Gościnny artykuł autorstwa Aleksandry Cal, wielkiej pasjonatki zdobywania gór.
„Pojechałbym w góry, ale wiesz… tak sam?.” „Pojutrze jest taki super koncert, ale… bilety drogie, no przecież i sama nie pójdę!” „Grałem kiedyś na gitarze i nawet zespół mieliśmy, ale… potem pożarłem się z kumplem i jakoś tak się posypało, sam nie pogram.” „Kurcze, tak bym poszła na kurs tańca, ale… w sumie to nie mam czasu, a jakby nawet to… nie mam partnera.”
Jak często słyszysz takie zdania wokół siebie? Czy zdarza się, że sam je wypowiadasz? Patrzymy w przeszłość i myślimy sobie: kiedyś to było rewelacyjnie. Grupa zgranych przyjaciół, z którymi można było to i tamto… Łączyła nas pasja. A teraz… Każdy poszedł w swoją stronę i tak by się chciało, i mogłoby się też, ale… nie ma z kim!
Brzmi znajomo?
Lubimy, kiedy wokół nas coś się dzieje. Najlepiej, kiedy to ktoś inny załatwi, zorganizuje, skrzyknie grupę… Kiedy jest z kim – zwyczajnie jest łatwiej. Ktoś rzuca hasło i przestaje być nudno. Jeśli mam ochotę, odwagę – ja rzucam hasło. Dostaję wiadomość: „dobry pomysł! Wchodzę w to!” i zaczyna się robić ciekawiej. Znam przynajmniej kilka aktywnych osób, które miewają owe pomysły i… działają. Dla samych siebie, dla innych. Chyba od każdego z nich już usłyszałam: „wiesz, no super, ale czasem to człowieka trafia. Aż chciałoby się, żeby inicjatywa tym razem wyszła od kogoś innego”.
Jeśli zbierze się grupa ludzi, z których każdy (lub choćby tylko kilku) ma coś do zaoferowania – jakoś to się toczy. Jeśli jest choćby jedna taka osoba – to już coś. Tyle, że czasem i ów inicjator się zmęczy. I co? I nic. Zmęczony „aktywista” czeka, że może tym razem to jednak ktoś inny zaktywizuje grupę. Wokół nas nic się nie dzieje, więc… Przyzwyczajamy się do tego. A potem zastanawiamy się jak też to się stało, że coś, co tak bardzo lubiliśmy, jakoś nam umknęło. Dlaczego? Ech, bo tak jakoś… nie było z kim!
Ale bywa i tak, że nasz „aktywista” rzuca hasło a tu… odzewu brak. Ktoś nie ma czasu, ktoś możliwości. Ktoś wyjeżdża, zmienia pracę, ktoś się z kimś rozstaje, drogi się rozchodzą. Nie ma starej, dobrej grupy więc „tym razem” dam sobie spokój, obiecując, że „następnym razem, to już na pewno…” Mijają dni. Jakoś się nie chce, bo… tak samemu? Mijają tygodnie i pasja, która kwitła, pielęgnowana w grupie, dzień po dniu usycha. I znów, jak trup z szafy, wyłazi nam uparte; no przecież… nie ma z kim!
Czy rzeczywiście nie ma? Wśród nas jest tak wiele osób, które chciałyby zrobić „coś innego”, lecz brak im odwagi, wiary w swoje możliwości, impulsu do działania. Tak wielu ludzi, którym wystarczy niewielki bodziec, by chętnie i energicznie wzięły się „za siebie”, „za coś”, ale… zawsze jest jakieś „ale”. Są i tacy, (choć zdarzają się znacznie rzadziej), którzy kochają robić to, co robią, żyją tym i tym się karmią i… jakoś tak niemal magicznie przyciągają do siebie innych. Działają nie dla poklasku i nie dla bycia w grupie, są może nieco mniej zależni od otoczenia, bo ich wewnętrzny motor – radość z działania, satysfakcja z zajmowania się akurat tym, co postanawiają robić, pcha ich do przodu. Kiedy tak na nich patrzę zastanawiam się: jak to się dzieje, że oni jakoś przeważnie „mają z kim”?
