Jak ćwiczyć pamięć do twarzy i nazwisk

Students

Grand Central by Geoffrey van Dijk

Czy masz problem z zapamiętywaniem twarzy i nazwisk poznawanych osób? Ja mam i to dość spory, szczególnie w bardziej ruchliwych okresach roku akademickiego, kiedy to poznaję dziesiątki nowych ludzi. W zasadzie jest to jeden z bardziej charakterystycznych elementów pracy na uczelni - co rok nowa grupa studentów do zapamiętania. Choć ostatnio muszę przyznać idzie mi coraz lepiej…

Na zapamiętywanie twarzy i nazwisk generalnie jest jedna dobra metoda… powiązać tę informację metodą skojarzeniową z jak największą ilością innych (koncepcja zaczerpnięta wprost z holistycznych metod nauki). Przykładowo, zwrócić uwagę na charakterystyczne elementy wyglądu (nietypowe okulary, pieprzyk, kolor włosów), podobieństwo do znanej postaci, ale także zachowanie, sposób mówienia itp. Ewentualnie można wyobrazić sobie kartkę z imieniem i nazwiskiem przyklejoną do czoła danej osoby, itd. W zależności co kto lubi i jaką szkołę stosuje…

Życie pokazuje, że selektywny trening danej umiejętności często jest jednak niewystarczający. Weźmy na przykład piłkarzy. Oprócz ćwiczeń technicznych umiejętności gry w piłkę, spędzają oni dodatkowo sporo czasu biegając (kondycja) lub trenując na siłowni (siła), do tego odpowiednio się odżywiając. Te wszystkie ćwiczenia pomagają im osiągnąć optymalną formę. Z pamięcią jest podobnie. Aby łatwiej i skuteczniej zapamiętywać nazwiska i twarze nie wystarczy po prostu starać się zapamiętywać nazwiska i twarze. Prawie wiek temu Warren Hilton napisał jak ważny jest ciągły trening spostrzegawczości oraz pamięci. W swojej książce “The Trained Memory” podał kilka sposobów jak skutecznie to robić.

  1. Przejdź się powoli przez pomieszczenie, którego nie znasz zbyt dobrze. Następnie usiądź i stwórz listę wszystkich zapamiętanych przez Ciebie, znajdujących się w tym pomieszczeniu przedmiotów. Rób to ćwiczenie codziennie przez siedem dni, za każdym razem wchodząc do innego pokoju. Włóż w to serce, jakby twoje życie miało zależeć od tego ile obiektów uda Ci się zarejestrować. Na koniec tygodnia zdziwisz się jak duży uczyniłeś postęp.
  2. Idąc chodnikiem, uważnie obserwuj wydarzenia mające miejsce wzdłuż ulicy, rzeczy które usłyszysz oraz obiekty i wydarzenia, które zobaczysz. Dwie godziny później przygotuj listę na podstawie tego co zapamiętałeś. Rób to dwa razy dziennie przez dziesięć dni, a następnie porównaj uzyskane rezultaty.
  3. “Rzuć okiem” na mapę jakiegoś obszaru. Schowaj oryginał i postaraj się odtworzyć go z pamięci na czystej kartce. Jak skończysz, porównaj z wzorcem. Rób to często.
  4. Poproś kogoś aby przeczytał Ci zdanie z książki lub artykułu, a następnie głośno je powtórz. Rób to codziennie, stopniowo zwiększając długość tekstu od krótkich zdań do całych akapitów. Spróbuj określić granicę swoich możliwości. Możesz porównać swoje osiągnięcie z bliskimi lub przyjaciółmi.
  5. Wyrób sobie nawyk szczegółowego omawiania co wieczór wydarzeń, które miały miejsce w danym dniu. Sama perspektywa wieczornego “przeglądu” sprawi, że będziesz obserwować i rejestrować wydarzenia z dużo większą uwagą.

To właśnie dzięki ostatniej z powyższych metod Thurlow Weed (dziewiętnastowieczny amerykański polityk) stał się posiadaczem fenomenalnej pamięci. Jako młody człowiek z ambicjami politycznymi, borykał się z problemem szybkiego zapominania twarzy i nazwisk innych ludzi. Doris Kearn Goodwin w książce “Team of Rivals” napisała o nim:

“Zaniepokojony brakiem naturalnej zdolności do zapamiętywania nazwisk i umówionych spotkań, jednocześnie wierząc, że ‘polityk, który raz poznaje jakiegoś człowieka powinien zapamiętać go na zawsze’, Weed nieustannie trenował swoją pamięć. Każdego wieczoru spędzał piętnaście minut opowiadając swojej żonie, Catherine, wszystko co przydarzyło mu się w danym dniu, o wszystkich których spotkał powtarzając dokładnie słowa, które padły. Wieczorne treningi przyniosły skutek, a Weed wkrótce stał się znany jako posiadacz fenomenalnej pamięci.” (tłumaczenie własne - źródło)

Jak widać… to działa. Dlaczego więc nie spróbować?

