Strona główna O sobie Archiwum Linki Kontakt Zgłoszony do konkursu Blog Roku 2008
ciekawe nauka własna organizacja rozwój osobisty styl zdrowie

Wiek to przecież tylko liczba

Nigdy nie jest za późno na to aby zmienić coś w swoim życiu lub po prostu zrobić coś interesującego.

Legendarny amerykański kolarz, Lance Armstrong, postanowił po trzech latach przerwać swoją sportową emeryturę (ma 36 lat) i zadeklarował chęć startu w ponownego startu w Tour de France (w 2009 roku). Zapytany czy nie sądzi, że w tym wieku może swoje najlepsze lata mieć już za sobą, Armstrong zaprzeczył i wskazał osoby, które swoją postawą i determinacją zmotywowały go do dalszej pracy: pływaczkę Darę Torres, która udowodniła, że nawet 41 letnia matka może dać radę na dystansie 50m stylem dowolnym (z Pekinu przywiozła łącznie trzy srebra!) oraz rumuńską biegaczkę Constantinę Tomescu, która wygrała pekiński maraton mając 38 lat!

enbearded_runner_by_anthonygrimley Wiek to przecież tylko liczba
 

Runner Creative Commons by Anthony Grimley

Trzeba pamiętać, że historii kolarstwa tylko raz zdarzyło się, że Tour de France wygrał zawodnik w wieku powyżej 34 lat. Był to Firmin Lambot w 1922 roku. W dodatku trener zespołu kolarzy zapowiedział, że nie planuje stosować wobec Armstronga żadnej taryfy ulgowej. Wygląda więc na to, że bądź co bądź utytułowanemu kolarzowi nie będzie lekko. Nie powstrzymuje go to jednak przed intensywnymi treningami.

Na podstawie Armstrong coming out of retirement for Tour (@Yahoo Sports) via Marathon: You Can Do It!

Za stary jestem na to!

Jakoś tak jest, że wiek stanowi jedną z najczęściej stosowanych wymówek: “Za stary jestem na to…” albo “Nie nauczysz starego psa nowych sztuczek.”, itp. Nie da się ukryć, że każdym upływającym rokiem koleiny, którymi podąża nasze życie są głębsze i coraz trudniej zmieniać kierunek. Nie znaczy to jednak, że się nie da!

Warto w miarę wcześnie uświadomić sobie, że tak naprawdę Twoim największym wrogiem na drodze do sukcesu wcale nie jest liczba lat. Są to lenistwo, wewnętrzne obawy i wątpliwości, a czasem także strach przed porażką oraz przed przyznaniem się do braku wiedzy lub umiejętności.

Nie pozwól, aby którakolwiek z tych rzeczy stanęła Ci na przeszkodzie. Przecież nigdy nie jest za późno, aby:

…i co tylko jeszcze przyjdzie Ci do głowy!

Osiemdziesięciolatkowie biegają maratony (patrz zdjęcie)! Ponad stuletnia (niestety już nieżyjąca) Australijka przez kilka lat prowadziła internetowy pamiętnik! Znane są przypadki trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy wracają na studia, często całkowicie zmieniając branżę. Znam kilka osób, które jeszcze zanim ukończyły studia, zaczynały drugi zupełnie nie związany z pierwszym kierunek… bo chciały robić to co naprawdę lubią, a nie to co wybrał im los.

Nigdy nie jest za późno, aby zrobić coś ciekawego ze swoim życiem. Wiek to przecież tylko orientacyjna liczba, która tak naprawdę o niczym nie przesądza. Słyszałem anegdotkę, jak to zapytano starszą panią w dniu jej setnych urodzin, czy jest coś czego żałuje, że w życiu nie zrobiła… odpowiedziała, “Mam do siebie żal o to, że mając sześćdziesiąt lat nie zaczęłam grać na wiolonczeli. Dziś grałabym już od czterdziestu.”. Dlatego nie ma na co czekać. Najlepiej zacząć od razu!

