Archiwum kwiecień, 2008

Czyżby nadszedł koniec dodawania jabłek i gruszek?

W bibliotece

2nd order differential equation by recurrence

W ostatnim numerze Science (25 kwietnia 2008, vol. 320. no. 5875, pp. 454 - 455) pojawiła się interesująca publikacja, której autorzy twierdzą, że podczas studiowania zagadnień matematycznych, „rzeczywistość” lepiej zostawić w spokoju, a skoncentrować się na abstrakcyjnych symbolach. Wyniki ich badań dowodzą, że skuteczność powszechnie stosowanej metody tłumaczenia abstrakcyjnych zagadnień na bazie na życiowych przykładów, jest jedynie mitem.

Generalnie uważa się, że abstrakcyjne problemy najłatwiej przekazać korzystając z rzeczywistych powszechnie rozumianych przykładów. Aby wyjaśnić teorię prawdopodobieństwa większość nauczycieli sięga po sześcienną kostkę. Dzieci uczą się dodawać licząc jabłka i gruszki. Ułamki w amerykańskich szkołach tłumaczy się (podobno) na przykładzie krojenia pizzy na kawałki. Wszystko z założenia, że intuicyjnie rozumiejąc zasady obowiązujące w przypadku rzeczywistych sytuacji i obiektów, student będzie w stanie zrozumieć i zastosować tą samą zależność do rozwiązania innego podobnego zagadnienia.

Okazuje się, że być może studenci szybciej są w stanie przyswoić sobie dane zagadnienie odnosząc je do wziętego z życia przykładu, niestety zdecydowanie trudniej przychodzi im zastosowanie tak zdobytej wiedzy do rozwiązywania całkowicie nowych problemów. Opanowując materiał uczniowie za bardzo koncentrują się na zbytecznej informacji dodatkowej, a istota przekazu (np. reguła matematyczna) często przepada w gąszczu dodatkowych nie związanych bezpośrednio z zagadnieniem informacji (pizza z szynką czy z salami?).

Jak zostały przeprowadzone badania? Autorzy zaprosili do „zabawy” grupę osiemdziesięciu studentów (ale jak sami sugerują ich wyniki mogą równie dobrze odnosić się do dzieci w szkołach podstawowych), których podzielono na cztery podgrupy uczące się na cztery różne sposoby. Do opanowania były reguły prostej zabawy w sumowanie. Pierwszy zespół opierał się wyłącznie na symbolach abstrakcyjnych (kółko + kółko = romb, romb + kółko = flaga, itd.). Drugi uczył się na podstawie jednego „życiowego” przykładu (kubek napełniony w jednej trzeciej + kubek napełniony w jednej trzeciej = kubek napełniony w dwóch trzecich, kubek napełniony w dwóch trzecich + kubek napełniony w jednej trzeciej = pełny kubek, itd.), kolejny zespół dwa różne „życiowe przykłady”, a ostatni czwarty – trzy.

Po etapie nauki i testowania, który trwał tyle samo dla wszystkich grup, uczestnicy eksperymentu otrzymali do rozwiązania problem (zobacz przykładowe reguły i zadanie do rozwiązania @New York Times). Podstawową informacją było, że problem należy rozwiązać w oparciu wcześniej opanowane reguły. I to właśnie wyniki tego drugiego zadania pokazały olbrzymie różnice. Grupa posługująca się symbolami abstrakcyjnymi miała o kilkanaście procent więcej poprawnych odpowiedzi niż pozostałe. Co więcej dodatkowy eksperyment pokazał, że wytłumaczenie zagadnienia za pomocą życiowego przykładu, a dopiero w drugiej kolejności w oparciu o symbole abstrakcyjne, poprawia wprawdzie ostateczny wynik testu, ale i tak taka grupa wypada gorzej od grupy, która od początku uczyła się wyłącznie na symbolach!

Sprawa jest ciekawa, ale trudno prorokować jak te wyniki przełożą się na programy nauczania lub na metody nauki własnej. Jeśli będą jakieś zmiany to pewnie nieznaczne. Czas pokaże.

Tych, którzy nie mają niestety dostępu do artykułu w Science, zachęcam do przeczytania:
Study Suggests Math Teachers Scrap Balls and Slices (@New York Times)

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Studenci też mogą publikować

Każdemu komu przychodzi do głowy pójście na studia doktoranckie, staje wcześniej czy później przed problemem oceny dorobku naukowego. Jeszcze nie tak dawno, studenci, poza prawdziwymi wyjątkami, nie mieli specjalnych możliwości na publikowanie swoich prac. Chyba, że zostali zaangażowani w prace badawcze przez swoich profesorów lub promotorów, którzy uwzględnili ich współautorstwo.