Na podstawie Warren Hilton, “The Trained Memory”, 1920.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Trenuj jak Bruce Lee

Przytoczony poniżej fragment odnosi się wprawdzie do treningu sztuk walki, ale taki upór, determinacja i poczucie celu, jaki reprezentował sobą Bruce Lee pozwala odnieść imponujący sukces w dowolnej dziedzinie życia. Dlatego cokolwiek trenujesz, bierz przykład z mistrza…

“Podczas kręcenia zdjęć w Hong Kongu na przełomie 1971 i 1972 roku, Bruce kazał przesłać sobie pocztą cały swój sprzęt oraz ekwipunek treningowy” wspomina Ted Wong, który poznał Lee w 1967 roku i ćwiczył z nim przez ponad sześć lat. “Chciał pozostać w formie, dlatego gdy zapakowaliśmy jego rzeczy nie było tam żadnych ubrań. Bruce powiedział, że może kupić sobie tanie ciuchy w Hong Kongu. Spakowaliśmy tylko jego ekwipunek treningowy. Kiedy zobaczył te wszystkie torby pełne sprzętu, zaśmiał się i powiedział: ‘Teraz dopiero to będę mógł potrenować’. (…) Bruce zawsze stawiał trening na pierwszym miejscu” mówi Wong. “Trenował bezustannie. Kiedy oglądał telewizję lub szedł do kina, wzmacniał kostki dłoni. Kiedy prowadził samochód, trenował chwyt. Jeśli szedł do księgarni, a droga prowadziła w górę, zawsze biegł. Nigdy nie tracił czasu.”

Skąd taka determinacja? Po pierwsze według Bruce’a Lee, trening był istotny ponieważ bez niego nie można wykorzystać pełni swoich możliwości. “Lee czuł, że nie będąc w formie, nie ma mowy o uprawianiu sztuk walki” mówi Wong. “Jeśli nie jesteś w formie, nie możesz być w 100% efektywny.” Po drugie, Bruce Lee zawsze stawiał sobie ambitne cele. “Chciał być najlepszy” mowi Wong. “Chciał być mistrzem sztuk walki.” I trudno nie zgodzić się, że nim był.

Większość ludzi kojarzy i pamięta Bruce’a Lee ze względu na jego nieomal nadludzkie umiejętności fizyczne, które wielokrotnie demonstrował w swoich filmach. Potrafił np. podciągnąć sie 50 razy na jednej ręce, złapać ziarenko ryżu w locie używając pałeczek, a jego uderzenia były tak szybkie, że pojawiały się trudności w zarejestrowaniu ich nagrywając z normalną prędkością 25 klatek na sekundę (poczytaj więcej o jego niesamowitych umiejętnościach). Oprócz tego przykładał olbrzymią wagę do rozwoju własnego umysłu. Studiował m.in. filozofię, psychologię oraz dramat. Jego prywatny księgozbiór liczył ponad 2500 książek z różnych dziedzin. Dużo myślał, jego wypowiedzi często miały charakter filozoficzny. Wiele doskonale wpisuje się w szeroko rozumianą problematykę rozwoju osobistego, dlatego przytoczyłem poniżej kilka cytatów.

Bruce Lee opowiada o swojej filozofii

  1. Czy zdajesz sobie sprawę, że to co myślisz jest obrazem Twojej rzeczywistości?

    “Staniesz się tym o czym myślisz.”

  2. Prostota, prostota, prostota… upraszczaj swoje życie w każdej dziedzinie, pozostaw to co jest naprawdę istotne.

    “Nie chodzi o codzienny przyrost, ale codzienny ubytek. Wyeliminuj wszystko to co jest zbędne.”

  3. Najwięcej o sobie, dowiesz się współpracując z innymi.

    “Poznać siebie, oznacza obserwować siebie w interakcji z innym człowiekiem.”

  4. Nie buduj barier. Nie twórz podziałów.

    “Nie zastanawiaj się kto ma rację, kto się myli, ani kto jest lepszy czy gorszy. Nie bądź ani za, ani przeciw.”