Już słyszę te głosy: jasne, jasne, ale taka niezależność i wewnętrzna motywacja wymaga jakiejś dojrzałości, pracy nad sobą, odpowiedzialności, odwagi i nie wiem czego tam jeszcze. To nie takie proste przełamać swój wewnętrzny marazm.
Doprawdy? Jeśli naprawdę kochasz góry i trochę już po nich chodziłeś – jaki to problem: kupić mapę, opracować trasę, zamówić nocleg, spakować plecak i pojechać? Za pierwszym razem pojedziesz sam. Za drugim być może też. A zanim wybierzesz się po raz trzeci – znikąd pojawi się ktoś, kto zapyta: „słuchaj, a może zabiorę się z Tobą?”
Na kursie tańca można poznać ludzi, którzy też poszli sami. Jeśli zaczniesz grać – wcześniej czy później ktoś obok zacznie śpiewać. A nawet jeśli nie – to czy na pewno warto odkładać gitarę (lub jakiś inny kawałek siebie) do szafy i w tej samej szafie hodować przyszłego nieszczęśnika i frustrata o imieniu: „bo nie ma z kim”?
Artykuły o podobnej tematyce:
- Jesteś niesamowity!
- Tak czy owak
- Nikt nie kopnie zdechłego psa
- Dziewięć praw perswazji
- Uwierz w siebie
- Jak słuchać uważnie?
- Metodyka przekonywania, czyli o doborze argumentów



Kuba
Styczeń 14, 2009 @ 11:58 am (LINK DO KOMENTARZA)
Świetne. Być sobą w dzisiejszym pędzącym świecie to najważniejsze, ale zarazem bardzo trudno.
Odwagi i cierpliwości w przełamywaniu osobistych barier wszystkim czytelnikom tego blogu życzę, nawet jeśli chwilowo NIE MA Z KIM.
Pozdrawiam
one.jack
Styczeń 15, 2009 @ 7:07 pm (LINK DO KOMENTARZA)
Z przyjemnością informuję, że przyłączając się do zabawy w Uber Amazing Blog, jedno z tych wyróżnień pozwoliłem sobie przyznać temu blogowi, a powody wyjaśniam tutaj:
http://jacek50.blox.pl/2009/01/Uber-Amazing-Blog-fajna-zabawa-blogerow.html
Pozdrawiam!
Bartosz Zajaczkowski
Styczeń 17, 2009 @ 10:32 am (LINK DO KOMENTARZA)
@KUBA: Pozwolę sobie przyłączyć się do Twoich życzeń. :)
@ONE.JACK: Dziękuję za wyróżnienie! Przyglądam się Twojej stronie już od jakiegoś czasu i przyznam, że podoba mi się zacięcie i zaangażowanie z jakim ją prowadzisz. W związku z tym oficjalnie umieszczam ją na stałe w swoim Blogroll, w kategorii różne oraz życzę wielu czytelników.
Pozdrawiam serdecznie!
Anna
Styczeń 17, 2009 @ 9:56 pm (LINK DO KOMENTARZA)
Bartoszu, uwalniam się od tej wymówki ” bo nie mam z kim”, choć muszę przyznać, że kiedyś ją stosowałam.
Wiem, że to, czy moje życie będzie ciekawe, zależy tylko ode mnie. Nie ma kto chodzić ze mną z kijkami – chodzę sama, nie ma chętnego do połażenia po górach – wspinam się sama, fajny film obejrzę sama – trudno, zapisałam się na ciekawe warsztaty – jeżdżę sama.
Wiem, że to „sama” nie będzie zawsze, bo już trochę osób przygląda mi się „z pewną nieśmiałością” i lada moment do mnie dołączy.