Swego rodzaju przełomu w zakresie aktywnego angażowania studentów w pracę naukową z przełożeniem na dorobek naukowy dokonał Oxford University Press, tworząc całkiem nowe czasopismo Bioscience Horizons - The National Undergraduate Research Journal. To co wyróżnia je na tle innych czasopism naukowych to fakt, że publikacje w nim zawarte są w zasadzie zredagowanymi w formie artykułów pracami magisterskimi (final projects) wybranych studentów brytyjskich i irlandzkich uniwersytetów. Zgłoszone prace przechodzą pełną procedurę kwalifikacyjną typową dla czasopism naukowych i są w normalny sposób recenzowane. Celem całego projektu jest większe zaangażowanie studentów w rzeczywistą pracę naukową. Ukazał się właśnie pierwszy numer (Bioscience Horizons volume 1, number 1, March 2008) i jest w całości dostępny online (także pełne teksty).

Warto dodać, że my nie jesteśmy wcale gorsi. Podobną, choć nieco innej kategorii inicjatywę już jakiś czas temu podjęła Politechnika Wrocławska, tworząc Konferencję Naukową Studentów. Jest ona normalną, pełnowymiarową konferencją naukową, podczas której studenci mogą przedstawiać swoje projekty oraz wyniki swoich badań. W tym roku odbędzie się już jej szósta edycja, przygotowania do której właśnie trwają.

Oby więcej takich inicjatyw.

Informacje o Bioscience Horizons znalezione via zenSCI.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

A może zostań inżynierem?

Zostań inżynierem!

Kilka miesięcy temu portal Gazeta.pl doniósł o dramatycznym spadku zainteresowania młodych ludzi studiami technicznymi. Wygląda na to, że problem, który trapił głównie zachodnie kraje, teraz pojawia się i na naszym podwórku. A ponieważ bez inżynierów i naukowców współczesna cywilizacja długo nie pociągnie, trzeba będzie znaleźć jakieś rozwiązanie.

Tymczasem, można zacząć od kręcenia filmów promocyjnych, takich jak ten przygotowany przez CELSOC (Consulting Engineers and Land Surveyors of California), skierowany do uczniów amerykańskich szkół średnich, zachęcający do podjęcia studiów technicznych i zostania inżynierem…

So, what’s missing?

Zobacz także:
What engineers do? (@CELSOC)
Greatest Engineering Achievements of the 20th Century
Can you be an engineer? (@YouTube)

I jeszcze inżynier na wesoło:
The Knack (from Dilbert) (@YouTube)
Code Blue (from Dilbert) (@YouTube)

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Leo Babauta - Wywiad z autorem blogu Zenhabits

Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy trafiłem na blog ZenHabits. Było to mniej więcej w marcu 2007 roku. Wtedy jeszcze nie był tak popularny i rezydował pod innym adresem. Dziś jego autor Leo Babauta, jest jednym z najpopularniejszych twórców blogów poświęconych rozwojowi osobistemu, upraszczaniu życia i poszukiwania jego znaczenia. Posiada oszałamiającą liczbę ponad 53 tysięcy wiernych czytelników (z czego część także w Polsce)! To właśnie między innymi dzięki ich wsparciu ZenHabits został wyróżniony przez serwis Performancing tytułem Best Overall Blog of 2007. Niedawno Leo Babauta założył dwa inne blogi (Write to Done oraz Leo Runs), także systematycznie zyskujące na popularności oraz przeszedł na zawodowstwo – zaczął blogowaniem zarabiać na życie.

W ubiegłym tygodniu przekroczyłem symboliczne pięćdziesiąt wpisów na tym blogu i aby niejako uczcić ten fakt, postanowiłem zrobić coś wyjątkowego. Skontaktowałem się z Leo i zaproponowałem mu krótki wywiad, na który, ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, chętnie wyraził zgodę! Dla wygody wszystkich czytelników całość jest w dwóch językach angielskim i polskim. Aby wybrać preferowaną wersję wystarczy kliknąć w przycisk z flagą.

I know that you have many fans in Poland as well, but could you tell a few words about yourself to the people who aren’t familiar with your works?

I’m just a regular guy (34 years old, married, father of six) who discovered the power of small habit changes and simplicity a couple of years ago, and it transformed my life. I quit smoking in November 2005 and then used that success to take up running. From those two habit changes, I learned some amazing things. Within a year, I had run a marathon. I had doubled my income, become a vegetarian, become organized and productive, started waking at 5 a.m., began eliminating my debt, lost weight, and started a blog.

Today that blog is one of the Top 50 blogs in the world, because I’ve been able to connect with others looking for that kind of change in their lives. Looking for simple, uncluttered lives filled with happiness and meaning. I live on Guam and spend every day with my children, with my wife, with my writing, my reading and my running.