  5. Nie wystawiaj sobie oceny na podstawie subiektywnej opinii innych.

    “Nie żyję na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania, tak jak ty nie żyjesz po to aby spełniać moje.”

    “Popisywanie się, jest dla głupca wyobrażeniem chwały.”

  6. Działaj! Bądź proaktywny!

    “Do diabła z okolicznościami; Sam tworzę sobie możliwości.”

  7. “Jeśli spędzasz zbyt wiele czasu myśląc o czymś, nigdy tego nie dokonasz.”

  8. Bądź sobą!

    “Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, miej wiarę w siebie, nie poszukuj ludzi sukcesu po to aby stać się kopią ich osobowości.”

Naprawdę szkoda, że tak wszechstronny i inspirujący człowiek odszedł tak wcześnie.

Na podstawie Bruce Lee - The Power of the Dragon (by Justin Frost and Ted Wong) oraz Bruce Lee’s Top 7 Fundamentals for Getting Your Life in Shape (@Positivity Blog).

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Idź spać, a dopiero potem się ucz

Sen odgrywa istotną rolę w procesie zapamiętywania, ponieważ to właśnie w czasie snu następuje “posortowanie” zgromadzonych informacji i “przesunięcie” ich we właściwe obszary mózgu, gdzie zostaną zapamiętane. O tych i innych znanych faktach dotyczących snu można przeczytać przykładowo w serwisie psychologia.apl.pl.

Według nieco innych, nowszych badań, przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców, zdrowy mocny sen odgrywa istotną rolę w procesie przygotowania mózgu do rejestracji nowych informacji. Krótko mówiąc, niewyspany mózg gorzej się uczy i słabiej zapamiętuje. Opublikowane w Nature wyniki badań naukowców z Harvard Medical School w Bostonie nie pozostawiają wątpliwości. Niedobór snu w okresie poprzedzającym naukę, znacząco ogranicza zdolności naszego umysłu do bieżącego absorbowania nabywanych informacji. Inny artykuł w Current Biology Journal podkreśla także wpływ braku snu na jakość procesu zapamiętywania. Daje się zaobserwować pojawienie się luk w zapamiętywanym materiale oraz interferencję nowych informacji z już zapisanymi w naszym umyśle. Podsumowując, mając w planach dłuższą sesję naukową, zamiast przesiadywać całą noc przez telewizorem, komputerem lub nawet ucząc się, zdecydowanie o wiele lepsze rezultaty przyniesie porządny mocny sen. W innym przypadku, po kilku godzinach nauki to, co zdawać by się mogło mamy już dobrze opanowane, wyparuje z naszej pamięci.

W trafnym porównaniu Nicole Dudukovic z Uniwersytetu Stanford zauważyła, że tak jak maratończycy nie zagładzają się przed zawodami, tak samo my nie powinniśmy obniżać naszej sprawności intelektualnej pozbawiając się snu np. podczas przygotowań do egzaminu. Całonocny odpoczynek dodaje nam energii i poprawia nastrój. Pozwala sprawniej i szybciej myśleć oraz rozwiązywać problemy, a także efektywniej uczyć się i pracować. Nie należy się go zatem w żadnym przypadku pozbawiać, a potem próbować polegać na hektolitrach kawy i napojów energetycznych.

Co należy robić? Przede wszystkim lepiej organizować sobie czas na naukę i pracę umysłową w ogóle. Przychodzić na zajęcia wyspanym i wypoczętym. Nie chwytać za książkę kilka dni przed testem, zarywając kilka nocy. Lepiej poświęcić na to cały miesiąc w międzyczasie pozwalając własnemu umysłowi na lepsze przeanalizowanie i zarejestrowanie informacji oraz na zasłużony nocny wypoczynek. Jeśli potrzebujesz więcej czasu w ciągu dnia, pomyśl o porannym wstawaniu. Ma wiele zalet i możesz się bardzo zdziwić jak wiele pozytywnych stron może mieć szara codzienność oglądana z perspektywy poranka.

Na podstawie Sleeping Your Way to a Better Memory (@Psychology Today).

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Gretchen Rubin - Wywiad z autorką blogu Happiness Project

Zadowolony i zachęcony wynikiem pierwszego przeprowadzonego przeze mnie wywiadu z Leo Babauta, autorem blogu ZenHabits, postanowiłem kontynuować udane przedsięwzięcie. Tym razem mam przyjemność zaprosić Was do lektury wywiadu z Gretchen Rubin, pisarką i autorką innego bardzo popularnego blogu - The Happiness Project. Blog ten podobnie jak poprzedni zajmuje się zagadnieniem rozwoju osobistego, ale robi to w unikalnym kontekście - poszukiwania szczęścia w życiu. Pośród innych poświęconych produktywności i rozwojowi osobistemu blogów, podejście Gretchen wyróżnia się oryginalnością i świeżością, co zauważyło i doceniło wielu czytelników (patrz wysokie miejsce w rankingu Technorati - Top 10K).