Poza tym tam ” w drodze” można spotkać wielu ciekawych ludzi i zawrzeć znajomości, jeżeli nie na całe życie, to choćby na chwilę.
A przecież życie to suma chwil :D
andsol
Styczeń 18, 2009 @ 3:25 am (LINK DO KOMENTARZA)
O, widzę, że ONE.JACK wcześniej wpadł na ten sam pomysł. No to będziesz jak kiedyś Prawda, dważdy ordiena Lenina…
one.jack
Styczeń 18, 2009 @ 2:46 pm (LINK DO KOMENTARZA)
@Bartosz Zajączkowski
„oficjalnie umieszczam ją na stałe w swoim Blogroll, w kategorii różne…”
Aha, jest, w niezłym towarzystwie, jak widzę. Patrząc na Twoją stronę myślę z kolei, że na moim blogu przydałyby się małe porządki i może zmiana układu. Ale może poczekam do marca – będzie rocznica pisania bloga :-)
Pozdrawiam nie mniej serdecznie
J.M.
Bartosz Zajaczkowski
Styczeń 21, 2009 @ 9:53 am (LINK DO KOMENTARZA)
@ANNA Życzę Ci w takim razie, aby jak najwięcej ludzi zaczerpnęło od Ciebie inspiracji i ochoty do zrobienia czegoś interesującego! :)
@ANDSOL & @ONE.JACK Jeszcze raz dziękuję za to miłe wyróżnienie, które jak na ironię przyszło w czasie kiedy zarówno blogowi jak i artykułom poświęcam niewiele czasu, bo akurat jestem w samym środku zdawania serii egzaminów. Większość tego co czytacie przygotowałem sobie wcześniej właśnie na ten okres wzmożonej nauki lub skorzystałem ze wsparcia życzliwych znajomych (w tym artykuł Oli powyżej).
Pozdrawiam serdecznie!
Jakec
Styczeń 22, 2009 @ 2:37 pm (LINK DO KOMENTARZA)
No… ale to co napisałeś to prawda… Tzn. nie chodzi o to, że mi się nie chce. Chodzi o to, że innym się nie chce. I nie potrafię tego zmienić. Robiłem imprezę ogólnopolską (hermetyczną, ale jednak) i przyjeżdżali na nią ludzie z całej Polski. Byli zachwyceni. Co z tego, skoro w najbliższym otoczeniu padały teksty „Po co się w to bawisz?”. Nawet moja druga (była) połowa stwierdziła, że jestem durny… Potem chciałem namówić kogoś do… grania w karty co jakiś czas. Ot, spotkać się przy pivku i pograć w różne, a może i w tę samą grę. Nie ma szans… Ludziom się nie chce i tyle…
Indi86
Grudzień 10, 2010 @ 6:23 pm (LINK DO KOMENTARZA)
Swietny artykul, jego tematyka jest mi bliska :)
jakies 2 lata temu w koncu zaczelam przelamywac moje „bo nie ma z kim”, nie czekalam dluzej, az znajdzie sie chetna kolezanka na pojscie ze mna na aerobik, na basen czy joge – chcialam, to po prostu szlam sama. Poczatkowo bylo mi jakos tak glupio, nieswojo. Z Czasem sie przyzwyczailam, poznawalam nowych ludzi, ktorzy lubili to co ja, a jesli chodzi o joge to znalazly sie nawet 3 kolezanki, ktore do mnie dolaczyly.
Bo nie ma z kim – to swietna wymowka i sposob, aby stac sie sfrustrowanym, czuc sie jakby zablokowanym, ograniczonym czy nawet samotnym.
Zycie jest tak krotkie, ze nie ma sensu czekac… warto dzialac :) Rozpoczynac „pasjonowanie sie” i rozwijanie zainteresowan, na ktore mamy akurat ochote :)