8 lipca 2008
Droga do sukcesu

Jak pokazują rezultaty prowadzonych badań, wrodzony talent nie stanowi klucza do odniesienia sukcesu. W czym więc tkwi sekret? W wytrwałym, zdeterminowanym, skoncentrowanym treningu oraz godzinach ciężkiej pracy. Niestety nie ma innej drogi… Choć czasem wydaje się, że niektórym pewne rzeczy przychodzą tak łatwo i naturalnie, często ta naturalność jest właśnie skutkiem bardzo ciężkiej pracy. Prawda jest taka, że nikt nie urodził się noblistą, prezesem międzynarodowego koncernu, szachowym arcymistrzem ani światowej klasy sportowcem. Do takich wyników dochodzi się latami ciężkiej pracy i to nie zwykłej odtwórczej, ale tej wymagającej prawdziwego poświęcenia.


 

The Road Creative Commons by Jasmic

Należy także rozumieć, że posiadać talent nie oznacza posiadać nadzwyczajny iloraz inteligencji, być zmotywowanym lub posiadać wyjątkową osobowość. Talent to wyjątkowa umiejętność wykonywania nad wyraz dobrze pewnej specyficznej czynności.

Naukowcy przeprowadzili szereg badań w bardzo szerokim zakresie dziedzin. Michael J. Howe, Jane W. Davidson i John A. Sluboda, zespół naukowców brytyjskich podsumował swoje wyniki następująco: „Zebrane i przeanalizowane przez nas dowody przeczą ogólnemu mniemaniu, że sukces w jakiejkolwiek dziedzinie jest konsekwencją posiadania wrodzonych darów.” Możesz zająć się dowolną dyscypliną i osiągać w niej niezwykłe sukcesy, bowiem nie ma to nic wspólnego z faktem posiadania lub nie talentów w wybranym kierunku.

Aby zrozumieć sposób w jaki badacze dochodzili do takich wniosków, należy zdać sobie sprawę z przebiegu samego procesu nauki. W początkowym etapie zdobywania dowolnej umiejętności w dowolnej dziedzinie większość ludzi uczy się bardzo szybko. Po jakimś czasie jednak rozwój zdecydowanie się spowalnia, aż wreszcie ulega zatrzymaniu. W tym miejscu wiele osób często się zniechęca do dalszej pracy. Tymczasem są ludzie, u których owo plateau nigdy nie zostaje osiągnięte. Ludzie którzy stopniowo, ale konsekwentnie dalej się rozwijają. To właśnie na nich czeka sława należna tylko mistrzom.

Pojawia się zasadnicze pytanie „Dlaczego tak się dzieje?”. I jeszcze jedno, „W jaki sposób podtrzymać dalszy rozwój?” Jak mówi prof. K. Anders Ericsson z Florida State University, te pytania stanowią „największe wyzwanie” dla badaczy tej dziedziny. Aby udzielić na nie odpowiedzi, trzeba zacząć od skrupulatnej obserwacji najlepszych, mistrzów w swoich dziedzinach. Naukowcy na całym świecie przeanalizowali nawyki treningowe wielu osób zajmujących się wieloma różnymi dziedzinami, takimi gdzie progres jest stosunkowo łatwo mierzalny jak szachy, muzyka, sport, ale także i innych np. w biznesie.

Pierwszym głównym wnioskiem jest fakt, że nikt nie może być naprawdę wielkim bez ciężkiej pracy. Mogłoby się wydawać, że jeśli znajdziesz dziedzinę, w której posiadasz naturalną przewagę w postaci talentu, sukces przyjdzie sam i bez wysiłku. Niestety nic bardziej mylnego. Nie udało się odnaleźć, ani jednego przypadku osiągnięcia mistrzostwa w jakiejkolwiek dziedzinie, w oparciu tylko i wyłącznie o talent.