Dwa tygodnie temu zaproponowałem Gretchen Rubin przeprowadzenie krótkiego wywiadu, niestety inne obowiązki odsunęły cały projekt w czasie. Dziś jest już po wszystkim i mogę z przyjemnością zaprosić wszystkich do lektury. Być może zachęci Was ona do bliższego zapoznania się z blogiem The Happiness Project i innymi pracami autorki.

Szkoda tylko, że nie zdążyłem z publikacją na 20 czerwca, który wg pokrętnych wyliczeń brytyjskiego psychologa Cliffa Arnalla był najszczęśliwszym dniem w roku.

Could you tell our readers, those who are not familiar with you and your works, a few words about yourself?

I’m a writer. I’m working on a book, THE HAPPINESS PROJECT, that’s an account of the year I spent test-driving the wisdom of the ages, the current scientific studies, and the tips from popular culture about how to be happy – I report on what works. As part of my work for my book, I also keep a blog, THE HAPPINESS PROJECT, where I write about my daily adventures in trying to be happier.

I’ve published three other books, plus three horrible novels that are safely locked away in a desk drawer!

I live in New York City with my husband and two young daughters.

So many people look for happiness in their lives and fail miserably. Yet, you have not only succeeded, but also continuously share your thoughts with people around the world! What do you think was the source of your success?

I think that the very fact that I’m sharing my thoughts with people around the world has made me happy. I’ve been able to connect with readers in an entirely way through my blog – something that didn’t really exist when I wrote my other books – and that has made me very happy. I get to hear people’s reactions and suggestions, and these exchanges have been immeasurably useful.

Looking for happiness in life seems to be complicated, never ending task, but you are somehow able to dig through enormous number of subjects ranging from personal development to teaching and even parenting. Could you give away the secret source of your inspiration?

Hmmm…interesting question. I think my core interest is human nature. I find human nature inexhaustibly fascinating, and all my books have been a different kind of examination of that issue. Happiness is an enormous subject within human nature, so it allows me the range to cover everything from nagging to clutter to mortality to love.

You have written hundreds of inspirational posts. If I ask you now to choose your three personal favorites (this should be easier than choosing just one), what would you answer?

Oooh, this is tough! But a fun question to consider. I would probably pick these three:

  1. In which I discover that everyone has a leading role; no one has a supporting role. Or rather, we’re all in both roles all the time.
  2. Seven tips for making yourself happier IN THE NEXT HOUR.
  3. A quiz–are you an over-buyer or an under-buyer?

You’re not only a blog owner. You are also an author of couple of books including biographies of John F. Kennedy and Winston Churchill! What made you to do that transition, I mean from professional author to professional blogger?

My blog is part of the work I’m doing for my next book, THE HAPPINESS PROJECT. I saw that blogging was a new tool for writers, as a way to connect with readers who are interested in the same subject. The tools that exist for bloggers are so excellent and easy that even a person like me – who has little technical knowledge or skill – can put together a blog that works well and that includes many features.

Happiness is a topic particularly well-suited to blogging. I’m not sure I would have been able to post every day when I was writing my biography of Winston Churchill. Or rather, I would have been able to write it, but I’m not sure my thoughts would have resonated with as many people. Happiness is a subject that concerns everyone – or, at least, I would argue, it OUGHT to concern everyone. So that makes it a great subject for a blog. It’s an enormous topic, of wide interest.

Tell us a little about your goals. Where do you see yourself and Happiness Project in a couple of years?

My book is due to come out in late 2009, and I hope that people will be interested in reading it, of course.

Even more important: I’ve become such a believer in all the strategies I used to make myself happier that I’m trying to persuade EVERYONE to undertake a happiness project. Every Friday, on my blog, I write suggestions for other people to consider for their own projects. Every person’s happiness project would look different, but I think everyone could benefit from the process of examining life and bringing about changes that boost happiness. So I hope that as the years pass, I will be able to encourage more and more people to take steps to help themselves to be happier.

Gretchen Rubin@Happiness Project

Also, take a look at The Years are Short (Gretchen Rubin’s one minute movie).