Zastanów się przez chwilę czy masz taką wymarzoną rzecz, której realizację ciągle odkładasz na potem, albo taką o której myślisz że już trochę na nią za późno? Może jednak da się coś z tym zrobić?

Uzupełnienie 08/11/2008:

Zbigniew Ryżak na swoim blogu Energia Wewnętrzna opublikował niedawno bardzo ciekawy artykuł, którego bohaterem jest Pablo Casals, nieżyjący już hiszpański wiolonczelista, kompozytor i dyrygent, który u kresu życia, mając 95 lat, każdego dnia spędzał 6 godzin ćwicząc grę na swoim ukochanym instrumencie. Zapytany dlaczego tak robi odpowiedział “bo mam wrażenie, że ciągle robię postępy”. Inspirująca postać. Zachęcam do lektury!

Wyraź swoją opinię

Komentarze: 4 »

  1. Orest Tabaka napisał(a),

    wrzesień 14, 2008 @ 4:50 po południu

    Czytając ten post od razu wpadło mi do głowy: “Orest, a kiedy Ty nauczysz się pływać?” I zawsze odpowiadam, że kiedyś się nauczę :)
    Gdy wczoraj przeczytałem w jednej książce, że nikt nie bierze pod uwagę w swoich planach własnej śmierci, bo wszyscy myślą, że są nieśmiertelni, to może warto coś z tym zrobić. Lecz są też priorytety. Gdy dla kogoś priorytetem jest “nic nie robienie” nad nauczeniem się czegoś, zrobieniem czegoś to już jest problem.

    A z wiekiem jest trochę trudniej czegos nowego się nauczyć - zdaje mi się, że wynika to z tego, że po prostu w pewnym momencie przestajemy uczyć się / robić nowych rzeczy, a nie używane umiejętności zanikają. Warto więc stale uczyć się czegoś nowego :)

    Pozdrawiam,
    Orest

  2. iwi napisał(a),

    wrzesień 15, 2008 @ 11:19 po południu

    Witam, teraz poczułam się nieswojo. Czytając ten wpis złapałam się na tym, że trudno mi mieć marzenia. To co chcę robić nie jest poparte odpowiednimi kwalifikacjami, więc najprościej by było je uzupełnić. Interesuję się psychologią, ale mam 54 lata i chyba trochę za późno na takie studia. Wpadłam na pomysł, że mogę otworzyć gabinet i zatrudnić psychologa. Brak pracy sprawia, że szukam możliwości, ale takich, które będą mi sprawiać przyjemność i które będę wykonywać z entuzjazmem. Pozdrawiam

  3. Bartosz Zajaczkowski napisał(a),

    wrzesień 17, 2008 @ 5:47 po południu

    Odkąd pierwszy raz usłyszałem anegdotkę o wiolonczeli, zawsze wracam do niej kiedy dopadają mnie wątpliwości typu “zrobić coś czy nie zrobić”. Cieszę się, że nie tylko na mnie zadziałała motywująco!

    @Orest: Jak się tak zastanowię, to nie znam nikogo, kto by świadomie wybierał “nic nie robienie”. Raczej jest tak, że zaprzątają nas różne inne sprawy, niekoniecznie te najbardziej perspektywiczne. W każdym razie jestem pod wrażeniem jak wiele osób poszukuje inspiracji i zachęty do działania… naprawdę chcą coś zrobić!

    @IWI: Zgadzam się w 100%, że najważniejsze to czerpać przyjemność z tego co się robi życiu… :) Powodzenia w realizacji planów!

  4. Orest Tabaka napisał(a),

    wrzesień 19, 2008 @ 6:53 po południu

    Bartek:

    Miałem taki etap w życiu, że wolałem “nic nie robić”. Nie wymaga to energii, niby wygodnie… lecz uczucie koszmarne. Choć bardziej będzie pasować to co napisałeś, że to są inne sprawy, nie mające większego sensu perspektywicznego a czasem nawet szkodliwe.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

RSS feed dla komentarzy do tego wpisu · TrackBack URI

Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.