Wręcz przeciwnie, osiągnięcie mistrzostwa na światowym poziomie wymaga średnio dziesięciu lat intensywnego rozwoju, dlatego niektórzy badacze ukuli wręcz termin reguła dziesięciolecia lub reguła dziesięciu lat (ang. ten-year rule). Tak było z Bobbym Fischer’em, posiadaczem niezwykłego talentu, który został szachowym arcymistrzem w wieku 16 lat, a więc dopiero po dziewięciu latach intensywnej nauki i przygotowań. Zresztą opinie są podzielone, część badaczy, w tym John Horn z University of Southern California oraz Hiromi Masunaga z California State University uważa, że reguła dziesięciolecia, w praktyce nie odzwierciedla średniej, ale raczej minimum! W wielu dziedzinach (np. muzyce lub literaturze) osiągnięcie szczytowych umiejętności wymaga nawet dwóch, trzech i więcej dziesięcioleci. Na tej właśnie podstawie wyciągnięto wniosek, że mistrzostwo i sława nie są nikomu przypisane i wymagają ciężkiej i wytrwałej pracy.

W takim więc razie jak to jest możliwe, że tak wielu ludzi pracuje wytrwale latami nigdy nie osiągając poziomu mistrzowskiego w swojej dziedzinie, a często nawet nie będąc w stanie zaobserwować żadnego znaczącego postępu? Przyczyną jest drugi ważny element – przemyślany, zaplanowany trening.

Osoby, które dotarły na szczyty swojej dziedziny mają zwykle za sobą tysiące godzin ćwiczeń nazwanych przez naukowców przemyślanym treningiem (ang. deliberate practice). Przemyślany trening jest to trening w świadomy sposób ukierunkowany na rozwój określonych umiejętności celem osiągnięcia poziomu przewyższającego obecne możliwości. Wiąże się on zawsze z olbrzymią ilością powtórzeń danej czynności oraz kontrolą osiąganych rezultatów. Ponieważ wciąż jestem pod wrażeniem tegorocznego finału Wimbledonu, w przykładzie posłużę się tenisem. Tak więc odbicie forhendem stu piłek nie stanowi „przemyślanego treningu”, ale już odbicie forhendem stu piłek tak aby idąc crossem trafiały nie dalej niż 20 cm od narożnika kortu w połączeniu z kontrolą ilości celnych trafień i odpowiednim korygowaniu błędów… to już będzie się wpisywać w powyższą definicję. Trzeba też pamiętać, że najważniejsza jest konsekwencja! Jak stwierdził Ericsson „To co łączy elitę elit w wielu różnych dziedzinach, to codzienne poświęcanie wielu godzin na skupiony, zaplanowany, celowy trening.” Im bardziej celowy i przemyślany program treningowy, tym lepsze efekty i rozwój.

„Sukces w życiu polega na odnalezieniu i podążaniu swoją własną ścieżką, a nie na pogoni za marzeniami innych ludzi.”

– Chin-Ning Chu, strateg, konsultant, autor

Oczywiście pojawiają się też odmienne opinie, ale są to raczej różnice powierzchowne, nie negujące istoty wyników Ericssona. Niektórzy zwracają uwagę na element nieprzewidywalności. Przykładowo jak to jest możliwe, że w w ostatnich sekundach zawodów z dwóch sportowców trenujących w zbliżony sposób, jednemu nagle udaje się wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady siły lub dokonać nagle czegość nieprzewidywalnego teoretycznie spoza zakresu jego możliwości. Inny ciekawy temat rozważań stanowią tzw. „cudowne dzieci”, które w bardzo wczesnym wieku wykazują niezwykle uzdolnienia w pewnym zakresie. Badania wykazały jednak, że często wiąże się to z dużym zaangażowaniem rodziców w rozwój dziecka. Z tym, że ta pomoc na starcie, często nie przekłada się na kontynuację rozwoju z latach późniejszych. W większości przypadków, to nie „cudowne dzieci”, ale wręcz takie, które nie wyróżniały się niczym szczególnym we wczesnym dzieciństwie, zostają potem mistrzami w swoich wybranych dziedzinach.

Trudno też zanegować wpływ genów, warunkujących np. wzrost albo inteligencję. Okazuje się jednak, że geny decydują raczej o tym czego młody człowiek w przyszłości nie będzie robił, a nie jak dobrze mu będzie szło w wybranej dziedzinie. Osoba o wzroście 160cm, raczej nie będzie koszykarzem NBA, a posiadająca wzrost 195cm nie pomyśli o karierze w gimnastyce artystycznej. Co ciekawe wg badań Ericssona „Niektórzy z międzynarodowych mistrzów szachowych mają IQ poniżej 100 punktów.”