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Nauczanie “for dummies”

Students

Students at lecture by Goodimages

Największą różnicę pomiędzy drugim, a trzecim etapem kształcenia (czyli pomiędzy studiami magisterskimi, a doktoratem) stanowi obowiązek prowadzenia zajęć dydaktycznych. Może on obowiązywać od razu od pierwszego roku studiów doktoranckich, zwykle jednak świeżo upieczeni przyszli doktorzy, przez pierwszy rok realizują tzw. współudział dydaktyczny, pomagając doświadczonym wykładowcom np. poprzez przygotowywanie materiałów lub prezentacji na wykłady. Potem nie ma zmiłuj. Każdy musi stawić czoła tabunowi przyszłych inżynierów i magistrów. A stres jest ogromny… zwłaszcza na pierwszych latach, kiedy często zdarza się, że prowadzący są niewiele mądrzejsi, a bywa że i młodsi od swoich podopiecznych.

Pewien problem polega na tym, że startując z doktoratem często nie ma się żadnego przygotowania dydaktycznego. Rzadko ma się możliwość odbycia formalnego treningu w tym zakresie. Gorzej, często nawet młodzi doktoranci nie wiedzą czego się właściwie od nich oczekuje. Bo prowadzenie zajęć to tak naprawdę nie jest wyświetlanie slajdów, dyktowanie zadań i sprawdzanie “domówek”. Trzeba nawiązać kontakt na linii prowadzący - studenci. W przypadku np. zahukanych introwertyków, sytuacja może zrobić się doprawdy niewesoła. Dla studentów zresztą też…

Kto by nie chciał, aby po latach wspominano go w ten sposób jak Josh Waitzkin pisze w książce “The Art of Learning” o swoim pierwszym nauczycielu szachów Bruce Pandolfinim:

“Bruce (…) nie stawiał się w pozycji wszechwiedzącego, ale raczej próbował przyjmować rolę przewodnika w procesie mojego rozwoju, niźli autorytetu. Jeśli nie zgadzałem się z nim, różnica zdań przeradzała się w dyskusję, a nie w kazanie.

Bruce powstrzymywał moje zapędy zadając pytania. Kiedykolwiek podjąłem istotną decyzję, dobrą lub złą, zawsze nalegał abym omówił swój cały proces myślowy. Czy były inne drogi do osiągnięcia tego celu? Czy przyjrzałem się zagrożeniom stwarzanym przez przeciwnika? Czy rozważyłem inną kolejność wykonania czynności? Bruce nie traktował mnie protekcjonalnie - niektórzy nauczyciele potrafią tak bardzo unikać autorytaryzmu, że chwalą wszystkie decyzje ich małych graczy, dobre i złe. Ich intencją jest budowanie fundamentów pewności siebie, ale zamiast tego zniechęcają do obiektywności, zachęcają do pobłażania samemu sobie oraz, co jest chyba najbardziej destruktywnym zjawiskiem, budują nieszczerą relację pomiędzy instruktorem i uczniem, którą każdy bystry dzieciak potrafi bezbłędnie wyczuć. (…)

Większość naszych lekcji przebiegała w ciszy, w której obaj siedzieliśmy w zamyśleniu. Bruce nie chciał karmić mnie wiedzą, ale wspomóc rozwój mojego umysłu na drodze do dojrzałości.”

Wielu obarczonych obowiązkiem dydaktycznym, podobnie jak miało to miejsce w moim przypadku, poszukuje w bibliotekach i internecie wszelakich wskazówek. Chciałbym tu przedstawić kilka wskazówek, zainspirowanych przez “How to be a good teacher” (@Educated Being), które od dłuższego czasu stanowią dla mnie swoisty drogowskaz. Zawodowym nauczycielom poniższa lista może wydać się zbyt ogólna lub wręcz pocieszna, ale nawiązując do tytułu popularnej serii książkowej, została przygotowana raczej “for dummies”. Sądzę, że mi pomogła i chciałbym wierzyć, że pomoże innym postawionym znienacka w obliczu dydaktycznego obowiązku, po kilku latach stwierdzam zresztą, że całkiem, całkiem przyjemnego.
A więc do rzeczy…