When I started to read your articles I was amazed by your determination to simplify your life in every manner. Do you remember how it started? When you told yourself “enough” and “I have to make it simple”.

I read a book called “Simplify Your Life” by Elaine St. James (highly recommended). Her simple message appealed to me, and I looked around and found that I was doing too much, had too much clutter in my life, and was too focused on material things and on work instead of what mattered most to me. It’s been a long process of simplifying, but today I can honestly say that I lead a very simple and happy life.

On zenhabits.net you share very interesting and sometimes ground shaking ideas concerning everyday life. I have started to practice morning runs after reading your posts about morning routine and how you prepared to marathon. What about the other people? Do you get feedback from your readers that you somehow influenced their lives? How it feels to motivate people to become healthier and better?

I’m glad if I inspire people, because my readers inspire me to do better every day. It’s a two-way process. I get emails and comments every day from people who say that I’ve changed their life in some positive way, and it is tremendously gratifying for me. It makes all my work worth it, a thousand times over.

Polish blogs are constantly evolving and often pattern some ideas and concepts after the American blogosphere. Could you give us a hint, based on your experience, which things or subjects should be avoided? Did you ever make a decision about some changes to your blog or committed an article that you regret today?

I don’t regret things that I’ve written because I’ve remained true to myself. My advice is to forget about making money, because then you just worry about how much money you’re making. Instead, focus on writing things that come from within you, focus on loving your writing, focus on writing very useful posts that appeal to many readers. If you do that, it doesn’t matter if you make money or get a million readers — you will be happy with what you do, and that matters most.

It seems that it is to early to become full time freelancing blogger in Poland like you have recently. Could you tell our readers in a few words how did you manage to produce such high quality content over the years while working and supporting your family at the same time?

Well, I’ve actually only been doing it since January 2007. How have I written with high quality? I learn from everything I do — from running to writing to parenting to saving money — and I figure out what has worked for me, and I try to share that with my readers as much as possible. I think that learning from the experiences of others is very very useful. How do I still make time for my family? I make them a priority. Their time comes first, and the blogging comes second. So with the little time I have left for blogging, I try to make the most of that time.

How it is to be full time blogger? How do you work now? What is your daily working routine?

My day is much simpler these days. I do my exercise in the morning, and then write. I write for my blog and write my book. Then I finish by the early afternoon and focus on my wife and kids for the rest of the day. It’s a very rewarding life.

Tell us a little about your goals. Where do you see yourself and your blog in a couple of years?

I just want to keep doing what I’m doing and continue to enjoy my writing and connecting with readers. I don’t have any specific goals
– I just try to have fun and write the best stuff that I can. :)

Leo Babauta@ZenHabits

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Egzamin magisterski 100 lat temu

Czytając biografię Nielsa Bohra, noblisty i jednego z największych uczonych XX wieku, natknąłem się na bardzo ciekawy opis zdawanego przez niego egzaminu magisterskiego (na Uniwersytecie Kopenhaskim). Ponad wiek później egzaminy i obrona pracy magisterskiej wyglądają całkowicie odmiennie. Zobaczcie sami…

(…)
Liczba studentów, którzy otrzymywali tytuł magistra, była najwyraźniej bardzo mała. Od 1848 roku, kiedy to Uniwersytet zaczął przyznawać ten stopień, do 1916 roku, (…) zdawało konieczne egzaminy średnio trzech lub czterech studentów rocznie. W tych latach egzaminy magisterskie były sprawą poważną (…). Wiemy zatem, jakie zadanie stało przed Nielsem: trzy dni zajęć laboratoryjnych, osiem godzin każdego dnia, jeden dzień - doświadczenia chemiczne, dwa dni - doświadczenia fizyczne, to wszystko we wrześniu 1909 roku. W październiku trzydniowy egzamin pisemny, bez możliwości korzystania z książek - jeden problem dziennie, dwa problemy z matematyki, jeden z fizyki. (…) Przed przystąpieniem do egzaminu, pod koniec czerwca, Bohr musiał przedłożyć pracę, “store Opgave” (duży problem), czyli w istocie rozprawę magisterską, na której napisanie miał sześć tygodni. (…)

Na podstawie książki Abraham Pais - Czas Nielsa Bohra.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Od czego zacząć organizowanie się?

W bibliotece

Moleskine by eston

Nie tak trudno odnaleźć dobre poradniki na temat zarządzania własnym czasem (choćby słynny Get Things Done, Davida Allena), albo o wiele prostszy i bardziej przystępny dla początkujących Zen to Done autorstwa Leo Babauta. Problem w tym, że wprowadzenie u siebie tego typu systemów zarządzania i organizacji pracy bywa dosyć skomplikowane, wymaga czasu i sporego zaangażowania (do czarnego pasa w GTD podobno dochodzi się w dwa lata). Wiele osób dość szybko się zniechęca, ponieważ wprowadzane zmiany i ułatwienia, zwykle przysparzają więcej kłopotów niż praca, którą miały nam ułatwić. W efekcie zamiast mieć więcej czasu jest go mniej i misterny plan zorganizowania się rozsypuje się jak domek z kart.