W przemyślanym treningu bardzo ważna jest informacja zwrotna. Trzeba znaleźć sposób na to aby uzyskać mierzalne dane umożliwiające ocenę dokonywanych postępów. Bez tego będzie tak jak opowiada Steve Kerr kierownik d/s przywództwa i rozwoju firmy Goldman Sachs: „To tak jak gra w kręgle ukryte za nieprzeźroczystą kurtyną. Jeśli rzucisz i nie wiesz jak dobrze Ci poszło, stanie się jedna z dwóch rzeczy: albo Twoje umiejętności gry przestaną się rozwijać, albo całkiem przestanie Ci zależeć.”

Na podstawie Secrets of Greatness: What it takes to be great (@Fortune Magazine via CNNMoney.com).


Artykuły o podobnej tematyce:




10 komentarzy »

  1. Mastah

    Wrzesień 18, 2008 @ 3:49 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Super opisane. Niemniej jednak chcialbym zauwazyc ze koncentracja i pamiec odgrywaja tutaj najwazniejsza role. Gralem w szachy 8 lat i moge powiedziec ze czesto nie cwiczylem moze 1 raz w tygodniu, za to osiagnelem wiele sukcesow. Szachy to gra w ktorej czlowiek oblicza posuniecia swoje i rywala czasami do 10 ruchow w przod. Takze pamiec fotograficzna jest tutaj najbardziej porzadana. Ogolnie patrzac na twoj blog widze ze sie bardzo postarales, jednak musze ci powiedziec ze ostatnio przestalem sie do niektorych czynnosci stosowac bo zajmuja bardzo duzo czasu np jak projektowaniu stron internetowych we Flashu poprostu brak czasu mojego zycia. Pozdrawiam

  2. Bartosz Zajaczkowski

    Wrzesień 19, 2008 @ 6:06 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Witam i dziękuję za wyrażenie opinii!

    Z tą pamięcią masz sporo racji. Oglądałem ostatnio film opowiadający o Susan Polgar, pierwszej kobiecie, która zdobyła szachowy tytuł Arcymistrza. Podobno właśnie dzięki niesamowitej pamięci, która co ciekawe nie wynikała z genetycznych predyspozycji, ale wieloletniego treningu. Pozdrawiam!

  3. andsol

    Październik 14, 2008 @ 3:12 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Bartoszu, skoro są tak zaawansowane badania nad rozdziałem słów uznania dla czynników genetycznych oraz kulturowych, to chyba nie popełnię grzechu zacofaństwa i zaprzaństwa jeśli z lekkim wahaniem spojrzę na Twój
    hymn dla pracowitości. Ale zgadzam się, że nawet jeśli w środku są drobne wahania, to warto grać na tym instrumencie, bo to niesie nadzieję i inspirację i nie pozwala na wymigiwanie się od ciężkiej systematycznej pracy.
    Dlatego podrzucę argumencik popierający wyrażone przez Ciebie przekonanie, ale ma on lekkie elementy plotkarskie, więc pozwól, że nie zadbam o personalia, które zresztą dociekliwy bez trudu by ustalił.

    Jednym z momentów podniesienia jakości przez mój instytut nastąpił gdy X., z tytułami i sławą, postanowił odejść z Universidade de São Paulo i przyjść do nas. Nie wszystkie motywacje były naukowe, ważne, że on i jego kontakty przyszły tu. Odnosiłem wrażenie, że postępy przychodzą mu łatwo, ale dawało do myślenia, że nawet późnym wieczorem nie warto było dzwonić do niego do domu, a na komórkę, bo do nocy siedział w instytucie.