  1. Pamiętaj, że tu nie chodzi o Ciebie, tutaj chodzi o nich - jesteś tu tylko po to, aby pomóc studentom nauczyć się tego co już wiesz i odkryć czego jeszcze nie wiesz. Nikt nie wie wszystkiego dlatego prowadząc zajęcia Ty też stajesz się studentem. Spróbuj stworzyć w klasie atmosferę nauki, a nie “nauczania”.
  2. Poznaj swoich uczniów - Wiedza o swoich studentach jest bardzo ważna. Nie można podchodzić do wszystkich w ten sam sposób, zakładając że każdy z nich to swego rodzaju tabula rasa po której przyszło Ci pisać. Każdy student ma swój własny bagaż wiedzy i doświadczeń. Każdy spogląda na świat w odmienny sposób. Świadomość tego pomoże Ci zrozumieć ich oczekiwania względem Ciebie i prowadzonych przez Ciebie zajęć.
  3. Spraw, aby poczuli się swobodnie - Tylko jeśli Twoi studenci czują sie komfortowo, tylko wtedy zdobędą się na odwagę aby zadawać pytania i wykazywać inicjatywę. W niesprzyjającej atmosferze, żaden nie zaryzykuje wypowiedzi, aby uniknąć zakłopotania i wstydu. Musisz stworzyć poczucie bezpieczeństwa oraz swobody wyrażania swoich myśli.
  4. Okaż szczerą pasję - generalnie studenci doceniają wykładowców, którzy z pasją podchodzą do swojego przedmiotu (nawet jeśli są bardzo, bardzo wymagający). Nigdy nie popełnij błędu zakładając, że studenci są ślepi i nie zauważą, że udajesz że lubisz to co robisz. Mogą nie znać, nie interesować się, a nawet nie lubić Twojego przedmiotu, ale na pewno nie są głupi. Mają swoje własne kryteria oceny i raczej nie zainteresują się czymś, do czego nawet Ty podchodzisz z lekceważeniem.
  5. Wyjaśnij im co będą z tego mieli - Każde zajęcia mają swój cel. Jeśli na samym początku przestawisz swoim studentom, czego chcesz ich nauczyć oraz jakie przyniesie im to korzyści, będą bardziej zmotywowani i tym chętniej będą pochłaniać kolejne partie materiału.
  6. Wyrażaj się jasno - Nawet będąc wybitnym ekspertem w swojej dziedzinie, jeśli nie będziesz potrafić komunikować się w sposób jasny i zrozumiały dla ludzi, nie posiadających Twojej wiedzy, nie zdobędziesz uznania w ich oczach. Ktoś kto mówi niezrozumiale, zazwyczaj sam do końca nie rozumie tematu.
  7. Nie bój się przyznać do niewiedzy - niektórym wykładowcom przyznanie się do niewiedzy przychodzi z ogromnym trudem. Zrobią wszystko, aby uniknąć konieczności odpowiedzi lub odbić pytanie z powrotem do studenta. Prawda jest taka, że studenci są bardzo spostrzegawczy. Wymigiwanie się spowoduje jedynie utratę Twojej wiarygodności. Lepiej już powiedzieć “Nie wiem, ale dowiem się i odpowiem na następnym wykładzie”. Oczywiście nie można zapomnieć wywiązać się z tej obietnicy. Z przymrużeniem oka… w anegdotach o naukowcach jest historyjka o tym jak z trudnymi pytaniami radził sobie Niels Bohr.
  8. Nauczaj z głębi serca - tak jak prezentacja to nie tylko folie w rzutniku lub slajdy w Power Poincie, tak samo zwykłe odtwarzanie materiału nie jest jeszcze prawdziwym nauczaniem. Prezentacja staje się dobra, kiedy autor włoży w nią część siebie. To samo dotyczy prowadzenia zajęć.
  9. Powtórz najważniejsze zagadnienia - Za każdym razem kończąc zajęcia zrób krótkie podsumowanie i wskaż studentom, które punkty z wykładu są Twoim zdaniem najważniejsze. Zwykłe zrzucenie na ich głowy tony materiału, bez wyraźnego ukierunkowania na to co jest ważne raczej nie spowoduje, że studenci będą się dobrze uczyć. Wszyscy wiedzą, że w pierwszej kolejności trzeba nauczyć się tego co prowadzący zaznaczył jako ważne (wg zasady “bo to na pewno będzie na teście/egzaminie”).
  10. Zadawaj właściwe pytania - Zadawaj takie pytania, aby można w nich było poczuć szczere zainteresowanie tym co myślą Twoi podopieczni i jak wiele się nauczyli. Takie pytania mogą odnosić się bezpośrednio do kluczowych zagadnień omawianych na zajęciach, ewentualnie prowadzić do otwartej dyskusji na dany temat.
  11. Ucz myśleć - Nauczanie nie polega na prostym przekazywaniu wiedzy. Do tego można wykorzystać książki lub inne materiały instruktażowe. Aby być lepszym nauczycielem, musisz postarać się zapewnić swoim studentom trochę intelektualnej przestrzeni, nauczyć ich samodzielnie myśleć i rozwiązywać problemy. Muszą nabyć umiejętność formułowania mających znaczenie wniosków oraz podejmować oparte na tych wnioskach właściwe decyzje.
  12. Doceń nakład pracy - Pamiętaj, że niektóre z Twoich poleceń mogą wymagać od studentów wielu godzin pracy. Zwracaj na to uwagę i kiedy trzeba doceń, ale tylko w tych przypadkach kiedy to była praca mądra, która przyniosła mądre, prawidłowe rezultaty. Zbyt często studenci oczekują zaliczenia tylko dlatego, że wykonanie danego rysunku lub napisanie artykułu zajęło im kilka dni.
  13. Słuchaj swoich podopiecznych - Słuchanie tego co mają do powiedzenia, pomoże Ci ich lepiej zrozumieć. Nie zgaduj, nie domyślaj się co siedzi w ich głowach. Nie przeszkadzaj im i pozwól samodzielnie to wyrazić.
  14. Zwracaj uwagę na emocje - Bardzo ważnym jest nauczyć się obserwować emocje skrywające się za przekazywaną treścią. To pozwala lepiej zrozumieć i współpracować ze studentami. Tylko wtedy można dowiedzieć się co naprawdę myślą o Twoim przedmiocie i jak dobrze się w nim czują.
  15. Każdy student jest inny - Ma inne przewagi i inne braki. Nigdy nie generalizuj w stylu “dzisiejsza młodzież się nie uczy”! Poznając lepiej swoich studentów, będziesz w stanie odnaleźć najlepszy sposób nauczania każdego z nich. Twoje zajęcia zawsze powinny zawierać coś odpowiadającego sposobowi nauki każdego studenta.
  16. Nie wykorzystuj swojej pozycji - Kontrolując warunki zaliczenia przedmiotu masz de facto władzę nad studentami. Nie wykorzystuj jej do udowadniania swoich racji. W ten sposób być może osiągniesz chwilowe posłuszeństwo, ale utracisz cały szacunek. Odbudowanie straconej reputacji może trwać całe lata.
  17. Nigdy nie przestawaj (się) uczyć - Tak jak nigdy nie przestawaj się uczyć, tak nigdy nie przestawaj uczyć innych. Kto zostaje nauczycielem raz, zostaje nim na całe życie. Tylko nie zapomnij nauczyć się nauczać.
  18. Szanuj swój podpis - wpisując ocenę do indeksu, zapisujesz ją na kartach historii. W ten sposób niejako ręczysz, że student posiada wiedzę na poziomie jej odpowiadającym. Bądź obiektywny i uczciwy, bo każda wystawiona ocena świadczy też o Tobie.