Poniżej dla najbardziej niezorganizowanych przedstawiam sposób na postawienie pierwszy krok na drodze do ładu i porządku. Cztery punkty, które pomogą okiełznać chaos. Warto spróbować przez miesiąc stopniowo wdrażać poniższe czynności, a wymierne korzyści staną się odczuwalne szybciej niż można by się spodziewać.

1. Zarezerwuj trochę czasu po południu na przygotowanie planu na dzień kolejny oraz poranek na jego szybkie przeanalizowanie.
Dobre jest zastanowić się naprzód co właściwie jest do zrobienia. Zbudowanie listy spraw na kolejny dzień może zaowocować ich optymalizacją (np. skoro pewne rzeczy można załatwić w jednym budynku nie trzeba tam chodzi wielokrotnie, można wszystko załatwić za jednym podejściem). Przygotowując listę wieczorem możemy o czymś zapomnieć, dlatego dobrze jest przejrzeć ją ponownie rano (robię to zwykle przy porannej kawie) dysponując świeżym wypoczętym umysłem i wprowadzić ewentualne poprawki.

2. Zminimalizuj ilość kanałów napływu informacji.
Trudno opanować przepływ informacji, jeżeli jesteśmy nimi zalewani z wielu różnych stron, dlatego pierwszym krokiem na drodze do przezwyciężenia chaosu powinno być ograniczenie ilości źródeł informacji. Dlatego:

  • rób wszystkie notatki w jednym podręcznym notesie opatrując każdy wpis datą - koniec ze stosem małych kartek pałętających się po wszystkich zakamarkach,
  • przygotuj sobie jedno osobne miejsce (pojemnik, szufladę itp.) na wszystkie papierowe dokumenty które lądują na Twoim biurku,
  • skonfiguruj jeden program pocztowy (lub skrzynkę, np. Gmail) tak, aby odbierał pocztę ze wszystkich pozostałych skrzynek,
  • załóż sobie jeden specjalny folder w którym będą lądować wszystkie nowe pliki jakie pojawią się w Twoim komputerze,
  • jeżeli musisz systematycznie (np. codziennie rano) sprawdzać informacje na określonych stronach internetowych załóż sobie jeden osobny katalog linków w ulubionych zawierający adresy tych stron. A najlepiej tam gdzie to możliwe korzystaj z agregatora RSS.

3. Stosuj zasadę dwóch minut.
Wspominałem już o tej zasadzie przy okazji pisania o optymalizacji korzystania z poczty elektronicznej. Generalnie, jeśli jakiś rozwiązanie problemu lub wykonanie zadania zajmuje mniej niż dwie minuty, należy zrobić to natychmiast. Dzięki temu unika się nagromadzenia drobnych spraw odciążając umysł i umożliwiając mu zajęcie się bardziej absorbującymi problemami.

4. Każdy śmieć od razu eliminuj ze swojego otoczenia.
Masz na biurku starą fakturę lub rachunek sprzed dwóch lat? Nie przechowuj go tylko od razu wyrzuć (uwaga na dane osobowe!). To samo dotyczy reklamówek, starych zdezaktualizowanych notatek itp. Dobrym pomysłem jest wprowadzenie jakiejś metody zarządzania obiegiem papieru, a nawet wyeliminowanie papieru tam gdzie jest niepotrzebny. Ale śmieć to nie tylko papier. To także niepotrzebne maile, załączniki, stare pliki. Jeżeli coś jest już przedawnionym śmieciem, od razu eliminuj to ze swojego otoczenia. Bardzo szybko okaże się, że ogarnięcie wszystkiego dookoła nie jest tak trudne jak mogło by się wydawać.

Kolejne zmiany należy wprowadzać konsekwentnie, ale stopniowo. Postęp, poczucie większej kontroli oraz dodatkowy wolny czas na inne rzeczy (np. hobby), wpływają pozytywnie na samopoczucie, obniżają poziom stresu oraz motywują do dalszych kroków w stronę lepszej organizacji pracy.

Bez względu na wszystko najważniejsze są efekty pracy. To one zapewniają środki do życia. Jeżeli czujesz, że wprowadzane zmiany bardziej szkodzą niż pomagają – zwolnij, ale nie rezygnuj. Najważniejsze to podjąć decyzję, postawić pierwszy krok i dążyć do celu z determinacją. W dłuższej perspektywie jest to ścieżka do sukcesu.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze


« Poprzednie wpisy