać.

    Ale generalnie problem dysleksji istnieje i nie są to błędy ortograficzne czy bazgrolenie. To są raczej efekty uboczne, który widzimy i które z nieznanych mi przyczyn frustrują tak wiele osób. Znacznie bardziej dotkliwym problemem jest rozumienie tekstu. Np. jeżeli nauczyciel na lekcji omówi twierdzenie pitagorasa, dyslektyk doskonale je zrozumie i później stosuje. Natomiast, gdy tę samą wiedzę, nawet tymi samymi słowami, które użył nauczyciel przeczyta w podręczniku, nic z tego nie rozumie.
    Czyli, taki uczeń nie ma problemu ze zrozumieniem twierdzenia pitagorasa, nie przekracza to jego możliwości intelektualnych, ale ma problem z czytaniem – i tu między innymi mówimy o dysleksji.
    Dlatego, żeby, jako społeczeństwo, nie „marnować” zdolnych jednostek, powinniśmy im pomagać i motywować do pracy, a nie uznawać, że dysleksja nie istnieje, czy że osoby nią dotknięte są debilami.

    pozdrawiam :)

  9. Orest Tabaka

    Marzec 19, 2009 @ 9:00 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Dysleksja:
    Zgoda. Problem dysleksji istnieje. Upatrywałbym go nie w samym jego fakcie, a w dawaniu przywilejów takim osobom. Ja proponuję po rozpoznaniu otoczyć odpowiednią pomocą, uwagą takiego młodego człowieka, aby miał możliwość dorównać choć przeciętnym uczniom. Problem z nierozumieniem tekstu czytanego dotyczy znakomitej większości społeczeństwa. Mogę się mylić, ale może to wynikać z powszechności telewizji, gdzie wszystko nam mówią – nic nie trzeba czytać.

    Przeczytałem Twój post o „Brzydkim słowie na «-dys»”. Nie mam pomysłu co zrobić z uczniami, którzy już są otyli, jak ich oceniać. Wiem jednak, że przywileje się nie sprawdzają, bo czy na Igrzyskach Olimpijskich ci z większą wagą mogą przybiec później i też zdobyć złoty medal? Myślę, że od małego warto w dzieciach widzieć potencjał i go wspierać. Zaniedbanie rozwoju sprawia, że później widzimy w nich ograniczenia. A szkoda, bo mielibyśmy bardzo przyjemne do współżycia społeczeństwo :)

    Ja tak bronię swojego stanowiska, bo wychodzę z prostego założenia: „W życiu liczą się rezultaty, a nie wymówki” :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  10. Michał

    Marzec 20, 2009 @ 11:37 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Witam
    Orest:

    „Mogę się mylić, ale może to wynikać z powszechności telewizji, gdzie wszystko nam mówią – nic nie trzeba czytać”. Czasami jednak, musisz coś poczytać z ekranu, szczególnie wtedy, gdy nie znasz obcego języka, film jest bez lektora i dubbingu. A napisy końcowe? Słyszałeś, aby lektor czytał całą obsadę, łącznie ze wszystkimi statystami, ekipą filmową itd. A co ze zwykłą, tradycyjną rozmową, to też jest błąd? Rozmawiając z przyjacielem twarzą w twarz, słyszysz tylko jego głos, również nie musisz czytać. To też jest przyczyną ogólnonarodowego braku zrozumienia czytanego tekstu?

    „Wiem jednak, że przywileje się nie sprawdzają, bo czy na Igrzyskach Olimpijskich ci z większą wagą mogą przybiec później i też zdobyć złoty medal?”. Ja również przeczytałem ten artykuł, lecz trochę inaczej zrozumiałem ten tekst (nie, nie oglądam zbyt długo telewizji). Autor miał na myśli osoby chorobliwie otyłe, które mają problemy ze zrzuceniem wagi, Ty napisałeś o sportowcach z „większą wagą”. Niektórzy, np. Asafa Powell ważą więcej niż ja, mimo to, nie potrzebowaliby żadnych przywilejów, w konfrontacji ze mną. Większa masa (mięśniowa) jest im potrzebna, związane jest to z dynamiką, nie nic wspólnego z przykładem, z artykułu o dysleksji.