    Kiedyś dostałem jakąś grubą tekę papierzysk, nieuchronne na uniwerku postępowania administracyjne, których nikt nie uniknie w tym kraju. Musiałem wyrazić opinię o sensowności jakiegoś projektu. Zerknąłem na wstęp historyczny i pomyślałem: „no nie, to chyba zmyłka maszynowa, zapewne zaczął pracować nad tym w 1996 a nie w 1986. Sprawdziłem w Sieci. Rzeczywiście, od dwudziestu lat siedzi nad tą tematyką. Czyli jakie by nie były jego naturalne talenty, światowe uznanie jako specjalisty w owej dziedzinie ma związek z długimi latami systematycznych powrotów do tematu…

  4. Bartosz Zajaczkowski

    Październik 15, 2008 @ 10:37 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    @ANDSOL: Witaj ponownie! :)

    Masz rację, że wiele badań wskazuje na niezwykle istotny czynnik naturalnych lub kulturowo wygenerowanych predyspozycji do pewnych dziedzin. Świetny genetyczno-regionalny przykład stanowią kenijscy maratończycy, wywodzący się ze pewnego szczególnego regionu, ale nawet oni spędzają całe dnie na bieganiu doskonaląc „swój warsztat”. Twój „plotkarski” przykład jest dla mnie podwójnie wartościowy, bo po pierwsze nie ma związków ze sportem, a tylko takimi „fizycznymi” przykładami jak dotąd dysponowałem. Po drugie jako ktoś komu chodzi po głowie naukowa ścieżka kariery, chętnie korzystam z tego typu historii, żeby się pozytywnie motywować do pracy. :)

    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Krzysztof Ostrowski

    Luty 6, 2009 @ 11:08 am (LINK DO KOMENTARZA)

    Witam, całkiem przypadkiem „wpadłem” na ten post/artykuł… Bardzo fajne, naukowe, podejście do tematyki szeroko opisywanej w wielu książkach dot. psychologii sukcesu (eh… żeby chociaż połowa tych książek, była tak poparta faktami, jak Twój wpis). Dodaję bloga do ulubionych i obiecuje powracać!

    A tak wracając do tematu… Jeśli się nie mylę, to Brian Tracy, poszedł nawet dalej niż reguła 10 lat, twierdząc, że każdy z nas spędzając godzinę dziennie, przez 7 lat, na zgłębianiu wiedzy w nowej dla siebie dziedzinie, jest w stanie stać się światowej klasy ekspertem. Nie jestem pewien (szczerze, to nawet wątpię) czy jest to poparte jakimikolwiek badaniami, ale tak mi się przypomniało czytając o regule 10 lat.

    Pozdrawiam!

  6. Orest Tabaka

    Luty 6, 2009 @ 1:05 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Krzysztof:
    Ja pójdę jeszcze dalej i powiem, że podobnym sposobem (1-2 h dziennie) można w ciągu roku czy dwóch stać się osobą ponad przeciętną w danej dziedzinie. Bierze się to stąd, że nie ma u nas specjalizacji i wiele osób ma tytuł specjalisty tylko w nazwie stanowiska.

    Z obserwacji i własnego doświadczenia. I szkoda, że głośno się o tym nie mówi, bo wciąż zbyt wiele osób ma wyobrażenie, że trzeba latami siedzieć w książkach by zacząć coś znaczyć :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  7. Bartosz Zajaczkowski

    Luty 6, 2009 @ 3:19 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    @KRZYSZTOF: Witaj na blogu!
    Brian Tracy oczywiście znacznie upraszcza całą sprawę, ale czyni to w słusznym celu – zachęcenia do działania. To bardzo dobra metoda… przecież chodzi o godzinę dziennie. Każdy może wygospodarować godzinę dziennie. Tylko godzinę… a dzięki temu za (tu pewien okres czasu) będziesz (tu cel… np. milionerem, geniuszem, specjalistą…). Czyli w sumie nic nie robiąc (no bo co to jest godzina), możesz osiągnąć sukces. Tracy na pewno opiera się na badaniach naukowych, ale liczby które cytuje są dość okrągłe. Widać, że chodzi mu przede wszystkim o efekt psychologiczny i moim zdaniem udaje mu się go osiągnąć.