Taki wykładowca, to ideał w osiemnastu punktach, ale ideały są właśnie po to aby do nich aspirować. Z tego co widzę, to przede mną też jeszcze jest daleka droga. Tak na marginesie, to powyższe wskazówki odnoszą się nie tylko do wykładowców i studentów, ale także innych relacji mistrz-uczeń. Przy odrobinie wysiłku można je przenieść na grunt zarządzania ludźmi i coachingu. Tutaj można znaleźć więcej interesujących informacji na ten temat, przedstawionych w ujęciu bardziej biznesowym.

Obowiązek dydaktyczny, choć może być bardzo przyjemny, jest też bardzo czaso- i pracochłonny. Choć ciągłe obcowanie z młodymi ludźmi zapobiega psychicznemu “zramoleniu”, to zwykle trzeba odstawić na bok własną naukę, prowadzone badania i wiele innych spraw. Do tego łatwo się pomylić, pogubić, speszyć, wygłupić… Dlatego na koniec mam taką prośbę, do wszystkich obecnie studiujących, abyście dali doktorantom trochę fory… zwłaszcza, że wielu naprawdę mocno stara się wypaść przed wami jak najlepiej.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze

Zastanawiaj się trzy godziny dziennie

Donald Trump jest postacią jedyną w swoim rodzaju. Miliarder, showman, właściciel Donald Trump Organization zajmującej się szeroko rozumianymi inwestycjami w nieruchomości (wieżowce, pola golfowe itp.), ale także producent telewizyjny (Miss Universum, reality show The Apprentice)… długo by wymieniać. Kiedy ludzie tego typu zaczynają dzielić się swoimi doświadczeniami, warto posłuchać. Nigdy nie wiadomo czy nie uda nam się wychwycić czegoś co może się nam przydać. Oto co Donald Trump ma do powiedzenia na tematy, o których między innymi opowiada ten blog (o wczesnym wstawaniu, pasji czytania oraz potrzebie codziennej refleksji) w swojej książce: Donald Trump i Meredith McIver “Trump: How to get rich”. Ukazała się w Polsce pod tytułem “Jak zostać bogaczem - kulisy życia miliardera” (wydawnictwo Focus).