    „Zaniedbanie rozwoju sprawia, że później widzimy w nich ograniczenia. A szkoda, bo mielibyśmy bardzo przyjemne do współżycia społeczeństwo” Aż tak? Uważasz, że rozwiązanie problemu dysleksji, sprawi, że nasze społeczeństwo będzie „bardzo przyjemne”? Tylko tyle? Czyli to jest ten jedyny problem, nie musimy np. walczyć z przestępczością, należy zająć się dyslektykami, ponieważ to oni są przyczyną upadku naszego społeczeństwa?

    Pozdrawiam serdecznie.

  11. Orest Tabaka

    Marzec 21, 2009 @ 9:22 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Michał:
    Chwila… bo się zapędzimy w nadinterpretacjach :)
    Kiedyś ludzie rozmawiali, dziś rozmawiają. Kiedyś czytali książki i gazety (aby np. dowiedzieć się czegoś o świecie, życiu) dziś oglądają TV. Przestrzeliłeś z tymi napisami na końcu, bo tam nie ma treści do rozumienia – gołe nazwiska. Czytasz napisy końcowe? Ja przeważnie nie :)

    Asafa Powell ma świetne warunki fizyczne. Czyżbyś mierzył 190 cm, że chcesz przyrównywać do siebie jego wagę? :>
    Swoją drogą „chorobliwie otyłe” osoby jeszcze 2-3 stulecia temu nie istniały. Może mieli troszkę nadwagi, ale nie chorobliwej. Ta chorobliwość to efekt naszych „lepszych” czasów, a gmeranie w DNA niczemu nie służy.

    To „semantyczne nadużycie” ;) W cytowanym fragmencie odnosiłem się do potencjału, który warto wspierać. Naprawdę wyczytałeś w nim, że mówię tylko o „ograniczeniach dyslekcyjnych”?

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  12. Michał

    Marzec 26, 2009 @ 12:10 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Witam

    Jeżeli chodzi o telewizję- według mnie, nie jest to duży problem. Ludzie po prostu nie chcą czytać książek, i to jest przyczyną nierozumienia tekstu. Telewizja i radio, stanowi inną jakość prezentując słowo mówione, mogą być uzupełnieniem gazet, czasopism, książek. Jesteśmy wolni, nikt nam niczego nie narzuca, sami możemy decydować, jak będziemy spędzać wolny czas: przy książce, przed telewizorem, lub słuchając ulubionej muzyki.

    Myślę, że zbyt często jesteśmy skłonni do tworzenia prostych związków przyczynowo-skutkowych, np. uważa się, że filmy z przemocą i brutalne gry komputerowe mogą mieć negatywny wpływ na zachowanie ludzi (w szczególności dzieci). Jeżeli dojdzie do tragicznego zdarzenia, zaczynamy obwiniać m.in. telewizję, problem jednak może leżeć znacznie głębiej. Przemoc w mediach jest powszechna, a nie każda osoba, która jest jej świadkiem, stanowi zagrożenie dla swojego otoczenia. Podobnie jest z przytoczonym przez Ciebie przykładem- są osoby, które nie stronią od książek, gazet i innych papierowych nośników informacji, pomimo „powszechności telewizji”.

    „Asafa Powell ma świetne warunki fizyczne. Czyżbyś mierzył 190 cm, że chcesz przyrównywać do siebie jego wagę?” Masz rację, Asafa ma dobry stosunek wagi do wzrostu. Wcześniej napisałeś po prostu, o sportowcach z bezwzględnie „większą wagą” od swoich rywali.

    Pozdrawiam serdecznie.

  13. Orest Tabaka

    Marzec 26, 2009 @ 6:34 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Michał:
    Oczywiście możemy decydować o sposobie wykorzystania telewizji… tylko, że wiele osób woli przestawić się na pasywne pochłanianie informacji (wyłożone na tacy). Wolną wolę mamy… ale średnio z niej korzystamy, nawet gdy nam się wydaje, że to my wybraliśmy.

    Z Asafa Powellem masz rację – użyłem „ci z większą wagą” a nie „z mniej korzystym BMI” :) Dzięki za zwrócenie mi uwagi :)

    Pozdrawiam Cię radośnie,
    Orest



Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.