    Dla samych liczb warto zajrzeć do prac stricte naukowych. W jednym z numerów Świata Nauki (polska edycja Scientific American) – (181) z września 2006r, był artykuł „Umysł Mistrza” autorstwa Philipa E. Rossa, w którym pokazuje on czarno na białym rezultaty badań w powyższym temacie (pisze też m.in. regule dziesięciolecia). Interesująca lektura, polecam szczególnie szachistom :)

    W ogóle to bardzo cieszę się, że spodobał Ci się powyższy artykuł. Mam nadzieję, że będziemy mogli wymienić poglądy jeszcze przy niejednym komentarzu. :)

    @OREST: Ciekawe to co piszesz, bo ja często miewam wrażenie, że bardzo wiele osób myśli dokładnie odwrotnie. To znaczy, uważa że wcale nie trzeba siedzieć wiele lat w czymś, aby być specjalistą i móc to robić.

    Choćby nie wiem ile czytał, to nie zrobisz z takiego człowieka specjalisty w rok. Chyba, że masz na myśli takiego specjalistę jak w starym studenckim dowcipie: „Jak widzę jaki ze mnie inżynier, to się boję pójść do lekarza.” :)

  8. Orest Tabaka

    Luty 6, 2009 @ 6:33 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Bartek:
    Zależy jakim specjalistą – jeśli takim co ma tylko taki napis w nazwie stanowiska, to jest jak w przytoczonym przez Ciebie dowcipie. I takich specjalistów wielu, którzy jeśli już dostaną posadę to się niespecjalnie chcą rozwijać.

    Ja wspomniałem o osobach, które w danej dziedzinie mogą być ponadprzeciętne po roku czy dwóch systematycznej nauki. To wciąż pewnie będzie mało, by zostać specjalistą z prawdziwego zdarzenia, lecz będzie wystarczające by przebić o głowę tych specjalistów tylko z nazwy. Stąd gdy mam możliwość to zachęcam ludzi do w miarę systematycznego rozwoju w wybranym przez siebie obszarze :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  9. Krzysztof Sornat

    Czerwiec 11, 2009 @ 10:51 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    Cześć,
    bardzo fajny wpis. Ja mam kilka przykładów sportowych potwierdzających tę regułę. Kilku moich kolegów, którzy w gimnazjum zawody biegowe kończyli jako jedni z ostatnich. Po kilku latach osiągali czas około 3h w maratonie i ukończyli Selekcję. A wtedy wydawało się, że nie mają kompletnie talentu. Mój przypadek jest podobny :)
    Chociaż przykład Lance Armstronga pokazuje, że talent też ma duże znaczenie. Czytałem w jego książce, że jego organizm jest niezwykle przystosowany do długiego i intensywnego wysiłku – bodajże chodziło o wysoki próg tlenowy.
    Z niesportowych – przykład Kamila, który w liceum był bardzo nieśmiały. Jednak nie przeszkodziło mu to znaleźć inwestora i założyć http://www.timecamp.com i już trudno powiedzieć, że jest nieśmiały :)

    Pozdrawiam
    Krzysiek

  10. Mariusz Orzelski

    Styczeń 12, 2010 @ 12:32 pm (LINK DO KOMENTARZA)

    „Badania” Briana Tracy zdaje się opierają się na prostej obserwacji: jeżeli większość ludzi czyta w ciągu roku 1-2 książki (ciekawe jakiego typu) a ty przeczytasz 52 to wyprzedzisz w wiedzy większość. Także aktywne studiowanie (czytanie) ukierunkowane na cel jest niezwykle skuteczne w zyskiwaniu kompetencji. Zwrócę od razu uwagę na fakt UŻYWANIA i STOSOWANIA wiedzy. Tak wielu ludzi ma wiedzę z której nic nie wynika dla innych i tym samym dla nich samych też niewiele (no, może więcej). No i jeszcze jedno: najważniejsze jest używanie i STOSOWANIE ROZUMU – najczęściej wiedza nie daje odpowiedzi. W tym „przeuczeniu” czasem trudno znaleźć rozumnego człowieka, który żyje zgodnie ze swoimi pragnieniami i sercem. Polecam więc gorąco uczenie się rzeczy, które podnoszą jakość Twojego życia.
    Pozdrawiam,
    Mariusz



Dodaj swój komentarz

Dodając komentarz akceptujesz Politykę Prywatności.