“Zdałem sobie sprawę, jak bardzo potrzebuję pewnej dawki spokoju - najczęściej około trzech godzin dziennie - żeby utrzymać równowagę psychiczną. Jest to czas, który poświęcam na lekturę i refleksję, a jego efektem są wigor i werwa. W ten sposób zasilam drzemiącego we mnie ekstrawertyka.
Poranek jest dla mnie najlepszą porą na ten rodzaj refleksji. Jestem rannym ptaszkiem, wstaję najpóźniej o piątej rano, co daje mi kilka godzin na przegląd gazet i czasopism - lokalnych, krajowych i międzynarodowych. (…)

Po powrocie do domu zabieram się za lekturę - najczęściej biografii. Lubię czytać o filozofach - zwłaszcza Sokratesie, który podkreśla, że powinieneś postępować tak, jak ci nakazuje sumienie, co znaczy mniej więcej tyle, że trzeba nauczyć się samodzielnie myśleć - filozofia, którą sam wyznaję. Być może nie zwiększy twojej popularności, ale jest niezbędna, jeżeli chcesz, żeby twoje rozumowanie było klarowne; bardzo też pomaga w radzeniu sobie z wszechobecną mentalnością stada.

Czytam, ile mogę, choć ciągle za mało, z uwagi na moje ograniczenia czasowe. (…) Lubię filmy i telewizję jak każdy, ale to czytanie pozwala mi odzyskać siły.”

Choć nie do końca odpowiada mi nonszalancki sposób obnoszenia się Donalda Trumpa, to jednak kultywuje on wiele wartościowych zachowań, których nie można nie pochwalać. Imponuje mi jego nieustanny rozwój i dążenie do zachowania wiecznie otwartego umysłu. Tu ciekawostka. W 1995 roku, podczas budowy Trump Towers w Nowym Jorku, Donald Trump zwrócił uwagę na fakt, że pośród zainteresowanych inwestycją jest wielu klientów pochodzących z Azji, dla których jednym z istotnych problemów jest kwestia zachowania zasad Feng Shui. Zainteresował się więc tematem i postanowił zatrudnić eksperta, który na bieżąco dokonywał odpowiednich zmian w planach. Zapytany dlaczego, Trump odpowiedział: “Niezwykle istotnym jest dostosować się do zwyczajów i przekonań większych grup ludzi, żyjących według tych pryncypiów. Jeśli oni w nie wierzą, to ja nie muszę wiedzieć nic więcej.” Nie mam najmniejszej wątpliwości, że ta decyzja w odpowiedni przełożyła się na wysokość późniejszych zysków. Co by nie mówić o Donaldzie Trumpie, jego biznesowy szósty zmysł i podejmowane działania przyniosły mu miliardy (i miejsce pośród 400 najbogatszych osób w USA).

Jeśli chodzi o książkę, to kupiłem ją na wyprzedaży w supermarkecie, trochę sponiewieraną, ale za to za śmieszną kwotę 4.99zł. Musiała długo nie znajdywać nabywcy. Kiedy podałem ją kasjerowi, ten zobaczywszy tytuł skwitował krótko: “U nas takie rzeczy nie działają”.

Hmm, może działają, a może nie… w każdym razie nigdy nie zaszkodzi posłuchać co ma do powiedzenia człowiek, który jest właścicielem kilkunastu luksusowych wieżowców w Nowym Jorku i nie tylko, że o prywatnym Boeningu nie wspomnę. Lektura tej książki nie podpowie Wam “jak zostać bogaczem”. Dowiecie się za to jak wygląda tydzień z życia miliardera, co lubi, a czego nie lubi oraz jakie miękkie i twarde umiejętności są potrzebne aby odnieść sukces w Donald Trump Organization. Bardziej wartościowych ponadczasowych wskazówek trzeba się doszukiwać pomiędzy wierszami. Przeczytać warto, ale względem innych książek Trumpa które czytałem, mogę ją ocenić jedynie na trójkę.

Tytuł tego wpisu pochodzi od tytułu rozdziału, z którego zaczerpnięte zostało kilka przytoczonych powyżej zdań.

Zobacz także Donald Trump Blog.

Subskrybuj RSS       dodajdo  Dodaj do Wykop, Gwar, Woomer...               Komentarze


« Poprzednie wpisy